Kiedy miewam kryzysy, sięgam zawsze po książkę Sue Atkinson.
Nie pamiętam, kiedy ani gdzie ją kupiłam. Mogłabym natomiast powiedzieć górnolotnie, że mnie uratowała.
Wśród licznych propozycji, wskazówek, zachęt i pomysłów na działania znalazło się również zdanie - "zacznij opowiadać swoją historię".
Zaczęłam. To było naprawdę bardzo terapeutyczne. Przywołało i uwolniło emocje. Rzuciło inne światło na niektóre wydarzenia. Lepiej zrozumiałam samą siebie.
Zapisałam dwa szkolne bruliony.
Kilka lat potem pomyślałam, że może te historie rodzinne, ci ludzie, którzy gdzieś, kiedyś żyli w koronach naszego genealogicznego drzewa, mogą też pomóc innym, następnym, szukającym odpowiedzi.
Dlatego zaczęłam pisać bloga.
Dlatego ponad osiemnaście lat temu napisałam pierwszy tytuł: POCZĄTEK.
Niepostrzeżenie historia przekształciła się w teraźniejszość.
Niepostrzeżenie zaczęłam pisać dziennik.
Po osiemnastu latach, po ponad sześciuset wpisach, stwierdzam, że to był bardzo dobry pomysł.
Sue Atkinson w dedykacji do swojej książki napisała:
"Tym, którzy mocno trzymali linę asekuracyjną, gdy droga była trudna,
tym, którzy siedzieli ze mną u stóp urwiska i trzymali mnie za rękę,
i tym, którzy przekonali mnie swą miłością, że warto piąć się w górę"
Ja dziękuję wszystkim, którzy mnie zachęcali do pisania i chcieli więcej.
Dziękuję także tym, którzy nie mogą tego przeczytać.
Dziękuję.










