Musiałam odbyć onegdaj podróż z punktu A do punktu B.
Z podpunktami.
Wyruszyłam z punktu A o 14. 15
Po dziesięciu minutach dotarłam do punktu A' i wsiadłam do tramwaju, który właśnie podjechał, zgodnie z wyznawaną zasadą "byle do przodu". W punkcie A'' miały czekać do wyboru dwie linie, jeszcze niedawno czekały. Ale!
Miasto moje, pełne rozkopów i niespodzianek skierowało jedną z owych na inne osiedle. Cóż. Życie i MPK.
W punkcie A'' czekałam minut 10.
Wsiadłam i zabrałam się za czytanie.
Dygresja:
Czytam bardzo interesującą biografię Jana Brzechwy, który nazywał się Jan Lesman i wcale nie marzył o tym, aby zostać uznanym poetą dla dzieci.
Marzył, aby zostać poetą lirycznym, co najmniej tak dobrym, jak jego kuzyn Bolek Leśmian (zbieżność nazwisk nieprzypadkowa), ale niemiłosierni krytycy nie zostawiali panu Janowi złudzeń.
Lepiej szło mu pisanie utworów satyrycznych do znanych warszawskich kabaretów. Piosenki z jego tekstami śpiewali min.Hanka Ordonówna, Eugeniusz Bodo, Adolf Dymsza.
Podobno był pan Brzechwa bardzo przystojny i romansowy.
Podobno pomieszkiwał rotacyjnie u licznych swoich dam serca.
Podobno pierwsze rymowane wierszyki dla dzieci napisał dla przedszkolanki, z którą flirtował.
Podobno, podobno, plotki, ptasie plotki...
Na pewno miał trzy żony, na pewno skończył prawo, był jednym z założycieli ZAiKS-u, świetnym adwokatem i radcą prawnym.
O jedynym, wydanym tomie poezji lirycznej "Oblicza zmyślone" nikt już nie wspomina.
Kaczka Dziwaczka, Pchła Szachrajka, Pan Kleks i wiele innych szalonych, uroczych i nieoczywistych postaci ciągle pozostaje w naszej pamięci.
Koniec dygresji
Dygresja była długa, tak jak długa była moja podróż.
Tramwaj wlókł się jak włoski makaron, zabierając i zostawiając na przystankach spoconych pasażerów. Towarzyszyły mu sznury aut wiozących, wkurzonych zapewne, kierowców.
Tzw."tymczasowe zmiany w komunikacji" przeszły w stan "ciężki ale stabilny"'
O godzinie 15.20 pomyślałam z ulgą : "jeszcze tylko 10 minut".
O godzinie 15.23 pani Motornicza oznajmiła: "proszę państwa, dalej nie pojedziemy, jest kolizja autobusu z tramwajem"
Prawdę powiedziała. Nie pojechaliśmy.
Z pobliskiego przystanku autobusowego w punkcie A''' powinien odjechać w pożądanym kierunku autobus o 15.42.
Ale nie odjechał. Bo nie przyjechał. Ani ten o 16.02.
Przyjechał inny, całkiem nieoczekiwany o 16.24.
W ekspresowym tempie, w minut 9 dowiózł mnie do punktu przedostatniego A'''' o godzinie 16.33.
Stamtąd już rzut beretką i dotarłam do punktu B o 16.40.
Nakarmiłam koty i wypiłam kawę.
I przypomniał mi się dialog prowadzony przez dwóch panów na przystanku autobusowym:
Pan Pierwszy:
- Już k...wa trzecie sześćdziesiąt dziewięć, a naszego nie ma!
Pan Drugi: (filozoficznie)
- No... Ale nie ma co wyglądać, jak ma przyjechać, to przyjedzie. A te panie, co tak wypatrują (tu pokazał na nas, stojące na palcach, z dłońmi nad oczami, dla ochrony przed słońcem, wpatrujące się w siną dal ulicy), to wyglądają jak te zwierzątka takie, no te...
Pan Pierwszy: (wykrzykując z zadowoleniem, że wie)
-Surokatki!
A w głowie mojej, przegrzanej i zmaltretowanej przez podróż z punktu A do punktu B powstała myśl:
"Nie mówi się surokatki, tylko surojadki!"
A kto się teraz śmieje niech wie, że surojadki istnieją naprawdę .
W przeciwieństwie do krasnoludków i surokatek.
Szczęśliwych podróży!












