piątek, 24 lipca 2026

Kryzys


 Mam kryzys

 

 Przegląd od AI

Kryzys depresyjny to stan silnego cierpienia i dezorganizacji, w którym dotychczasowe sposoby radzenia sobie z problemami przestają wystarczać

Objawia się przytłaczającym smutkiem, brakiem energii, utratą sensu życia oraz objawami fizycznymi (np. zaburzenia snu, bóle). Wymaga on wsparcia otoczenia oraz profesjonalnej pomocy terapeutycznej lub psychiatrycznej."

 

Sue Atkinson "Jak wydobyć się z depresji"

 "Jeśli podchodzimy do życia realistycznie, to wkrótce dojdziemy do wniosku,  że niektóre dni są o wiele gorsze od innych"

 "Potrzebujemy odwagi i pomocy, żeby się podźwignąć.

Potrzebujemy osób i rzeczy, które by nam dostarczały pociechy.

Potrzebujemy dużo czasu" 

 

 Członkowie grupy wsparcia NERWICA  I  LĘK

 też macie często jakieś napady typu, że zaczynacie się dziwnie czuć i już myślicie że umrzecie? "

 

 "Czy miał ktoś kiedyś wrażenie że już nie żyje? ... Że umarliście, a to co się dzieje teraz to powiedzmy jakiś sen czy jakaś inna niewiadoma?"


"Witam macie jakieś rady jak przestać się przejmować opinia innych ludzi ???"


 "Czy ktoś tutaj ma mroczki, błyski, fotopsje od nerwicy? Mam je od rana jak wstanę przez cały dzień i tak codziennie "

 

"Czy potraficie się wyluzować ? Czuję się ciągle spięta i zapowietrzona. Chciałbym poczuć taki totalny luz w sobie, ale nie potrafię."


Witam... Dopadło mnie do tego stopnia,że kiedyś z takimi stanami załamania czy jakiekolwiek spadku nastroju świetnie leczyło mnie bieganie, czy jazda na rowerze, a teraz tak mnie zblokowało że mam lęk, żeby coś zacząć... "

"Próbuję spać, a nie mogę serce wali i czuję je, jak leżę na boku ,w głowie mnie kłuje po nowym leku SSRI i jak byłam w toalecie na górze się wysikać to miałam myśli żeby wyskoczyć z okna i cały czas silny lęk" 

 

"Czy miewacie w nerwicy samokontrolę ciała? Musicie raz na jakiś czas sprawdzić, czy oddychacie, czy nogi i ręce nie są słabe?Czy tętno jest ok?" 
 
 

 Grupa "Nerwica i lęk"  liczy 54 tysiące członków.

Wpisuję hasła w wyszukiwarkę Facebooka - pokazuje mi się tyle podobnych stron na temat depresji, lęków, nerwicy , fobii, że przestaję liczyć przy dwudziestej...

 

 

Sue Atkinson "Jak wydobyć się z depresji" :

 "Nie ma potrzeby czuć się winnym z tego powodu, że robimy to, co chcemy, żeby przetrwać kryzys.

Mieć kryzys - to  nic złego. jest rzeczą ludzką mieć kryzys, a przecież jesteśmy ludźmi"

 
Mam kryzys, 
Jestem człowiekiem. 

wtorek, 14 lipca 2026

Blogerka

Już prawie połowa lipca,  a tu pustki. Chciałoby się powiedzieć: "głucho wszędzie, co to będzie?"

Niedawno ktoś zapytał w mojej ulubionej audycji radiowej: 

-Kto jeszcze pisze blogi?

I nie było to pytanie  z oczekiwaniem na odpowiedź, a raczej mocno wątpiące. Niedowierzaniem podszyte.

Mogłabym odkrzyknąć  "JA", ale i tak by mnie nie usłyszeli.

Bo kto dzisiaj pisze blogi?

A kto je czyta?

Tekst blogowy przegrywa z obrazkami na Fejsie, filmikami na Jutubie, wygłupami na Tiktoku i shortami na Insta. 

Można tam wstawić wszystko i ma się  tysiące obserwujących, dziesiątki komentarzy i setki lajków.

Pewna pani, lat 74, wstawia swoje pół ubrane zdjęcia,  swoje nogi zstępujące ze schodów, swoje śpiewanie zdartym sopranem i podkreśla za każdym razem, że " ma 74 i jeszcze daje radę"

Pani, lat 85, bez zębów,  wstawia codziennie fotografie swoich wszystkich posiłków.

Inna pani, młoda, promuje swoją otyłość.

Ludzie pytają się wzajemnie, czy przepisany przez lekarza lek jest dobry, albo wstawiają zdjęcia swoich ran, wysypek, znamion, łysin, ropiejących paznokci z pytaniem o diagnozę i poradę. Dostają dziesiątki sprzecznych odpowiedzi.

Sprzedają, kupują, reklamują.

Chwałą się. Albo żalą.

Płaczą.

Opluwają nawzajem.

Skąd ja to wiem? Bo też tam zaglądam. 

Szybko, łatwo, śmiesznie i straszno.

I nie chce mi się pisać.

Świat mnie przerasta. 


 

 

czwartek, 25 czerwca 2026

Jesteś pierwszy w kolejce...

 

Musiałam załatwić sprawę pewną w placówce zdrowia.

Placówka owa, fundowana pacjentom, jak sama nazwa wskazuje, przez Fundusz Narodowy (który zresztą sami sobie finansujemy!), nie napawała mnie nadzieją. Bo to moloch szpitalny, stary, wieloskrzydłowy i wielofunkcyjny.

(Tu dygresja, do których mam skłonność: Szwagierka moja mawiała kiedyś, a dotyczyło to środków uniwersalnych, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego )

Placówka daleko, na zewnątrz gorąco.

Alerty RCB grzmią: "seniorze ogranicz wychodzenie z domu i wysiłek fizyczny" 

Ograniczam.

Postanowiłam  ( z niewiarą!!) wykorzystać wynalazek XIX wieku  i zadzwonić telefonem. (to się robi tak: przywiązuję dzwoneczek do urządzenia, co się nazywa smartfon i potrząsam- żart!)

Głos męski: "Witamy w Centrum Medycznym ...Jeżeli chcesz...wybierz..."

Wybieram 2.

Głos męski:" proszę czekać na rozmowę z konsultantem" 

Muzyczka...

Głos męski:" informujemy, że w chwili obecnej wszyscy konsultanci są zajęci..."

Muzyczka...

Inna muzyczka.

Głos męski: "jesteś pierwszy w kolejce..."

O! To mnie powstrzymuje od naciśnięcia czerwonej słuchawki.

Bycie pierwszym daje nadzieję! 

Muzyczka.

Głos męski: "w chwili obecnej wszyscy konsultanci są zajęci..." 

Czekam. W końcu jestem pierwsza w kolejce. 

Głos męski: "jesteś pierwszy w kolejce"

No właśnie! Czekam.

Muzyczka.

Muzyczka. 

Głos męski:" w chwili obecnej..."

Muzyczka.

"Jesteś pierwszy..."

Kuźwa, to już wiem!

Pie...na muzyczka! 

Głos...

Muzyczka...

Aż tu nagle!...

Głos damski:

- Dzień dobry, Iksa Igrekowska, w czym mogę pomóc?

Z wrażenia nie dosłyszałam, jak Głos Damski się nazywa!

Tłumaczę pośpiesznie.

- Czy mogę to załatwić telefonicznie? - pytam z nieśmiałą nadzieją.

- Oczywiście! 

I załatwiłam! Uprzejmie. Miło. Bez przeszkód.

Na koniec pani Iksa powiedziała wesoło:

- Do zobaczenia.

O, ja cie!

Powiedzieć, że się zadziwiłam, to nic nie powiedzieć!

A to przecież jest normalnie. 

W dobie telefonów, internetu, powszechnie istniejącego SYSTEMU , takie załatwianie sprawy jest normalne. 

 

Tu będzie znowu dygresja.

Dawno, dawno temu, w  roku 1991, przywiozłam z zagranicznego Hamburga trochę prezentów.


 

Tak, tak, Brat i Bratowa dostali między innymi paczkę worków na śmieci!

O ile dobrze pamiętam, używali ich od święta. 

I to by było na tyle.

sobota, 20 czerwca 2026

Jadę do...


 

 "Do Australii jadę, do Australii,

jak tu stoję, zaraz jutro rano.

Do kangurów, do antylop, lian i

do tubylców, autentycznych kanibali "

 

Tak śpiewał kiedyś  Jan Kaczmarek.

Mogłabym śpiewać:  "Do Wnuczki jadę, do Wnuczki...!"

Co prawda, mam trochę bliżej, ale jednak...

Idę najpierw. Na krańcówkę (to po łódzku), czyli pętlę (to po polsku)

Tramwaj stoi. Odjazd za 4 minuty - informuje tablica. Informacyjna.

Tramwaj rusza.

Głośnik ogłasza: "linia numer... kierunek..."

Zgadza się. Kierunek dobry.

Najważniejsze, to obrać dobry kierunek.

Jadę.

Czytam.

Jadę.

Dłonią się wachluję, bo gorąco.

Czytam.  Rzecz o więzieniach polskich.

Skręcam. Znaczy, tramwaj skręca. 

Przez okno wyglądam.

Czytam.

Stuka ktoś w moje siedzenie z tyłu.  Chłopczyk. Nudzi się.

Jego brodaty tatuś rozmawia z niebrodatym kolegą o czymś, co jest "pier...lone". Mam nadzieję, że chłopczyk bardziej  zajęty  jest stukaniem w moje siedzenie, niż słuchaniem. 

Wsiada starszy pan. Tatuś zgania synka z fotela.  Pan siada. Chłopczyk zaczyna się huśtać na poręczy. Nudzi się. Co jakiś czas trąca  mnie w ramię. Nie szkodzi. Nudzi się.

Jedziemy.

Starszy pan za mną puszcza bąki.

Chłopczyk się huśta.

Tramwaj zgrzyta.

"Tata, pilnujesz przystanków/"- pyta chłopczyk

"Pilnuję, pilnuję, nie zostawię cię tu"

- Jakby został, to by się zgubił - mówi Brodaty do Niebrodatego- Jedenaście lat ma i nie zna swojego adresu!

Szok! Przypomina mi się Mateusz P. , który w wieku 5-ciu lat zapytany o nazwisko, recytował kompletne dane, łącznie z numerem ulicy i mieszkania.

Wysiadają. Brodaty z Niebrodatym i z chłopczykiem. 

Starszy pan też wysiada. Na szczęście.

W ogóle coraz puściej się robi.  

"Następny przystanek- Zajezdnia... "- wygłasza głośnik.

 Koniec trasy. Koniec jazdy. 

Czas przejazdu: 56 minut. 

Jednak bliżej niż do Australii!!! 

Do Australii jadę, do Australii
Jak tu stoję, zaraz jutro rano
Do kangurów, do antylop, lian i
Do tubylców, autentycznych kanibali

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/jan-kaczmarek/do-australii
Do Australii jadę, do Australii
Jak tu stoję, zaraz jutro rano

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/jan-kaczmarek/do-australii
Do Australii jadę, do Australii
Jak tu stoję, zaraz jutro rano
Do kangurów, do antylop, lian i
Do tubylców, autentycznych kanibali

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/jan-kaczmarek/do-australii
Do Australii jadę, do Australii
Jak tu stoję, zaraz jutro rano
Do kangurów, do antylop, lian i
Do tubylców, autentycznych kanibali


Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/jan-kaczmarek/do-australii
Do Australii jadę, do Australii
Jak tu stoję, zaraz jutro rano
Do kangurów, do antylop, lian i
Do tubylców, autentycznych kanibali

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/jan-kaczmarek/do-australii
Do Australii jadę, do Australii
Jak tu stoję, zaraz jutro rano
Do kangurów, do antylop, lian i
Do tubylców, autentycznych kanibali


Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/jan-kaczmarek/do-australii
Do Australii jadę, do Australii
Jak tu stoję, zaraz jutro rano
Do kangurów, do antylop, lian i
Do tubylców, autentycznych kanibali


Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/jan-kaczmarek/do-australii

niedziela, 14 czerwca 2026

Wnuczka

 


Wnuczka.

Ma 10 dni.

- Zrób dzióbek dla babci! - mówi Syn

Wnuczka robi dzióbek.

Wierci mi się na rękach. Śpiewam dla niej o królu, co to żył z paziem i królewną wśród róż. 

Może te róże ją przekonują, bo zasypia. Śpi.

Włosy i rzęsy, jak złote niteczki jedwabiu.

Zaciska wiotkie paluszki na moim kciuku. Paluszki z najprawdziwszymi miniaturkami paznokietków. 

Śpi. I śpi.

Odkładam ją do wózka. 

Nie jest zadowolona. 

Dno wózka twarde, zimne, wózek nie oddycha, nic w nim nie burczy, jak w brzuchu u babci. Wózek nie jest dobry.

Czas na rewoltę. Czas na jedzenie. Czas, czas, czas!!!

Mleko jest dobre. 

Mama jest dobra.

Cium, cium. Mlask. 

Tata jest dobry.  Oddycha. Kołysze. Otula. 

Śpi. Znowu. 

Pa, pa, Babciu.

Pa, pa, Wnuczko.

Do następnego.

sobota, 6 czerwca 2026

Rozalka Olaboga


 

"W wodzie po kolana stała dziewczynka. Obca jakaś, chyba nietutejsza. Była w płaszczu i w berecie, a w ręku trzymała walizkę. Chyba wcale nie zdawała sobie sprawy z tego, że stoi w wodzie, bo brzeg płaszcza dotyka już powierzchni fali, a walizka po prostu sobie tańczy na wodzie, i gdyby dziewczynka jej nie trzymała mocno, na pewno walizka odpłynęłaby do samego Gdańska."

 "Dziewczynka powoli otworzyła oczy. Nad nią schylały się duże płowe wąsy, a ponad nimi uśmiechały się jasne przymrużone oczy.
—  Skąd jesteś?
—  Z Krakowa.
—  Co tu robisz?
—  Przyjechałam.
—  No, widzę, że przyjechałaś, ale po co? Do kogo?
—  Szukam pracy. Proszę pana, czy pan ma gospodynię? Bo ja umiem robić jajecznicę i naleśniki. A może pan szuka żony? Mogłabym się zgodzić i za żonę. Bo ja, bo ja strasznie nie chcę chodzić do szkoły."

"—  Jak się nazywasz?
—  Rozalka. A pan?
—  Słuchaj no, Rozalka, dam ci śniadanie, ale potem zaraz odstawię cię na milicję. Bo taki jest mój obowiązek.
—  Dobrze, proszę pana. Ale ja tam i tak przewrócę wszystko do góry nogami!
—  Jak to?
—  Zwyczajnie. Ciotka Adela mówi, że ja zawsze wszystko przewracam do góry nogami. Pierwszy raz jak uciekłam — to też mnie odstawili na milicję. Milicjant był nawet miły, trochę podobny  do  pana,  tylko  brzydszy, bo nie miał takich ładnych wąsów. I z tym milicjantem graliśmy w zapałki do dwunastej  w nocy.  Ale potem przyszła kobieta milicjantka i zabrała mnie. A ten milicjant nawet żałował, bo dobrze nam szło. Czy pan umie grać w zapałki?
—  Nie.
—  Nauczę pana."


"—  Tak, córeczka jest grzeczna, chociaż... trochę nerwowa, niespokojna. Pani wie, jak to bez matki...
—  A kiedyż ją pani przywiezie?
—  Już jest, już przyjechała. Jest na dworze.
—  Na taki wiatr? Przeziębi się jeszcze. A jak jej pani dała na chrzcie?
—  Rozalia.
—  Ładne imię. Takie trochę kwiatowe. Ale to dobrze, dziewczynka musi być jak kwiatek."

 

"W dachu szopy, która stała naprzeciw domu, z trzaskiem otworzyło się okienko.
Z otworu wysunęły się ręce. Uczepiły się dachówki i oto zaczęła się pojawiać jakaś głowa. Ku przerażeniu pani Bożkowej była to głowa Różyczki.
W otworze dachu pojawiły się następnie jakieś gołe kolana i na pochyłej powierzchni dachu stanęła kuso ubrana dziewczynka, której nogi wydawały się jeszcze dłuższe, niż były, i jeszcze cieńsze, niż być powinny.
—  Co to? Kto to? — zapytała zdumiona Kwietniowa.
—  To właśnie Rozalka.
Zapanowała cisza. Pani Bożkowa myślała ciągle: „Boże, Boże!" — i była pewna, że popełniła coś strasznego i że za chwilę niebo zawali się na Rozalię, na dach szopy i na osłupiałą panią Kwietniową. Dziewczynka podniosła ręce, jakby chciała ulecieć z dachu w powietrze.
—  Rozalka! Olaboga! — krzyknęła Kwietniowa."

Cytaty z książki "Rozalka Olaboga" Anny Kamieńskiej

 

No i cóż?

My też mamy Rozalkę. 

Dziewczynkę o kwiatowym imieniu.

Czterdzieści trzy lata temu cieszyłam się z mojej Córki. Teraz jaśminy pachną dla mojej Wnuczki.

Piękny czerwiec!

piątek, 29 maja 2026

Do kogo jestem podobna?

 

Do Matki? Do Tatki?

Otóż do sąsiadki!

 

Co jakiś czas ktoś na osiedlu  uśmiecha  się do mnie, kłania się albo macha ręką na powitanie.

Już się nie dziwię. 

Co jakiś czas  skonfundowany ktoś tłumaczy: "przepraszam, podobna pani do mojej sąsiadki"

 

Zastanawiałam się, kiedy spotkam ten mój sobowtór.

Powinnam się  rozpoznać  chyba ...

Nic i nic.

 

Aż tu (jak zwykle) nagle...!

Przeglądałam sobie zdjęcia z wydarzenia, na którym byłam.  

Patrzę, jest!

Taka smutna Pani, którą czasem mijam na ulicy. Chodzi statecznie, nie uśmiecha się,  włos siwy, okulary. Jej myśli w chmurach, w oczy nie patrzy. Cóż, taka raczej nieładna.

 

Patrzę i patrzę. 

Siedzi. W drugim rzędzie. 

Z przodu ta dziewczynka z kitkami, co ciągle przede mną się kręciła. Obok tej siwej w drugim rzędzie inna dziewczynka, w sukience w serduszka.  Dotykała mojego ramienia.

Patrzę i patrzę. Nie wierzę! Ta siwa, to ja przecież!!

O matko i córko!

 

Na szczęście ja się uśmiecham do ludzi mijanych na ulicy, a oni oduśmiechają się z niedowierzaniem. 

Następnym razem uśmiechnę się do smutnej  Sąsiadki w okularach. 

Zobaczymy...