sobota, 6 czerwca 2026

Rozalka Olaboga


 

"W wodzie po kolana stała dziewczynka. Obca jakaś, chyba nietutejsza. Była w płaszczu i w berecie, a w ręku trzymała walizkę. Chyba wcale nie zdawała sobie sprawy z tego, że stoi w wodzie, bo brzeg płaszcza dotyka już powierzchni fali, a walizka po prostu sobie tańczy na wodzie, i gdyby dziewczynka jej nie trzymała mocno, na pewno walizka odpłynęłaby do samego Gdańska."

 "Dziewczynka powoli otworzyła oczy. Nad nią schylały się duże płowe wąsy, a ponad nimi uśmiechały się jasne przymrużone oczy.
—  Skąd jesteś?
—  Z Krakowa.
—  Co tu robisz?
—  Przyjechałam.
—  No, widzę, że przyjechałaś, ale po co? Do kogo?
—  Szukam pracy. Proszę pana, czy pan ma gospodynię? Bo ja umiem robić jajecznicę i naleśniki. A może pan szuka żony? Mogłabym się zgodzić i za żonę. Bo ja, bo ja strasznie nie chcę chodzić do szkoły."

"—  Jak się nazywasz?
—  Rozalka. A pan?
—  Słuchaj no, Rozalka, dam ci śniadanie, ale potem zaraz odstawię cię na milicję. Bo taki jest mój obowiązek.
—  Dobrze, proszę pana. Ale ja tam i tak przewrócę wszystko do góry nogami!
—  Jak to?
—  Zwyczajnie. Ciotka Adela mówi, że ja zawsze wszystko przewracam do góry nogami. Pierwszy raz jak uciekłam — to też mnie odstawili na milicję. Milicjant był nawet miły, trochę podobny  do  pana,  tylko  brzydszy, bo nie miał takich ładnych wąsów. I z tym milicjantem graliśmy w zapałki do dwunastej  w nocy.  Ale potem przyszła kobieta milicjantka i zabrała mnie. A ten milicjant nawet żałował, bo dobrze nam szło. Czy pan umie grać w zapałki?
—  Nie.
—  Nauczę pana."


"—  Tak, córeczka jest grzeczna, chociaż... trochę nerwowa, niespokojna. Pani wie, jak to bez matki...
—  A kiedyż ją pani przywiezie?
—  Już jest, już przyjechała. Jest na dworze.
—  Na taki wiatr? Przeziębi się jeszcze. A jak jej pani dała na chrzcie?
—  Rozalia.
—  Ładne imię. Takie trochę kwiatowe. Ale to dobrze, dziewczynka musi być jak kwiatek."

 

"W dachu szopy, która stała naprzeciw domu, z trzaskiem otworzyło się okienko.
Z otworu wysunęły się ręce. Uczepiły się dachówki i oto zaczęła się pojawiać jakaś głowa. Ku przerażeniu pani Bożkowej była to głowa Różyczki.
W otworze dachu pojawiły się następnie jakieś gołe kolana i na pochyłej powierzchni dachu stanęła kuso ubrana dziewczynka, której nogi wydawały się jeszcze dłuższe, niż były, i jeszcze cieńsze, niż być powinny.
—  Co to? Kto to? — zapytała zdumiona Kwietniowa.
—  To właśnie Rozalka.
Zapanowała cisza. Pani Bożkowa myślała ciągle: „Boże, Boże!" — i była pewna, że popełniła coś strasznego i że za chwilę niebo zawali się na Rozalię, na dach szopy i na osłupiałą panią Kwietniową. Dziewczynka podniosła ręce, jakby chciała ulecieć z dachu w powietrze.
—  Rozalka! Olaboga! — krzyknęła Kwietniowa."

Cytaty z książki "Rozalka Olaboga" Anny Kamieńskiej

 

No i cóż?

My też mamy Rozalkę. 

Dziewczynkę o kwiatowym imieniu.

Czterdzieści trzy lata temu cieszyłam się z mojej Córki. Teraz jaśminy pachną dla mojej Wnuczki.

Piękny czerwiec!