Zabrał nas, Żonę swą i Matkę swą do Warszawy.
W czasach dawnych, w czasach nieodżałowanie minionej młodości, do stolicy jeździło się na wycieczkę. Zorganizowaną.
Przez szkołę.
Przez Radę Zakładową.
Przez kierownictwo kolonii letnich.
Albo przez biuro podróży ORBIS.
Zwiedzało się Park Łazienkowski, Stare Miasto i Grób Nieznanego Żołnierza. Na deser wjazd windą na taras Pałacu Kultury, najbardziej znanego symbolu powojennej Warszawy. Widok z góry robił wrażenie!
Rzeczony gmach "stanowił <dar narodu radzieckiego dla narodu polskiego> i wybudowany został w latach 1952–1955 według projektu radzieckiego architekta Lwa Rudniewa". W roku 2007 został wpisany do rejestru zabytków, o czym nie wiedziałam, a co mnie ucieszyło, bo bez Pałacu stolica moim zdaniem byłaby niekompletna.
Łączna wysokość PKiN to 237 metrów. Dużo.
Ale. Nie najwięcej!
Bo. Najwyższym. Teraz. Budynkiem. W Warszawie. I ...w Polsce.
Jest... Varso Tower !!! Metrów 310!!!
I tamże właśnie zaniosło nas wczoraj. A właściwie zawiozło, w szatańskim tempie, prawie 160 km na godzinę, PKP Intercity w czasie godziny i dwudziestu minut dowiozło nas do stacji Warszawa Centralna. A prosto ze stacji, bez wychodzenia na zewnątrz, wpadliśmy w objęcia Varso Tower!To już, proszę państwa, prawdziwie WIELKI ŚWIAT.
Szkło, elektronika i dbałość o człowieka.
Wszystko pod ręką, wszystko na miejscu.
-Tu mam biuro - pokazuje Syn i wiezie nas na 23 - cie piętro.
Czego tam nie ma!
Gigantyczna kuchnia z wszelkimi dogodnościami - lodówki pełne napojów, jogurtów, serków i mleka wszelkiej maści. Herbaty, kawy do wyboru, przekąski słone i słodkie, pojemniki z owsianką, musli, płatkami kukurydzianymi, chrupkami, orzeszkami, migdałami...
Różne rodzaje chlebków, owoce suszone i świeże, wafelki, czekoladki i cukierki.
Zestaw naczyń do przygotowywania posiłków, pieczenia i gotowania.
Ekspres do kawy i zmywarka.
Stoły i stoliki.
Krzesła i fotele.
Sala do relaksu z zestawem gier, stoły do ping-ponga, piłkarzyki, płyty gramofonowe, adapter, huśtawki, półki pełne książek, kwiaty, cuda -wianki!
W salach z komputerami na dziesiątkach biurek, dodatkowo instalowane kabiny dźwiękoszczelne dla osób lubiących zacisze.
Sale do wypoczynku.
Olśniewająco czyste toalety pełne niezbędnych akcesoriów (podpaski, waciki, żele odkażające, kremy do rąk, nakładki na sedes..)
A wszystko otoczone oknami od sufitu do podłogi, z widokami na uwijające się w dole miasto.
-To jeszcze nic - mówi Syn i wjeżdżamy windą na 53-cie piętro. Błyskawicznie.
Myślę, że opisać tego nie można, trzeba zobaczyć.Więc oglądam. Zachwycam się. Wzdycham. Ach! Piękny prezent na Dzień Kobiet. Dziękuję! I Pozuję.
W historii miasta jest też taki obraz:
Tu można tylko milczeć...
Przed powrotem wstępujemy jeszcze do Muzeum Sztuki Nowoczesnej na wystawę Kwestia Kobieca.
Dużo obrazów. Dużo SZTUKI. Czasami dla mnie za bardzo nowoczesnej.Dużo ludzi. Niektórych mogłabym oglądać i podziwiać zamiast obrazów.











