czwartek, 30 kwietnia 2026

O matko, wiosna!


Tak sobie jechałam autobusem z numerem 70, i tak sobie czytałam jak zawsze.

Aż tu nagle...

Tak, tak! Nagle.

Nagle wiosna dała mi po oczach.  

Oczywiście, że wiedziałam o niej, że jest. Od ponad miesiąca.

Jak wiadomo, wiedzieć a widzieć, oraz widzieć a zobaczyć, to nie to samo.

Zobaczyłam dywany żółtych mleczy, co zaraz zamienią się w puch marny i ulecą z wiatrem. 

Mirabelki  pogubiły pachnące płatki.

Przebiśniegi dawno przekwitły. I zawilce też. I krokusy.

Zaraz tawuły obleką się w białe sukienki,  kasztany zapalą kandelabry kwiatów, zadzwonią konwalie.

Gdzieniegdzie  bzy już szaleją. Szaleją!

Matury lada szelest, jak mawiała ulubiona dyrekcja. 

Czemu zatem ślepam na wiosnę latoś?

Przede wszystkim piździ  cały czas, a przecież nie o take wiosne się walczyło!

Po drugie:  ludzie ślepną  z powodu trzech "za"- zakochania, zatroskania i zamyślenia.

Zakochanie poza podejrzeniami.

Zamyślam  natomiast ostatnio o czerwcu,  który  będzie początkiem nowego życia dla wielu z nas.

- Czerwiec! - wykrzyknęła Sąsiadka, dowiedziawszy się o dacie - To najgorszy znak, Bliźnięta!

Sąsiadka się zna, wszak ma bliźniaczki spod znaku Bliźniąt.

- Najlepszy znak, to Byk - wskazała na siebie - stateczny i rozsądny!

Nie polemizowałam.

Jaśminy też zaraz zakwitną.

 

"Słońce wschodzi, głaszcze powietrze.
Dziecko się rodzi. Szumi deszcz.
Kwiat otwiera oczy w ogrodzie.
Zorza wieże złotem okleja.
Ptak ptaka strofuje w gnieździe.
Gwiazda dzień dobry mówi gwieździe.
Dziecko się rodzi.
Dziecko się rodzi.
Nadzieja. "

 (Gałczyński jest dobry na wszystko.)

Brak komentarzy: