czwartek, 3 września 2026

Miasto moje, a w nim...



Ulica św. Wjeciecha

Musiałam odbyć onegdaj podróż z punktu A do punktu B. 

Z podpunktami.

Wyruszyłam z punktu A o 14. 15

Po dziesięciu minutach dotarłam do punktu A' i wsiadłam do tramwaju, który właśnie podjechał, zgodnie z wyznawaną zasadą "byle do przodu". W punkcie A'' miały czekać do wyboru dwie linie, jeszcze niedawno czekały. Ale!

Miasto moje, pełne rozkopów i niespodzianek skierowało jedną z owych na inne osiedle. Cóż. Życie i MPK.

W punkcie A'' czekałam minut 10. 

Wsiadłam i zabrałam się za czytanie. 

Dygresja:

Czytam bardzo interesującą biografię  Jana Brzechwy, który nazywał się Jan Lesman i wcale nie marzył o tym, aby zostać uznanym poetą dla dzieci.

Marzył, aby zostać poetą lirycznym, co najmniej tak dobrym, jak jego kuzyn Bolek Leśmian (zbieżność nazwisk nieprzypadkowa), ale niemiłosierni krytycy nie zostawiali panu Janowi  złudzeń. 

Lepiej szło mu pisanie utworów satyrycznych do znanych warszawskich kabaretów. Piosenki z jego tekstami śpiewali min.Hanka Ordonówna, Eugeniusz Bodo, Adolf Dymsza.

Podobno był pan Brzechwa bardzo przystojny i romansowy. 

Podobno pomieszkiwał rotacyjnie u licznych swoich dam serca.

Podobno pierwsze rymowane wierszyki dla dzieci napisał dla przedszkolanki,  z którą flirtował. 

Podobno, podobno, plotki, ptasie plotki...

Na pewno miał trzy żony,  na pewno skończył prawo, był jednym z założycieli ZAiKS-u, świetnym adwokatem i radcą prawnym.

O jedynym, wydanym tomie poezji lirycznej "Oblicza zmyślone" nikt już nie wspomina.

Kaczka Dziwaczka, Pchła Szachrajka, Pan Kleks i wiele innych szalonych, uroczych i nieoczywistych postaci ciągle pozostaje  w naszej pamięci. 

Koniec dygresji

Dygresja była długa, tak jak długa była moja podróż.

Tramwaj wlókł się jak włoski makaron, zabierając i zostawiając na przystankach spoconych  pasażerów. Towarzyszyły mu sznury aut wiozących, wkurzonych zapewne, kierowców.

Tzw."tymczasowe zmiany w komunikacji" przeszły w stan "ciężki ale stabilny"'

O godzinie 15.20 pomyślałam z ulgą : "jeszcze tylko 10 minut".

O godzinie 15.23 pani Motornicza oznajmiła: "proszę państwa, dalej nie pojedziemy, jest kolizja autobusu z tramwajem"

Prawdę powiedziała. Nie pojechaliśmy.

Z pobliskiego przystanku autobusowego w punkcie A''' powinien odjechać w pożądanym kierunku autobus o 15.42.

Ale nie odjechał. Bo nie przyjechał. Ani ten o 16.02.

Przyjechał inny, całkiem nieoczekiwany o 16.24.

W ekspresowym tempie, w minut 9 dowiózł mnie do punktu przedostatniego A'''' o godzinie  16.33.

Stamtąd już rzut beretką i dotarłam do punktu B o 16.40. 

Nakarmiłam koty i wypiłam kawę.

I przypomniał mi się dialog prowadzony przez dwóch panów na przystanku autobusowym:

Pan Pierwszy:

- Już k...wa trzecie sześćdziesiąt dziewięć, a naszego nie ma! 

Pan Drugi: (filozoficznie)

- No... Ale nie ma co wyglądać, jak ma przyjechać, to przyjedzie. A te panie, co tak wypatrują (tu pokazał na nas, stojące na palcach, z dłońmi nad oczami, dla ochrony przed słońcem, wpatrujące się w siną dal ulicy), to wyglądają jak te zwierzątka takie, no te...

Pan Pierwszy: (wykrzykując z zadowoleniem, że wie) 

-Surokatki!

A w głowie mojej, przegrzanej  i zmaltretowanej przez podróż z punktu A do punktu B powstała myśl:

"Nie mówi się surokatki, tylko  surojadki!"

A kto się teraz śmieje niech wie, że surojadki istnieją naprawdę .

W przeciwieństwie do krasnoludków i surokatek. 


Szczęśliwych podróży!

niedziela, 30 sierpnia 2026

Janioły

Uszyłam Anioła.

Konkretnie Anioła  Gabriela. Jakby kto wątpił.

Kiedy tak na niego patrzę, to  raczej Aniołek Gabrielek. Czyli Gabryś.

Pod koniec roku zagra główną rolę  w teatrzyku naszym, co się nazywa Seniorek.

To nie pierwszy anioł mojej produkcji. 

A kiedy się rozglądam, widzę, że otacza mnie sporo różnych aniołów. Mniejszych i większych. Ładniejszych i brzydszych (o ile anioły mogą być brzydkie).

Wiem, mogą być też anioły upadłe, o tych nie mówimy. Ani nie myślimy.

 

Bardzo lubię swojego grubego, rudego anioła, którego przywieźliśmy dawno temu z Krościenka.

Wygląda na przyzwoitego.

Chociaż, zasadniczo, w anioły wierzę  mniej więcej tak samo, jak w krasnoludki i Smoka Wawelskiego.

Kiedyś wierzyłam w Anioła Stróża, tego, co to czuwa nad parą dzieci przechodzących przez strumyk. Był jakiś bardziej wiarygodny i przystępny, niż reszta świętych. Poza tym był ładny. A może ładna. Z długimi lokami i w pastelowych sukniach.

Nie pamiętam, kiedy wierzyć przestałam. 

 

Przegląd od AI

Anioły to czyste duchy, co oznacza, że nie mają fizycznego ciała, materialnej formy ani płci. W swojej prawdziwej naturze są niewidzialnymi posłańcami Boga. Kiedy jednak ukazywały się ludziom w Biblii lub przybierały konkretną postać, ich wygląd zależał od ich rangi i roli.

 

Anielica przywieziona przez Męża z Krakowa

 

A to całkiem szczególny anioł zrobiony na terapii zajęciowej w Ośrodku Dziennego Pobytu

 

 

 Anioł niosący światło

 


 I ten, gaszący płomień.


Przegląd od AI
Człowieka o cechach anioła (tzw. ziemskiego anioła) można rozpoznać po głębokiej empatii, bezinteresownej trosce o innych oraz wewnętrznym spokoju, który wnosi w życie otoczenia.

wtorek, 25 sierpnia 2026

Siemanko!


 

Siemanko! To okrzyk, którym wita się z widzami Wiola Błazucka  na swoim kanale youtubowym "Pierogi  z kimchi"

Trafiłam na niego przypadkiem, pewnie ze trzy lata temu. Obejrzałam i zostałam. 

Wiola jest niezwykle sympatyczna, bezpretensjonalna, naturalna i spontaniczna. 

Mieszka w Korei Południowej od dziewięciu lat. 

Zakochała się w kraju i w Koreańczyku. Wyszła za mąż, urodziła dwoje dzieci.  

W swoich filmach opowiada o zwykłym, codziennym życiu. 

Wychodzi na spacer z córką i komentuje to, co akurat widzi. 

Wydarzenia uliczne, aktualną pogodę, dźwięki cykad, kwitnące wiśnie, modę, miejską komunikację.

Tłumaczy napisy i reklamy. Robi zakupy. Wędruje po centrach handlowych. Odwiedza fryzjera i kosmetyczkę. 

Odpowiada na pytania followersów.  

Pytań jest dużo.

O zwyczaje, o działania rożnych instytucji - służby zdrowia, szkolnictwa, kościoła, urzędów. O  rynek pracy, o opiekę socjalną, o koreańskie seriale, o konflikty pokoleniowe...

Rozmawia z Koreańczykami o Korei. 

Z Polakami o Koreańczykach. 

W piątki na ekranie gotuje  razem z dziećmi (7 i 2 lata) szybkie, koreańskie dania. Dzieci mieszają, kroją, dosypują i próbują.

- Dobre? - pyta Wiola po polsku. Kiwają głowami z entuzjazmem. 

Napisała trzy książki kucharskie,  wydane przez polskie wydawnictwo.

Z dwójką dzieci, wózkiem, czterema  walizkami, dwoma torbami (dużą i małą), i plecakiem (średnim) przyleciała w lipcu do Polski na spotkania autorskie ze swoimi czytelnikami.

Sale były pełne, wiele osób  zaczepiało  ją na ulicy i wołało  "siemanko!".

Wiola rozdawała podpisy i uśmiechy. A śmieje się naturalnie i szczerze, bo Wiola się nie kreuje, naprawdę lubi  ludzi.


Dlaczego ja w ogóle o niej piszę?

Otóż podziwiam Wiolę i jej zazdroszczę. 

Podziwiam za pracowitość i zazdroszczę systematyczności.

Miałam takie postanowienie noworoczne, że napiszę co najmniej trzy posty w miesiącu. Wychodzi 36 w roku.  

Wiola wstawia swoje filmiki systematycznie, na ogół trzy razy w tygodniu!

Ktoś tu kiedyś wspomniał, żeby pisać o wszystkim i o byle czym.

Bo to też może być ciekawe.

Kto wie, kto wie...

No, to ...pa, pa!!! 

 

środa, 12 sierpnia 2026

Relacje

Jakiś czas temu przeczytałam książkę "Rok magicznego myślenia" autorstwa Joan Didion. Sięgnęłam po nią, bo fragment zapowiadający brzmiał:

 "Siadasz do kolacji i życie, jakie znasz, się kończy. Ta książka to przejmująca opowieść o żałobie. (...) 

Precyzyjna, ale jednocześnie wrażliwa i czuła narracja dotyka uniwersalnego znaczenia tych doświadczeń, sprawiając, że „Rok magicznego myślenia" jest wymieniany pośród stu najważniejszych książek, które trzeba przeczytać w życiu." 

Nigdy wcześniej nie słyszałam o Joan Didion, chociaż opisywana jest jako  wybitna amerykańska dziennikarka, eseistka, powieściopisarka i scenarzystka. Współtworzyła z mężem Johnem Gregorym Dunne’em scenariusze do kilku filmów, całkiem znanych, z takimi gwiazdami jak Al Pacino, Barbra Streisand, Robert De Niro, Robert Redford, Michelle Pfeiffer...

 

Przeczytałam "Rok magicznego myślenia" i w jakiś szczególny sposób poczułam więź z Joan Didion. 

Dziwne, zważywszy na różnicę wieku, statusu społecznego, odległości, różnicę kulturową i wszystkie inne, wydawałoby się, same różnice. 

Ale, jak widać, "z jednej tkaniny wszyscy jesteśmy..."

Czytam teraz "Notatki dla Johna".

Joan Didion przez półtora roku uczęszczała na psychoterapię. Po każdej sesji sporządzała notatki, które w założeniu były przeznaczone dla męża.

"Notowała rozmowy o alkoholizmie, adopcji, depresji i lęku, o napięciach rodzinnych i poczuciu winy, o zawiłościach relacji z córką, Quintaną" 

Książka nie jest łatwa w odbiorze, ze względu na formę. Dużo tam zdań typu "powiedziałam, że powiedziała, że myśli, że ja myślę..."

Mimo to rozumiem dobrze Joan Didion.

 

Chcemy być dobrymi matkami. 

Chcemy dobrze wychować swoje córki.

Skąd wiemy, jak to jest "dobrze"?

Z ogólnie  przyjętych norm i wzorców. Nauczyciele o tym mówią. Książki o wychowaniu. Eksperci od relacji społecznych. Programy telewizyjne. Familijne filmy. Bajki o dwóch złych siostrach i jednej dobrej sierotce.

Ludzie nam to mówią. Obcy i znajomi. 

"Niech pani coś jej powie..."

Pediatrzy, psycholodzy i pedagodzy.  

Czasem mówi nam o tym teściowa.

Wierzymy im albo nie.

No, i matka. 

Bo: "wszyscy nosimy w swoich głowach drobne fragmenty naszych matek i ojców"

Można by, parafrazując Ewangelię, rzec - na początku była matka.

Nie chcę być, jak moja matka.

Jestem, jak moja matka.

Miotam się między buntem, a poczuciem winy.

Matki chcą jak najlepiej, Dla córek.

Córki chcą być sobą. 

Matki wiedzą lepiej, już przeżyły swoje,  doświadczyły, wycierpiały.

Córki chcą być wolne. Cierpieć po swojemu.

Lęk przed nadopiekuńczością graniczy z lękiem przed nadmiernym zdystansowaniem. Czy, jeśli pozwolimy im odfrunąć, nie  poczują się odrzucone i samotne?

Dzieci nie muszą zasługiwać na miłość  matek.

Czy matki muszą zasłużyć na miłość  córek? Czasami miałam wrażenie, że tak i się starałam. Niepotrzebnie. 

Czy byłam, jestem dobrą matką? Wystarczająco dobrą?

Jestem córką swojej matki. Nie chciałam być, jak ona. Kocham ją.

 

Dawno temu, moja Córka powiedziała, łykając łzy:

- Mamo, nie jesteś mną, a ja nie jestem tobą... 

 

Córeczko, to jedna z najważniejszych rzeczy, jakie usłyszałam w życiu.  

 

P.S.

Właśnie wysłuchałam autobiograficznej opowieści  Jennette McCurdy, podobno jednej z najsłynniejszych dziecięcych aktorek amerykańskich. Opowieść nosi tytuł "Cieszę się, że moja mama umarła"

to przejmująca opowieść o wychodzeniu z zaburzeń odżywiania, uzależnień i toksycznej relacji z przemocową matką, a także o mozolnym odzyskiwaniu kontroli nad własnym życiem."

Jennette nie buntowała się, gdy była dzieckiem.

 "Pragnęła  za wszelką cenę zadowolić najważniejszą osobę w swoim życiu"

Po latach walki z poczuciem winy, zdecydowała się na psychoterapię i walkę o siebie. Wtedy dopiero mogła ucieszyć się, że jej mama umarła.

wtorek, 28 lipca 2026

Pełnolecie


Kiedy miewam kryzysy, sięgam zawsze po książkę Sue Atkinson.

Nie pamiętam, kiedy ani gdzie ją kupiłam. Mogłabym natomiast powiedzieć górnolotnie, że mnie uratowała. 

Wśród  licznych propozycji, wskazówek, zachęt i pomysłów na działania znalazło się również zdanie - "zacznij opowiadać swoją historię". 

Zaczęłam. To było naprawdę bardzo terapeutyczne. Przywołało i uwolniło emocje. Rzuciło inne światło na niektóre wydarzenia. Lepiej zrozumiałam samą siebie.

Zapisałam dwa szkolne bruliony.

Kilka lat potem pomyślałam, że może te historie rodzinne,   ci ludzie, którzy gdzieś, kiedyś żyli w koronach naszego genealogicznego drzewa, mogą też pomóc innym, następnym, szukającym odpowiedzi.

Dlatego zaczęłam pisać bloga. 

Dlatego ponad osiemnaście lat temu napisałam pierwszy tytuł: POCZĄTEK.

Niepostrzeżenie historia przekształciła się w teraźniejszość.

Niepostrzeżenie zaczęłam pisać  dziennik.

Po osiemnastu latach, po ponad sześciuset wpisach,  stwierdzam, że to był bardzo dobry pomysł.

Sue Atkinson w dedykacji do swojej książki napisała:

"Tym, którzy mocno trzymali linę asekuracyjną, gdy droga była trudna,

tym, którzy siedzieli ze mną u stóp urwiska i trzymali mnie za rękę,

i tym, którzy przekonali mnie swą miłością, że warto piąć się w górę" 

 

Ja dziękuję wszystkim, którzy mnie zachęcali do pisania i chcieli więcej.

Dziękuję także tym, którzy nie mogą tego przeczytać. 

Dziękuję.  

piątek, 24 lipca 2026

Kryzys


 Mam kryzys

 

 Przegląd od AI

Kryzys depresyjny to stan silnego cierpienia i dezorganizacji, w którym dotychczasowe sposoby radzenia sobie z problemami przestają wystarczać

Objawia się przytłaczającym smutkiem, brakiem energii, utratą sensu życia oraz objawami fizycznymi (np. zaburzenia snu, bóle). Wymaga on wsparcia otoczenia oraz profesjonalnej pomocy terapeutycznej lub psychiatrycznej."

 

Sue Atkinson "Jak wydobyć się z depresji"

 "Jeśli podchodzimy do życia realistycznie, to wkrótce dojdziemy do wniosku,  że niektóre dni są o wiele gorsze od innych"

 "Potrzebujemy odwagi i pomocy, żeby się podźwignąć.

Potrzebujemy osób i rzeczy, które by nam dostarczały pociechy.

Potrzebujemy dużo czasu" 

 

 Członkowie grupy wsparcia NERWICA  I  LĘK

 też macie często jakieś napady typu, że zaczynacie się dziwnie czuć i już myślicie że umrzecie? "

 

 "Czy miał ktoś kiedyś wrażenie że już nie żyje? ... Że umarliście, a to co się dzieje teraz to powiedzmy jakiś sen czy jakaś inna niewiadoma?"


"Witam macie jakieś rady jak przestać się przejmować opinia innych ludzi ???"


 "Czy ktoś tutaj ma mroczki, błyski, fotopsje od nerwicy? Mam je od rana jak wstanę przez cały dzień i tak codziennie "

 

"Czy potraficie się wyluzować ? Czuję się ciągle spięta i zapowietrzona. Chciałbym poczuć taki totalny luz w sobie, ale nie potrafię."


Witam... Dopadło mnie do tego stopnia,że kiedyś z takimi stanami załamania czy jakiekolwiek spadku nastroju świetnie leczyło mnie bieganie, czy jazda na rowerze, a teraz tak mnie zblokowało że mam lęk, żeby coś zacząć... "

"Próbuję spać, a nie mogę serce wali i czuję je, jak leżę na boku ,w głowie mnie kłuje po nowym leku SSRI i jak byłam w toalecie na górze się wysikać to miałam myśli żeby wyskoczyć z okna i cały czas silny lęk" 

 

"Czy miewacie w nerwicy samokontrolę ciała? Musicie raz na jakiś czas sprawdzić, czy oddychacie, czy nogi i ręce nie są słabe?Czy tętno jest ok?" 
 
 

 Grupa "Nerwica i lęk"  liczy 54 tysiące członków.

Wpisuję hasła w wyszukiwarkę Facebooka - pokazuje mi się tyle podobnych stron na temat depresji, lęków, nerwicy , fobii, że przestaję liczyć przy dwudziestej...

 

 

Sue Atkinson "Jak wydobyć się z depresji" :

 "Nie ma potrzeby czuć się winnym z tego powodu, że robimy to, co chcemy, żeby przetrwać kryzys.

Mieć kryzys - to  nic złego. jest rzeczą ludzką mieć kryzys, a przecież jesteśmy ludźmi"

 
Mam kryzys, 
Jestem człowiekiem. 

wtorek, 14 lipca 2026

Blogerka

Już prawie połowa lipca,  a tu pustki. Chciałoby się powiedzieć: "głucho wszędzie, co to będzie?"

Niedawno ktoś zapytał w mojej ulubionej audycji radiowej: 

-Kto jeszcze pisze blogi?

I nie było to pytanie  z oczekiwaniem na odpowiedź, a raczej mocno wątpiące. Niedowierzaniem podszyte.

Mogłabym odkrzyknąć  "JA", ale i tak by mnie nie usłyszeli.

Bo kto dzisiaj pisze blogi?

A kto je czyta?

Tekst blogowy przegrywa z obrazkami na Fejsie, filmikami na Jutubie, wygłupami na Tiktoku i shortami na Insta. 

Można tam wstawić wszystko i ma się  tysiące obserwujących, dziesiątki komentarzy i setki lajków.

Pewna pani, lat 74, wstawia swoje pół ubrane zdjęcia,  swoje nogi zstępujące ze schodów, swoje śpiewanie zdartym sopranem i podkreśla za każdym razem, że " ma 74 i jeszcze daje radę"

Pani, lat 85, bez zębów,  wstawia codziennie fotografie swoich wszystkich posiłków.

Inna pani, młoda, promuje swoją otyłość.

Ludzie pytają się wzajemnie, czy przepisany przez lekarza lek jest dobry, albo wstawiają zdjęcia swoich ran, wysypek, znamion, łysin, ropiejących paznokci z pytaniem o diagnozę i poradę. Dostają dziesiątki sprzecznych odpowiedzi.

Sprzedają, kupują, reklamują.

Chwałą się. Albo żalą.

Płaczą.

Opluwają nawzajem.

Skąd ja to wiem? Bo też tam zaglądam. 

Szybko, łatwo, śmiesznie i straszno.

I nie chce mi się pisać.

Świat mnie przerasta.