niedziela, 24 maja 2026

"Przejścia"


 
"Przejścia", to tytuł najnowszej książki Natalii de Barbaro.

Podtytuł : Którędy do miłości? 

Chciałoby się odpowiedzieć: po nitce do kłębka 

 

Książki wysłuchałam. 

Zachwytu brak.

Za dużo w niej słów, za dużo  metafor,  porównań, za dużo analiz.

Za dużo pływania po meandrach duszy.

 

Podoba mi się powiedzenie "do brzegu" 

Lubię gęste. Bez nadmiaru przypraw.

Przypomina mi się, jak dawno temu, w ferworze radosnej kulinarnej twórczości gotowałam rosołek dla mojej małej córeczki i postanowiłam doprawiać go "do smaku". Troszkę majeranku, a to lubczyku, a może tymianku. Mniam.

Dobrze, że spróbowałam przed podaniem, bo pewnie rozchorowałabym moje radosne dziecko.

Gorzkie to było, jak najgorsze lekarstwo.

 

Lubię gęste. Lubię treściwie. Jakość nad ilość.

Nie lubię wodnistych zup i wodnistych treści. 

Tak, wiem, że niektórzy lubią, a gęste staje im w gardle.  

Wiadomo -  De gustibus ...

 

Ale, nie o jedzeniu miałam pisać.

Bratowa zapytała mnie, czy znalazłam w książce coś dla siebie.

Nie mogłam sobie przypomnieć...

 

Aż tu nagle...  Jak zwykle.

Wzrok mój zahaczył o ostatnie zdanie, ostatniego posta.

I. Wiem.

Osobą, dla  której jestem najważniejsza na świecie, jestem ja sama.

Olśnienie?

Banał.

Oczywistość.

Osoby, które podróżują samolotami, dobrze to wiedzą, bo powtarzają im to przed każdym startem stewardesy. Może nie wprost, ale jednoznacznie - załóż maskę z tlenem najpierw sobie, później pomagaj innym, jeśli możesz.

Wiedzą, ale i tak nie wiedzą. Tego o sobie.

Ta myśl  olśniewająca dopadła mnie w byle jakim miejscu, obok myjni samochodowej, na zaśmieconym chodniku. 

A ja, właśnie tam, w oparach kurzu i przy akompaniamencie klaksonów, odnalazłam swoje przejście.   


Brak komentarzy: