niedziela, 19 kwietnia 2026

Bezczyn

 Czasami dopada mnie bezczyn.

Jak sama nazwa wskazuje,  bezczyn, to stan bez działania. 

Zdarza się pomiędzy wymyślaniem kolejnego scenariusza  a szyciem kolejnej lalki.

Pomiędzy praniem  a odkurzaniem.

Pomiędzy gotowaniem zupy  a czyszczeniem kuwet.

Pomiędzy robotą  i  robotą.

Tu lista zakupów, tu lista spraw do załatwienia.  

Terminy w kalendarzu. 

Zapłacić, odebrać,  spotkać się.

Pojechać. Zdążyć.

Odhaczyć.

I nagle ... zawieszam się. Na horyzoncie nie ma kolejnego punktu do zrealizowania. 

Nie zaplanowałam. 

Nie przewidziałam.

Totalny BEZCZYN!

To bardzo niemiły dla mnie stan. Może tak czuje się mucha złapana w  kałużę miodu. Niby słodko, niby pachnie, ale odlecieć by się chciało ku kolejnej kupie (siana).

Na bezczyn najlepszy jest CZYN. 

Choćby i niepozorny.

Chwyciłam w dłonie swoje niezawodne aktywizatory i poszłam.

Na walking.

I wymyśliłam  tego posta.

Owocnej pracy!!