Byłam na benefisie.
Rozczarowałam się.
Benefisanta mało było widać i słychać.
Kiedy już mówił, to głównie o swoich gościach, którzy mieli za zadanie uświetnić jego wieczór.
Goście natomiast mówili i śpiewali głównie o sobie.
A przecież:
"Benefis, to: koncert, przedstawienie teatralne organizowane w celu uczczenia długoletniej pracy jakiegoś artysty"
Cel: Uhonorowanie twórcy, pokazanie jego dorobku
Charakter: Retrospektywny, jubileuszowy, często w formie gali z udziałem przyjaciół i gości
Właśnie tego czczenia pracy i pokazywania dorobku mi zabrakło.
I tak sobie pomyślałam - a gdyby to był mój benefis?
Wyglądałby tak:
Siedziałabym sobie na honorowym miejscu.
Liczni krewni i znajomi z różnych okoliczności mojego życia opowiadaliby o mnie miłe rzeczy - o tym, co razem przeżyliśmy, czego się ode mnie nauczyli, czym ich zaskoczyłam albo rozśmieszyłam, albo może nawet wzruszyłam.
Teatr "Seniorek" dałby popis przy pomocy Pana Poczty.
Kochany Wnuczek przeczytałby wypracowanie pod tytułem "Moja Babcia kochana"
Kochana Bratanica z kochanym BratankoZięciem zaśpiewaliby wiadomą pieśń o Basi, Basi.
A ChrzestnyWnuk Jakub zagrałby pięknie o tych dniach, których jeszcze nie znamy.
No! Piękny to byłby benefis!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz