czwartek, 25 czerwca 2026

Jesteś pierwszy w kolejce...

 

Musiałam załatwić sprawę pewną w placówce zdrowia.

Placówka owa, fundowana pacjentom, jak sama nazwa wskazuje, przez Fundusz Narodowy (który zresztą sami sobie finansujemy!), nie napawała mnie nadzieją. Bo to moloch szpitalny, stary, wieloskrzydłowy i wielofunkcyjny.

(Tu dygresja, do których mam skłonność: Szwagierka moja mawiała kiedyś, a dotyczyło to środków uniwersalnych, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego )

Placówka daleko, na zewnątrz gorąco.

Alerty RCB grzmią: "seniorze ogranicz wychodzenie z domu i wysiłek fizyczny" 

Ograniczam.

Postanowiłam  ( z niewiarą!!) wykorzystać wynalazek XIX wieku  i zadzwonić telefonem. (to się robi tak: przywiązuję dzwoneczek do urządzenia, co się nazywa smartfon i potrząsam- żart!)

Głos męski: "Witamy w Centrum Medycznym ...Jeżeli chcesz...wybierz..."

Wybieram 2.

Głos męski:" proszę czekać na rozmowę z konsultantem" 

Muzyczka...

Głos męski:" informujemy, że w chwili obecnej wszyscy konsultanci są zajęci..."

Muzyczka...

Inna muzyczka.

Głos męski: "jesteś pierwszy w kolejce..."

O! To mnie powstrzymuje od naciśnięcia czerwonej słuchawki.

Bycie pierwszym daje nadzieję! 

Muzyczka.

Głos męski: "w chwili obecnej wszyscy konsultanci są zajęci..." 

Czekam. W końcu jestem pierwsza w kolejce. 

Głos męski: "jesteś pierwszy w kolejce"

No właśnie! Czekam.

Muzyczka.

Muzyczka. 

Głos męski:" w chwili obecnej..."

Muzyczka.

"Jesteś pierwszy..."

Kuźwa, to już wiem!

Pie...na muzyczka! 

Głos...

Muzyczka...

Aż tu nagle!...

Głos damski:

- Dzień dobry, Iksa Igrekowska, w czym mogę pomóc?

Z wrażenia nie dosłyszałam, jak Głos Damski się nazywa!

Tłumaczę pośpiesznie.

- Czy mogę to załatwić telefonicznie? - pytam z nieśmiałą nadzieją.

- Oczywiście! 

I załatwiłam! Uprzejmie. Miło. Bez przeszkód.

Na koniec pani Iksa powiedziała wesoło:

- Do zobaczenia.

O, ja cie!

Powiedzieć, że się zadziwiłam, to nic nie powiedzieć!

A to przecież jest normalnie. 

W dobie telefonów, internetu, powszechnie istniejącego SYSTEMU , takie załatwianie sprawy jest normalne. 

 

Tu będzie znowu dygresja.

Dawno, dawno temu, w  roku 1991, przywiozłam z zagranicznego Hamburga trochę prezentów.


 

Tak, tak, Brat i Bratowa dostali między innymi paczkę worków na śmieci!

O ile dobrze pamiętam, używali ich od święta. 

I to by było na tyle.

sobota, 20 czerwca 2026

Jadę do...


 

 "Do Australii jadę, do Australii,

jak tu stoję, zaraz jutro rano.

Do kangurów, do antylop, lian i

do tubylców, autentycznych kanibali "

 

Tak śpiewał kiedyś  Jan Kaczmarek.

Mogłabym śpiewać:  "Do Wnuczki jadę, do Wnuczki...!"

Co prawda, mam trochę bliżej, ale jednak...

Idę najpierw. Na krańcówkę (to po łódzku), czyli pętlę (to po polsku)

Tramwaj stoi. Odjazd za 4 minuty - informuje tablica. Informacyjna.

Tramwaj rusza.

Głośnik ogłasza: "linia numer... kierunek..."

Zgadza się. Kierunek dobry.

Najważniejsze, to obrać dobry kierunek.

Jadę.

Czytam.

Jadę.

Dłonią się wachluję, bo gorąco.

Czytam.  Rzecz o więzieniach polskich.

Skręcam. Znaczy, tramwaj skręca. 

Przez okno wyglądam.

Czytam.

Stuka ktoś w moje siedzenie z tyłu.  Chłopczyk. Nudzi się.

Jego brodaty tatuś rozmawia z niebrodatym kolegą o czymś, co jest "pier...lone". Mam nadzieję, że chłopczyk bardziej  zajęty  jest stukaniem w moje siedzenie, niż słuchaniem. 

Wsiada starszy pan. Tatuś zgania synka z fotela.  Pan siada. Chłopczyk zaczyna się huśtać na poręczy. Nudzi się. Co jakiś czas trąca  mnie w ramię. Nie szkodzi. Nudzi się.

Jedziemy.

Starszy pan za mną puszcza bąki.

Chłopczyk się huśta.

Tramwaj zgrzyta.

"Tata, pilnujesz przystanków/"- pyta chłopczyk

"Pilnuję, pilnuję, nie zostawię cię tu"

- Jakby został, to by się zgubił - mówi Brodaty do Niebrodatego- Jedenaście lat ma i nie zna swojego adresu!

Szok! Przypomina mi się Mateusz P. , który w wieku 5-ciu lat zapytany o nazwisko, recytował kompletne dane, łącznie z numerem ulicy i mieszkania.

Wysiadają. Brodaty z Niebrodatym i z chłopczykiem. 

Starszy pan też wysiada. Na szczęście.

W ogóle coraz puściej się robi.  

"Następny przystanek- Zajezdnia... "- wygłasza głośnik.

 Koniec trasy. Koniec jazdy. 

Czas przejazdu: 56 minut. 

Jednak bliżej niż do Australii!!! 

Do Australii jadę, do Australii
Jak tu stoję, zaraz jutro rano
Do kangurów, do antylop, lian i
Do tubylców, autentycznych kanibali

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/jan-kaczmarek/do-australii
Do Australii jadę, do Australii
Jak tu stoję, zaraz jutro rano

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/jan-kaczmarek/do-australii
Do Australii jadę, do Australii
Jak tu stoję, zaraz jutro rano
Do kangurów, do antylop, lian i
Do tubylców, autentycznych kanibali

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/jan-kaczmarek/do-australii
Do Australii jadę, do Australii
Jak tu stoję, zaraz jutro rano
Do kangurów, do antylop, lian i
Do tubylców, autentycznych kanibali


Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/jan-kaczmarek/do-australii
Do Australii jadę, do Australii
Jak tu stoję, zaraz jutro rano
Do kangurów, do antylop, lian i
Do tubylców, autentycznych kanibali

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/jan-kaczmarek/do-australii
Do Australii jadę, do Australii
Jak tu stoję, zaraz jutro rano
Do kangurów, do antylop, lian i
Do tubylców, autentycznych kanibali


Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/jan-kaczmarek/do-australii
Do Australii jadę, do Australii
Jak tu stoję, zaraz jutro rano
Do kangurów, do antylop, lian i
Do tubylców, autentycznych kanibali


Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/jan-kaczmarek/do-australii

niedziela, 14 czerwca 2026

Wnuczka

 


Wnuczka.

Ma 10 dni.

- Zrób dzióbek dla babci! - mówi Syn

Wnuczka robi dzióbek.

Wierci mi się na rękach. Śpiewam dla niej o królu, co to żył z paziem i królewną wśród róż. 

Może te róże ją przekonują, bo zasypia. Śpi.

Włosy i rzęsy, jak złote niteczki jedwabiu.

Zaciska wiotkie paluszki na moim kciuku. Paluszki z najprawdziwszymi miniaturkami paznokietków. 

Śpi. I śpi.

Odkładam ją do wózka. 

Nie jest zadowolona. 

Dno wózka twarde, zimne, wózek nie oddycha, nic w nim nie burczy, jak w brzuchu u babci. Wózek nie jest dobry.

Czas na rewoltę. Czas na jedzenie. Czas, czas, czas!!!

Mleko jest dobre. 

Mama jest dobra.

Cium, cium. Mlask. 

Tata jest dobry.  Oddycha. Kołysze. Otula. 

Śpi. Znowu. 

Pa, pa, Babciu.

Pa, pa, Wnuczko.

Do następnego.

sobota, 6 czerwca 2026

Rozalka Olaboga


 

"W wodzie po kolana stała dziewczynka. Obca jakaś, chyba nietutejsza. Była w płaszczu i w berecie, a w ręku trzymała walizkę. Chyba wcale nie zdawała sobie sprawy z tego, że stoi w wodzie, bo brzeg płaszcza dotyka już powierzchni fali, a walizka po prostu sobie tańczy na wodzie, i gdyby dziewczynka jej nie trzymała mocno, na pewno walizka odpłynęłaby do samego Gdańska."

 "Dziewczynka powoli otworzyła oczy. Nad nią schylały się duże płowe wąsy, a ponad nimi uśmiechały się jasne przymrużone oczy.
—  Skąd jesteś?
—  Z Krakowa.
—  Co tu robisz?
—  Przyjechałam.
—  No, widzę, że przyjechałaś, ale po co? Do kogo?
—  Szukam pracy. Proszę pana, czy pan ma gospodynię? Bo ja umiem robić jajecznicę i naleśniki. A może pan szuka żony? Mogłabym się zgodzić i za żonę. Bo ja, bo ja strasznie nie chcę chodzić do szkoły."

"—  Jak się nazywasz?
—  Rozalka. A pan?
—  Słuchaj no, Rozalka, dam ci śniadanie, ale potem zaraz odstawię cię na milicję. Bo taki jest mój obowiązek.
—  Dobrze, proszę pana. Ale ja tam i tak przewrócę wszystko do góry nogami!
—  Jak to?
—  Zwyczajnie. Ciotka Adela mówi, że ja zawsze wszystko przewracam do góry nogami. Pierwszy raz jak uciekłam — to też mnie odstawili na milicję. Milicjant był nawet miły, trochę podobny  do  pana,  tylko  brzydszy, bo nie miał takich ładnych wąsów. I z tym milicjantem graliśmy w zapałki do dwunastej  w nocy.  Ale potem przyszła kobieta milicjantka i zabrała mnie. A ten milicjant nawet żałował, bo dobrze nam szło. Czy pan umie grać w zapałki?
—  Nie.
—  Nauczę pana."


"—  Tak, córeczka jest grzeczna, chociaż... trochę nerwowa, niespokojna. Pani wie, jak to bez matki...
—  A kiedyż ją pani przywiezie?
—  Już jest, już przyjechała. Jest na dworze.
—  Na taki wiatr? Przeziębi się jeszcze. A jak jej pani dała na chrzcie?
—  Rozalia.
—  Ładne imię. Takie trochę kwiatowe. Ale to dobrze, dziewczynka musi być jak kwiatek."

 

"W dachu szopy, która stała naprzeciw domu, z trzaskiem otworzyło się okienko.
Z otworu wysunęły się ręce. Uczepiły się dachówki i oto zaczęła się pojawiać jakaś głowa. Ku przerażeniu pani Bożkowej była to głowa Różyczki.
W otworze dachu pojawiły się następnie jakieś gołe kolana i na pochyłej powierzchni dachu stanęła kuso ubrana dziewczynka, której nogi wydawały się jeszcze dłuższe, niż były, i jeszcze cieńsze, niż być powinny.
—  Co to? Kto to? — zapytała zdumiona Kwietniowa.
—  To właśnie Rozalka.
Zapanowała cisza. Pani Bożkowa myślała ciągle: „Boże, Boże!" — i była pewna, że popełniła coś strasznego i że za chwilę niebo zawali się na Rozalię, na dach szopy i na osłupiałą panią Kwietniową. Dziewczynka podniosła ręce, jakby chciała ulecieć z dachu w powietrze.
—  Rozalka! Olaboga! — krzyknęła Kwietniowa."

Cytaty z książki "Rozalka Olaboga" Anny Kamieńskiej

 

No i cóż?

My też mamy Rozalkę. 

Dziewczynkę o kwiatowym imieniu.

Czterdzieści trzy lata temu cieszyłam się z mojej Córki. Teraz jaśminy pachną dla mojej Wnuczki.

Piękny czerwiec!

piątek, 29 maja 2026

Do kogo jestem podobna?

 

Do Matki? Do Tatki?

Otóż do sąsiadki!

 

Co jakiś czas ktoś na osiedlu  uśmiecha  się do mnie, kłania się albo macha ręką na powitanie.

Już się nie dziwię. 

Co jakiś czas  skonfundowany ktoś tłumaczy: "przepraszam, podobna pani do mojej sąsiadki"

 

Zastanawiałam się, kiedy spotkam ten mój sobowtór.

Powinnam się  rozpoznać  chyba ...

Nic i nic.

 

Aż tu (jak zwykle) nagle...!

Przeglądałam sobie zdjęcia z wydarzenia, na którym byłam.  

Patrzę, jest!

Taka smutna Pani, którą czasem mijam na ulicy. Chodzi statecznie, nie uśmiecha się,  włos siwy, okulary. Jej myśli w chmurach, w oczy nie patrzy. Cóż, taka raczej nieładna.

 

Patrzę i patrzę. 

Siedzi. W drugim rzędzie. 

Z przodu ta dziewczynka z kitkami, co ciągle przede mną się kręciła. Obok tej siwej w drugim rzędzie inna dziewczynka, w sukience w serduszka.  Dotykała mojego ramienia.

Patrzę i patrzę. Nie wierzę! Ta siwa, to ja przecież!!

O matko i córko!

 

Na szczęście ja się uśmiecham do ludzi mijanych na ulicy, a oni oduśmiechają się z niedowierzaniem. 

Następnym razem uśmiechnę się do smutnej  Sąsiadki w okularach. 

Zobaczymy... 


 

 

niedziela, 24 maja 2026

"Przejścia"


 
"Przejścia", to tytuł najnowszej książki Natalii de Barbaro.

Podtytuł : Którędy do miłości? 

Chciałoby się odpowiedzieć: po nitce do kłębka 

 

Książki wysłuchałam. 

Zachwytu brak.

Za dużo w niej słów, za dużo  metafor,  porównań, za dużo analiz.

Za dużo pływania po meandrach duszy.

 

Podoba mi się powiedzenie "do brzegu" 

Lubię gęste. Bez nadmiaru przypraw.

Przypomina mi się, jak dawno temu, w ferworze radosnej kulinarnej twórczości gotowałam rosołek dla mojej małej córeczki i postanowiłam doprawiać go "do smaku". Troszkę majeranku, a to lubczyku, a może tymianku. Mniam.

Dobrze, że spróbowałam przed podaniem, bo pewnie rozchorowałabym moje radosne dziecko.

Gorzkie to było, jak najgorsze lekarstwo.

 

Lubię gęste. Lubię treściwie. Jakość nad ilość.

Nie lubię wodnistych zup i wodnistych treści. 

Tak, wiem, że niektórzy lubią, a gęste staje im w gardle.  

Wiadomo -  De gustibus ...

 

Ale, nie o jedzeniu miałam pisać.

Bratowa zapytała mnie, czy znalazłam w książce coś dla siebie.

Nie mogłam sobie przypomnieć...

 

Aż tu nagle...  Jak zwykle.

Wzrok mój zahaczył o ostatnie zdanie, ostatniego posta.

I. Wiem.

Osobą, dla  której jestem najważniejsza na świecie, jestem ja sama.

Olśnienie?

Banał.

Oczywistość.

Osoby, które podróżują samolotami, dobrze to wiedzą, bo powtarzają im to przed każdym startem stewardesy. Może nie wprost, ale jednoznacznie - załóż maskę z tlenem najpierw sobie, później pomagaj innym, jeśli możesz.

Wiedzą, ale i tak nie wiedzą. Tego o sobie.

Ta myśl  olśniewająca dopadła mnie w byle jakim miejscu, obok myjni samochodowej, na zaśmieconym chodniku. 

A ja, właśnie tam, w oparach kurzu i przy akompaniamencie klaksonów, odnalazłam swoje przejście.   


poniedziałek, 11 maja 2026

To było tak...



"To było tak, to było tak,Przyjęcie nudne się kończyło,Gdy nagle się ukazał  w drzwiach!To było tak, to było tak,Na alarm serce mi zabiło,Na jego widok ktoś  szepnął „ach",A we mnie coś szepnęło: tak!
 
Cały długi dzień, marzyć czekać śnić,By na krótką noc z tobą jednym być,Gdy za oknem słota...Tonąć dwojgiem ciał, w jednym wspólnym śnie,Gdy za oknem deszcz cicho szepce że,Listopad...Nie potrzeba słów, słowa śpiewa wiatr,Zegar żegna gdzieś, odchodzącą w światGodzinę...Caluteńką noc z tobą jednym być,Żeby potem móc tym wspomnieniem żyć,Żeby potem móc tym wspomnieniem żyć..."
 (śpiewał B. Łazuka)
 
Wiecie jak to było?
-Wiemy, wiemy...!!!
-No to, posłuchajcie. 
 
To było w maju. 11-go maja. Dawno, dawno temu.
Wiał wiatr i targał fryzury.
Nie było za ciepło, wszyscy chodzili w płaszczach.
Wcale mi się nie chciało jechać. 
Wcale.
Wcale to nie było od pierwszego wejrzenia.
Tak sobie mi się podobał.  
Poprosił o numer telefonu, to mu podyktowałam. Ale nigdzie nie zapisał. A trzeźwy, to całkiem nie był. Miałby zapamiętać?
Więc dalej byłam sama i samotna. 
Do następnego dnia, gdy pani Ania, sekretarka, zakrzyknęła na całą poradnię:
-Pani Basiu!! Telefon!!
 
A potem było, jak u Gałczyńskiego, który wybaczy mi na pewno tę małą parafrazę:
Tyle razem dróg przebytych.
Tyle ścieżek przedeptanych.
Tyle deszczów, tyle śniegów
wiszących nad latarniami.

Tyle w trudzie nieustannym 
wspólnych zmartwień,
wspólnych dążeń,
Tyle chlebów rozkrajanych.
Pocałunków, schodów, książek.
Twe oczy, jak piękne świece,
a w sercu źródło promienia.
Więc ja pragnę  Twoje serce 
ocalić od zapomnienia.

Teraz.
Znowu.
Nie jestem dla nikogo najważniejsza na świecie.  
 
 
 
 
To było tak, to było tak
Przyjęcie nudne się kończyło,
Gdy nagle ukazała się we drzwiach!
To było tak, to było tak -
Na alarm serce mi zabiło,
Ktoś na jej widok szepnął "ach",
A we mnie coś szepnęło tak:

Cały długi dzień marzyć, czekać, śnić,
By na krótką noc z tobą jedną być
Gdy za oknem słota.
Tonąć dwojgiem ciał w jednym wspólnym śnie,
Gdy za oknem deszcz cicho szepce, że
Listopad.
Nie potrzeba słów, słowa śpiewa wiatr,
Zegar żegna gdzieś odchodzącą w świat
Godzinę.
Caluteńką noc z tobą jedną być,
Żeby potem móc tym wspomnieniem żyć,
Żeby potem móc tym wspomnieniem żyć.

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/bohdan-lazuka/to-bylo-tak

niedziela, 10 maja 2026

Benefis

 

Byłam na benefisie.

Rozczarowałam się.

Benefisanta mało było widać i słychać.

Kiedy już mówił, to głównie o swoich gościach, którzy mieli za zadanie uświetnić jego wieczór.

Goście natomiast mówili i śpiewali głównie o sobie. 

A przecież: 

"Benefis, to: koncert, przedstawienie teatralne organizowane w celu uczczenia długoletniej pracy jakiegoś artysty"

Cel: Uhonorowanie twórcy, pokazanie jego dorobku

Charakter: Retrospektywny, jubileuszowy, często w formie gali z udziałem przyjaciół i gości

Właśnie tego czczenia pracy i pokazywania dorobku mi zabrakło. 


I tak sobie pomyślałam - a gdyby to był mój benefis?


Wyglądałby tak:

Siedziałabym sobie na honorowym miejscu.

Liczni krewni i znajomi z różnych okoliczności mojego życia opowiadaliby o mnie miłe rzeczy - o tym, co razem przeżyliśmy, czego się ode mnie nauczyli, czym ich zaskoczyłam albo rozśmieszyłam, albo może nawet wzruszyłam.

Teatr "Seniorek" dałby popis przy pomocy Pana Poczty.

Kochany Wnuczek przeczytałby wypracowanie pod tytułem "Moja Babcia kochana"

Kochana Bratanica z kochanym BratankoZięciem zaśpiewaliby  wiadomą pieśń o Basi, Basi. 

A ChrzestnyWnuk Jakub zagrałby pięknie  o tych dniach, których jeszcze nie znamy.

No! Piękny to byłby benefis!  

sobota, 2 maja 2026

Projekt Rosalia



Znaczenie imienia Rozalia

"Rozalia to bardzo aktywna, niezależna i pewna siebie osoba. 

Kobieta wulkan, po której nie do końca wiadomo, czego można się spodziewać. 

Działanie stanowi sens jej życia, dlatego angażuje się w co tylko może. Posiada przy tym bystry i przenikliwy umysł.

Zaraża entuzjazmem oraz radością życia. Niestety z trudem przywiązuje się do osób lub miejsc, dlatego często zmienia towarzystwo. Zdarza się jej wywoływać spory i nieporozumienia.

Bywa, iż krzyczy, aby dodać sobie animuszu i wywrzeć wrażenie na otoczeniu.

Adoratorów łapie na niecodzienny urok i czarujący uśmiech. 

Chociaż żoną jest przeciętną, to gospodynią idealną! 

Obowiązki domowe to dla niej najpiękniejsza praca. 

Rozalia pragnie imponować ludziom. Lubi dobrze, a nawet nieco ekstrawagancko się ubrać 

Bardzo lubi przyjmować gości oraz organizować imprezy. Promieniuje z niej niebywały entuzjazm i radość życia. 

Ponieważ jest dość niezależna, z trudem przywiązuje się do osób lub miejsc. 

Chadza swoimi ścieżkami i nie zwraca uwagi na to, co zostawia za sobą. 

Rozalia jest kobietą wulkanem, na którą bardzo trzeba uważać, bo nigdy nie wiadomo, kiedy akurat wybuchnie. 

Lepiej nie spuszczać jej z oczu, co nie jest wcale takie proste, gdyż nie potrafi za długo usiedzieć w miejscu. 

Bardziej interesuje ją rozwój wewnętrzny niż kariera. 

Posiada do tego bystry i przenikliwy umysł oraz niebywałą radość życia, które w prosty sposób doprowadzają ją do sukcesu ".

 

O, la la!! 

Może lepiej Anielka. Albo Jagienka.

No, chyba że jednak to będzie Stasiek! 

czwartek, 30 kwietnia 2026

O matko, wiosna!


Tak sobie jechałam autobusem z numerem 70, i tak sobie czytałam, jak zawsze.

Aż tu nagle...

Tak, tak! Nagle.

Nagle wiosna dała mi po oczach.  

Oczywiście, że wiedziałam o niej, że jest. Od ponad miesiąca.

Jak wiadomo, wiedzieć a widzieć, oraz widzieć a zobaczyć, to nie to samo.

Zobaczyłam dywany żółtych mleczy, co zaraz zamienią się w puch marny i ulecą z wiatrem. 

Mirabelki  pogubiły pachnące płatki.

Przebiśniegi dawno przekwitły. I zawilce też. I krokusy.

Zaraz tawuły obleką się w białe sukienki,  kasztany zapalą kandelabry kwiatów, zadzwonią konwalie.

Gdzieniegdzie  bzy już szaleją. Szaleją!

Matury lada szelest, jak mawiała ulubiona dyrekcja. 

Czemu zatem ślepam na wiosnę latoś?

Przede wszystkim piździ  cały czas, a przecież nie o take wiosne się walczyło!

Po drugie:  ludzie ślepną  z powodu trzech "za"- zakochania, zatroskania i zamyślenia.

Zakochanie poza podejrzeniami.

Zamyślam  natomiast ostatnio o czerwcu,  który  będzie początkiem nowego życia dla wielu z nas.

- Czerwiec! - wykrzyknęła Sąsiadka, dowiedziawszy się o dacie - To najgorszy znak, Bliźnięta!

Sąsiadka się zna, wszak ma bliźniaczki spod znaku Bliźniąt.

- Najlepszy znak, to Byk - wskazała na siebie - stateczny i rozsądny!

Nie polemizowałam.

Jaśminy też zaraz zakwitną.

 

"Słońce wschodzi, głaszcze powietrze.
Dziecko się rodzi. Szumi deszcz.
Kwiat otwiera oczy w ogrodzie.
Zorza wieże złotem okleja.
Ptak ptaka strofuje w gnieździe.
Gwiazda dzień dobry mówi gwieździe.
Dziecko się rodzi.
Dziecko się rodzi.
Nadzieja. "

 (Gałczyński jest dobry na wszystko.)

niedziela, 19 kwietnia 2026

Bezczyn

 Czasami dopada mnie bezczyn.

Jak sama nazwa wskazuje,  bezczyn, to stan bez działania. 

Zdarza się pomiędzy wymyślaniem kolejnego scenariusza  a szyciem kolejnej lalki.

Pomiędzy praniem  a odkurzaniem.

Pomiędzy gotowaniem zupy  a czyszczeniem kuwet.

Pomiędzy robotą  i  robotą.

Tu lista zakupów, tu lista spraw do załatwienia.  

Terminy w kalendarzu. 

Zapłacić, odebrać,  spotkać się.

Pojechać. Zdążyć.

Odhaczyć.

I nagle ... zawieszam się. Na horyzoncie nie ma kolejnego punktu do zrealizowania. 

Nie zaplanowałam. 

Nie przewidziałam.

Totalny BEZCZYN!

To bardzo niemiły dla mnie stan. Może tak czuje się mucha złapana w  kałużę miodu. Niby słodko, niby pachnie, ale odlecieć by się chciało ku kolejnej kupie (siana).

Na bezczyn najlepszy jest CZYN. 

Choćby i niepozorny.

Chwyciłam w dłonie swoje niezawodne aktywizatory i poszłam.

Na walking.

I wymyśliłam  tego posta.

Owocnej pracy!! 

piątek, 20 marca 2026

A gdybym...


A gdybym był młotkowym?
W fabryce z młotkiem szalał?
To co byś powiedziała?
Czy coś byś przeciw miała?

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/formacja-niezywych-schabuff/klub-wesolego-szampana
A gdybym był młotkowym?
W fabryce z młotkiem szalał?
To co byś powiedziała?
Czy coś byś przeciw miała?


Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/formacja-niezywych-schabuff/klub-wesolego-szampana
A gdybym był młotkowym?
W fabryce z młotkiem szalał?
To co byś powiedziała?
Czy coś byś przeciw miała?


Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/formacja-niezywych-schabuff/klub-wesolego-szampana
A gdybym był młotkowym?
W fabryce z młotkiem szalał?
To co byś powiedziała?
Czy coś byś przeciw miała?

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/formacja-niezywych-schabuff/klub-wesolego-szampana
A gdybym był młotkowym?
W fabryce z młotkiem szalał?
To co byś powiedziała?
Czy coś byś przeciw miała?

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/formacja-niezywych-schabuff/klub-wesolego-szampana
A gdybym był młotkowym?
W fabryce z młotkiem szalał?
To co byś powiedziała?
Czy coś byś przeciw miała?


Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/formacja-niezywych-schabuff/klub-wesolego-szampana

"A gdybym był młotkowym ,

W fabryce z młotkiem szalał? 

To co byś powiedziała,

Czy coś byś przeciw miała? "

 

Cóż, po wpisaniu tytułu od razu przyszedł mi do głowy tekst tej piosenki. Ale wpis całkiem nie  o tym.

 

A gdybyś mogła cofnąć czas...? - to jest właściwe pytanie.

Pytanie, które ludzie zadają sobie  i innym.

Gdyby można było cofnąć czas? 

Gdyby można było przeżyć jeszcze raz to, czy tamto?

Młodość, miłość,  dziecięctwo, szkolne lata, wakacje, tę wyprawę w góry sprzed ćwierć wieku?

Prawie słyszę: "Tak, tak, i tak!"

Nie pamiętamy już o pryszczach, kłótniach, klasówkach, komarach, śmierdzących szatniach, wrednym matematyku, zatruciu flądrą w 1981, kartkach na cukier...

Ach, to drobiazgi takie, wiemy, że w życiu co innego ważne, zdrowie, relacje, rozmowy, oddech, piękno świata, rytmy przyrody...

Ach, gdybyśmy to wtedy wiedzieli...!!!

 

Szwagierka moja, starsza o lat 17, powtarza zawsze: "ty jesteś jeszcze młoda! Ja siedemnaście lat temu , to.."

No,  i rację ma. Siedemnaście lat wcześniej istotnie była młodsza, mogła więcej, żyła szybciej, śmiała się głośniej. I ciągle powtarzała: "ty jesteś jeszcze młoda, ja siedemnaście lat, temu, to..." 

Bo ciągle tęskni za tym, co było.

 

Dlaczego nie uczymy się  na bieżąco, że to co jest, to jest właśnie to?

 

A może spełniło się  marzenie w roku 2046 i cofnęło mnie o 20 lat?

Znowu jestem młodsza, zdrowsza i gładsza?

Tylko o tym nie wiem.  I nie korzystam.


 O czym wiedział już niejaki Kochanowski Jan w wieku XVI - stym:

 „Cieszy mię ten rym: Polak mądr po szkodzie;
Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,
Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.” 

A gdybym był młotkowym?
W fabryce z młotkiem szalał?
To co byś powiedziała?
Czy coś byś przeciw miała?

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/formacja-niezywych-schabuff/klub-wesolego-szampana
A gdybym był młotkowym?
W fabryce z młotkiem szalał?
To co byś powiedziała?
Czy coś byś przeciw miała?


Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/formacja-niezywych-schabuff/klub-wesolego-szampana
A gdybym był młotkowym?
W fabryce z młotkiem szalał?
To co byś powiedziała?
Czy coś byś przeciw miała?


Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/formacja-niezywych-schabuff/klub-wesolego-szampana

niedziela, 8 marca 2026

Warszawa na Dzień Kobiet

 

Syn nam zrobił prezent. 

Zabrał nas, Żonę swą i Matkę swą  do Warszawy.

 

W czasach dawnych, w czasach nieodżałowanie minionej młodości, do stolicy jeździło się na wycieczkę. Zorganizowaną.

Przez szkołę.

Przez Radę Zakładową.

Przez kierownictwo kolonii letnich.

Albo przez biuro podróży ORBIS.

Zwiedzało się Park Łazienkowski, Stare Miasto i Grób Nieznanego Żołnierza. Na deser wjazd windą na taras Pałacu Kultury, najbardziej znanego symbolu powojennej Warszawy. Widok z góry robił wrażenie!

Rzeczony gmach "stanowił <dar narodu radzieckiego dla narodu polskiego> i wybudowany został w latach 1952–1955 według projektu radzieckiego architekta Lwa Rudniewa". W roku 2007 został wpisany do rejestru zabytków, o czym nie wiedziałam, a co mnie ucieszyło, bo bez Pałacu stolica moim zdaniem byłaby niekompletna.

Łączna wysokość PKiN  to 237 metrów. Dużo.

Ale. Nie najwięcej!

Bo. Najwyższym. Teraz. Budynkiem. W Warszawie. I  ...w Polsce.

Jest... Varso Tower !!! Metrów 310!!!

I tamże właśnie zaniosło nas wczoraj. A właściwie zawiozło, w szatańskim tempie, prawie 160 km na godzinę, PKP Intercity w czasie godziny i dwudziestu minut  dowiozło nas do stacji Warszawa Centralna. A prosto ze stacji, bez wychodzenia na zewnątrz, wpadliśmy  w objęcia Varso Tower!

To już, proszę państwa, prawdziwie WIELKI ŚWIAT.

Szkło, elektronika i dbałość o człowieka. 

Wszystko pod ręką, wszystko na miejscu.


 -Tu mam biuro - pokazuje Syn i wiezie nas na 23 - cie piętro.

Czego tam nie ma!


Gigantyczna kuchnia z wszelkimi dogodnościami - lodówki pełne napojów, jogurtów, serków i mleka wszelkiej maści. Herbaty, kawy do wyboru, przekąski słone i słodkie, pojemniki z owsianką, musli, płatkami kukurydzianymi, chrupkami, orzeszkami, migdałami...

Różne rodzaje chlebków, owoce suszone i świeże, wafelki, czekoladki i cukierki.

Zestaw naczyń do przygotowywania posiłków, pieczenia i gotowania.

Ekspres do kawy i zmywarka.


Stoły i stoliki. 

Krzesła i fotele.

Sala do relaksu z zestawem gier, stoły do ping-ponga, piłkarzyki, płyty gramofonowe, adapter, huśtawki, półki pełne książek, kwiaty, cuda -wianki!

W salach z komputerami na dziesiątkach biurek, dodatkowo instalowane kabiny dźwiękoszczelne dla osób lubiących zacisze.

Sale do wypoczynku. 

Olśniewająco czyste toalety pełne niezbędnych akcesoriów (podpaski, waciki, żele odkażające, kremy do rąk, nakładki na sedes..)

A wszystko otoczone oknami od sufitu do podłogi, z widokami na uwijające się w dole miasto. 


-To jeszcze nic - mówi Syn i wjeżdżamy windą na 53-cie piętro. Błyskawicznie. 

Myślę, że opisać tego nie można, trzeba zobaczyć.

Więc oglądam.  Zachwycam się. Wzdycham. Ach! Piękny prezent na Dzień Kobiet. Dziękuję! I Pozuję.

 

W historii miasta jest też taki obraz:

Tu można tylko milczeć...

 

Przed powrotem wstępujemy jeszcze  do Muzeum Sztuki Nowoczesnej na wystawę Kwestia Kobieca.

Dużo obrazów. Dużo SZTUKI. Czasami dla mnie za bardzo nowoczesnej. 

Dużo ludzi. Niektórych mogłabym oglądać i podziwiać zamiast obrazów. 

 
A potem przez Złote Tarasy, w których tłumy przelewają się jak wzburzone wody Bałtyku w czasie sztormu, docieramy na peron czwarty Dworca Centralnego. Pora do domu.

 


środa, 25 lutego 2026

Ta nasza miłość...

Czerwiec 2012
 
Ta nasza młodość.
Piosenka ze słowami Tadeusza Śliwiaka, śpiewana przez Halinę Wyrodek, zawsze wzrusza mnie do łez.
Prawdziwych łez, nie metaforycznych. 
 
 
"Ta nasza młodość z kości i krwi,Ta nasza młodość, co z czasu kpi.
Co nie ustoi w miejscu zbyt długo, 
 Ona, co pierwszą jest 


potem drugą...
 
 Ta nasza młodość, ten szczęsny czas.Ta para skrzydeł zwiniętych w nas..."
 
 
Tęsknię za nią. 
Ta tęsknota jest dojmująca, głęboka i bolesna. 
Nic nie może jej ukoić, bo czas tamten nie wróci.
 
Nie jest to tęsknota za twarzą bez zmarszczek.
Ani za jędrnymi udami.
Ani za gładkim brzuchem.
 
To tęsknota za miłością.
Za dotykiem.
Za oddechem.
Za głosem. 
Za spojrzeniem w oczy.
Błękitne. 
 
 
  
 
"Ona jest wśród kamieniRwącym światłem strumyka.Wiewiórkami po drzewachPo gałęziach pomyka.


 
 
 Ona kwiatem we włosach,
Octem w jabłkach jest pierwszych.Gorzką pianą na piwie 
W świata gwarnej oberży 
 

 
45 lat temu  stanęliśmy obok siebie. 
- I przyrzekam ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską... 
No nie, tamta  formułka "cywilna " była trochę inna, ale przecież oznaczała to samo. 
"I że cię nie opuszczę aż do śmierci"
 
 
Dawno temu, gdy wszyscy jeszcze byliśmy żywi, zdrowi i szczęśliwi, przeczytałam albo usłyszałam, że miłość matczyna jest wieczna, trwa do śmierci matki i po niej. Wtedy tego nie rozumiałam, bo dziwne mi się wydawało, że można kochać, gdy się nie żyje.
 
Teraz wiem.
Miłość nie znika. 
 
Ta nasza miłość z kości i krwi,Ta nasza miłość, co z czasu kpi...
 
45 lat temu też był czwartek.
26 -ty lutego.
Godzina 12.15
Gdy powiedziałam: TAK
Gdy On powiedział: TAK
  
To była prawda.
Na zawsze.

poniedziałek, 23 lutego 2026

Świat się śmieje

Ta historia zaczęła się dawno temu.

Mała Dziewczynka zachorowała i trafiła do szpitala. 

Spotkała tam Martę, która opiekowała się Dziewczynką i innymi chorymi dziećmi. Marta nosiła fartuch w kolorowe kwiatki, a wszystko, co było ważne, zapisywała w notesie z motylkiem na fioletowej okładce.


Dziewczynka kochała fioletowy kolor, bo sama miała liliowe imię. Miała też piękne, wyraziste oczy  i wielką wyobraźnię. Opowiedziała Marcie o wymyślonej przez siebie Krainie Kucyków. Marta się zachwyciła. I zapamiętała.

Potem stało się najsmutniejsze, bo liliowa Dziewczynka nie wyzdrowiała. Ale jej opowieść została w pamięci, w sercu, i w myślach Marty.

A jeszcze później zaczęły dziać się małe cuda.  

Coraz więcej ludzi, a może raczej Ludzi, angażowało się w historię Grey, niezwykłego, szarego kucyka.

Powstała książka.

Marta podarowała książkę nam, czyli małemu, kieszonkowemu teatrzykowi "Seniorek".

-Może chciałybyście napisać do niej scenariusz?- zapytała

Chciałyśmy.

Napisałam.

Lawinowo zaczęła powstawać scenografia.

Grupa wesołych seniorek z klubu M-Łodzi Duchem pomogła nam w kolorowaniu podarunkowych  koników dla dzieciaków.

Patrzyłam na tę rozgadaną i zaaferowaną gromadkę, poruszoną moją opowieścią o  Liliance, i wtedy właśnie przyszła mi do głowy ta myśl - "świat się śmieje"!

Śmieje się ciągle,  mimo wszystko, na przekór i na szczęście.


 Lilianka w kwietniu skończyłaby  14 lat.

 Przedstawienie odbędzie się w maju.

 

P.S. A dzisiaj jest Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. 

Marsz z filmu "Świat się śmieje"

Марш весёлых ребят - Jerzy Siemionow

 

Gdy śpiewasz głośno piosenkę wesołą,

Do ciebie śmieje się życie i świat.
A w sercu słyszysz, jak głośno coś woła:
Niech żyje miłość i radość niech nam trwa!

Przez wszystkie miasta i wioski i sioła
Już piosnka przeszła i każdy ją zna,
I ciągle refren ten słychać dokoła:
Niech żyje miłość i radość niech nam trwa


Czy na mansardzie, czy w jasnym salonie,
Czy tam, gdzie śmiech jest, czy tam, gdzie jest łza,
Głos jeden zgodny pod niebo aż dzwoni:
Niech żyje miłość i radość niech nam trwa


Czy młody chłopak, co życia się uczy,
Czy stary, który już dobrze je zna,
Ci wszyscy krzyczą, że w koło aż huczy:
Niech żyje miłość i radość niech nam trwa