środa, 31 grudnia 2025

Śnieg pada...

 

 .

 

..w ostatni dzień roku.

Zadzwoniłam do A.

- Jak się masz?

- Ja byłam w szpitalu.

- !!!???

- A syn  miał zabieg na sercu...

 

Zadzwoniłam do W.

- Co słychać?

- G.złamał rękę. Gips na sześć tygodni...

 

Zaglądam do wiadomości.

Ktoś umarł.

Zima sparaliżowała lotnisko.

Na Bałtyku sztorm, morze pożarło plażę i molo razem z kawiarnią. 

Sztuczna inteligencja ożywia sławnych, którzy dawno nie żyją. Co za czasy. 

 

Dziś rano napad paniki. 

Stałam w kuchni na trzęsących się nogach. Strach pełzł gorącą falą od brzucha do głowy i z powrotem do stóp. 

Znamy się. Zjawia się "ni z gruszki ni z pietruszki", jak mawia Córka.

Czekałam.

Za oknem zaczął padać śnieg. Wolno, spokojnie, biało.

Poszłam do sklepu po mięso dla mojej ulubionej kici.

Łapałam na język zimne płatki.

 

Ostatni dzień roku. Jutro będzie styczeń.

wtorek, 23 grudnia 2025

Na zawsze

 
 
Dzieci są przyszłością narodu. Już w XIX wieku kardynał Adam Sapieha to mówił. Po nim wielu powtarzało tę mądrość na różne sposoby i przy różnych okazjach. 
 
Ja mówię: wnuki są przyszłością  rodu.
 
Nie każdy bywa babcią, albo dziadkiem, ale każdy jest wnukiem. Albo wnuczką.
Nie każdy ma szanse poznać swoich Dziadków.
Chociaż będą nimi zawsze. 
Nie każdemu udaje się doczekać na wnuki. Tylko jedna moja babcia miała okazję, żeby wziąć mnie na ręce.
 
Mój Wnuk mnie uszczęśliwia.
Wyciągnął mnie na klopsiki do Ikei. Zgodnie z tradycją. W swoim zapchanym kalendarzu znalazł termin.
 
- To może pójdziemy po świętach? - zaproponowałam ja, lat 71.
- Nie! -  oburzył się  Wnuk, lat 15 - Tradycja, to tradycja!
 
Wracaliśmy z tych klopsików  pustym i ciemnawym autobusem, przez puste i ciemnawe uliczki Rudy Pabianickiej. Wnuk drzemał, oparty o szybę. Przypomniały mi się inne powroty wieczorne, po godzinach spędzonych na opowiadaniu bajek, zabawie w chowanego albo w wyścigi samochodzików. Tak dawno. Tak niedawno...
 
Wnuk przespał noc przy  choince rozjarzonej od lampek.
"Bo taka śliczna!"
 
Na obiad zjadł dwa talerze ogórkowej.
 
Pojechał.
 
Z drogi przysłał mi wiadomość:
"Cieszę się, że się zobaczyliśmy przed świętami i dziękuję za jedzonko"
 
Odpisałam:
"Doceniam to, że chcesz się ze mną spotykać" 
 
Wnuk:
"No, ja zawsze będę chciał" 
 
Wzruszyłam się.  
Wnuki też ma się na zawsze. 
 
Wesołych Świąt! 
   

niedziela, 21 grudnia 2025

Cały ten świat...

Wysłuchałam właśnie tej książki. 

"Cały ten błękit" na stronie LubimyCzytać ma 212 opinii  z rozrzutem ocen od 2 do 10!
 

 Cytaty:

"Przewidywalna, męcząca i głupia - odpadłam w połowie. Czytadło."

 "Spodziewałam się więcej po tej książce. Rozumiem, co autorka chciała przekazać, a jednak moim zdaniem jej się to nie udało. "

 "Ckliwa i przewidywalna ale ma coś w sobie."

 "Cieszę się, że czytałam i nie zrezygnowałam. "

 "Są książki, które nie tylko się czyta, ale których się doświadcza"

 "Brak mi słów, żeby opisać, co czuję Jest to jedna z książek, która zostanie w mojej pamięci na długo. "

 "Jedna z piękniejszych książek, które dane mi było przeczytać. Przez nią się po prostu płynie, powoli, cudownie, spokojnie.. Ta historia uczy życia, zostanie w mojej pamięci na bardzo, bardzo długo"

 Wiadomo, co kraj to inny gust.

Zdaje mi się, że dla niektórych książek trzeba się po prostu zestarzeć. Chociaż autorka, Melissa Da Costa ma dopiero 35 lat. Niewykluczone, że sama swojej książki do końca nie rozumie :):)

Ja słuchałam i się zamyślałam. Oraz doświadczałam. Bo dużo tam mowy o praktykowaniu uważności.

To było bardzo przyjemne.

Zapach przypalonych pierniczków.

Kleistość wałkowanego ciasta.

Moje umączone dłonie.

Myśl wędrująca dokądś, do przeszłych Świąt, do przyszłej Wigilii...

Zawracam tę myśl. Myśl jest tylko myślą. Mam władzę nad nią, mogę ją zmienić. Uważność należy się chwili obecnej.

 "Chwila obecna ma pewną przewagę nad wszystkimi innymi: należy do nas". 

Z tym, co należy do nas możemy zrobić, co nam się podoba. Więc przemieniam tę chwilę w miłe doświadczenie, w piękno przygotowywania słodkiej tradycji.

  "Pod wpływam życia przeszłością, albo zamartwiania się przyszłością w końcu zapominamy, że piękno jest we wszystkim"

 

W cały ten błękit   lubię patrzeć.

W cały ten świat. 

 

 

piątek, 28 listopada 2025

Środeczek

Pacynka zrobiona przez seniorkę, lat 90, można by rzec, że "piękna inaczej"
 

"Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie?"

Spieglein, Spieglein an der Wand, wer ist die Schönste im ganzen Land?

Co lustereczko odpowiadało?

"Ty, ty, królowo! "

Do czasu. Jak wiadomo.

Do czasu...

 

Niedawno rozmawiałam z Córką o patrzeniu w lustro. 

Konkluzja? Wszystkie lustra, w które patrzymy, pokazują kogoś innego. Kogo? Nie wiadomo, nie tę twarz, którą spodziewałyśmy się zobaczyć.

Tam w  środeczku, w duszy, w wyobraźni, tam ciągle mieszka ktoś gładszy, ładniejszy, bardziej promienny. 

Szwagierka moja, lat 88, wciąż ma płonną i nierealną nadzieję na powrót do "normy". Jej norma utknęła prawdopodobnie  20 lat temu.

Moja nawet ze trzydzieści.

Lustereczko już nawet nie może mi odpowiedzieć: "ach pięknaś królowo, jak gwiazda na niebie, lecz Śnieżka nadobna piękniejsza od ciebie" 

Lustereczko milczy, wstrząśnięte.  Przestraszone, bo a nuż Królowa ciśnie w nie butem?

Aktorka, Izabela Kuna, mówi: "Nie godzę się na starość" 

A czy tu potrzeba czyjejś zgody? 

Czas, jak nieubłagany dekonstruktor robi swoje.

Rysunek przedstawiający klepsydrę z napisem czas. | Premium wektor  wygenerowany przez AI

 Aż by się chciało zaśpiewać, "im więcej Ciebie, tym mniej"...

Swoją drogą, to idiotyczny tekst. 



środa, 12 listopada 2025

Traktaty o życiu




Wiesław Myśliwski żyje jeszcze. Ma 93 lata.

Czytałam kiedyś kilka jego książek. Nie pamiętam, żeby tak mi się podobały, jak trzy ostatnie, których słucham, jak baśni. 

Baśni o życiu.

Może trzeba dorosnąć do nich, dojrzeć, a najlepiej: zestarzeć się. 

Może trzeba mieć w sobie  i wiejskość i miejskość, i chłopa i robotnika. I inteligenta.

Może nie urzekłyby mnie, gdyby nie opowieści naszych Rodziców, ich wspomnienia z życia, z dzieciństwa, z młodości, z chałup, ze stajni, z pól, z bosych wędrówek po miedzach, z hal fabrycznych, z bielnika i rzeczpospolitych złudzeń.

 

 "Myśliwski publikuje rzadko, pisze długo, zgodnie z przeświadczeniem, że „pisać książki powinno się dopiero, gdy człowiek naprawdę czuje, że nie ma już żadnego innego wyjścia (…), wtedy kiedy jest się przekonanym, że ma się coś naprawdę do powiedzenia komuś drugiemu”. 

 

Wiesław Myśliwski ma do powiedzenia dużo ważnych rzeczy. Rzeczy przeżytych i dobrze przemyślanych. I chociaż jego książki są długie,  to nie zawierają słów zbędnych. Ani głupich.

Co zdanie, to przesłanie.

Co akapit, to mądrość.

Słuchałam  i żal mnie ogarniał, że nie dam rady zapamiętać wszystkiego, zapamiętać czegokolwiek, bo jak tu wybrać, na co się zdecydować, skoro po każdej mądrości następuje kolejna i kolejna? 

A która najważniejsza? 

 Tak mniej więcej do połowy życia znajomych nam przybywa i przybywa, trudno nawet wszystkich zapamiętać, a od połowy zaczynają ubywać, tak że przy końcu człowiek jest już sam dla siebie jedynym znajomym. Nie tylko że odumierają nas. Życie po prostu daje nam w ten sposób znać, ile go mamy za sobą, ile przed sobą.

czwartek, 6 listopada 2025

Kolejna premiera


 ...odbyła się.

Tym razem Pan Poczta szukał manii. 

Czyli hobby. Czyli pasji.

Bowiem cały cały projekt, na który wygrałyśmy  kaskę  fundowaną przez Łólubione Miasto w ramach Mikrograntów dla Seniorów,  tym razem  dotyczył poszukiwania pasji.

Do dyspozycji dostałyśmy PRAWDZIWĄ  scenę. Z prawdziwą kurtyną i prawdziwymi kulisami. Z bardzo prawdziwą widownią.

 


Nic, tylko GRAĆ! 

Jak było?

Cóż, optuję, żebyśmy zmieniły nazwę naszej zacnej sekcji na KreAktywniPlus.

Tradycyjnie, można by powiedzieć, w ostatniej chwili sytuacja wymagała zmian, podmian i roszad.

Teresa za Ulę, Ula za Elę, Ela do łóżka.

Ania w maseczce, Grażynka z laseczką.

Ja spocona. Ula z wachlarzem.

 

Co tam widziała widownia, nie wiem. 

Po naszej stronie sceny bywało i straszno i śmieszno.

Głośnik buczał, a mikroporty dla nas "nie doszły".

Reżyser(ka) do Misia: "mów głośniej!"

Misio do Pana Poczty: "mów ciszej!" (nie ma co ukrywać, że Pan  Poczta tubalnym głosem moim przemawia)

Pan Poczta do Misia: " nie mogę!!"

Haczyk spadł, torebki się poplątały, a zdenerwowane palce Wiesi wstukiwały w odtwarzaczu nie te klawisze co trzeba.

W rezultacie, zamiast kołysanki  na koniec popłynęło raźne: i rym cym cym, i hopsasa, idziemy przez życie w podskokach...!!!

A co tam! 

W podskokach, bo żyje się raz! 


wtorek, 21 października 2025

My z Fb

 

Kiedyś mówili: jeśli kogoś nie ma na Facebooku, to nie żyje.

No, prawie. Teraz Instagram, Tik-Tok, Twitter, co już nie jest Twitter, tylko X, YouTube, do wyboru.

Na Facebooku zostali tradycjonaliści (czytaj starzy). 

Czyli na przykład ja.

Zaglądam i klikam.  A nóż (widelec) coś nowego się wydarzyło, ktoś się pochwalił świeżym mężem , albo nowym samochodem,  albo się ludzie pokłócą o kreację Pierwszej Damy. Lub też Pierwszej Córki.

 

Aż tu nagle... (budujemy napięcie...)

Czerwone kółeczko przy symbolu Messengera informuje mnie, że ktoś wysłał właśnie wiadomość. 

 "Pszepraszam..... Czy pani mieszkala na ul..Wojska polskego 11 w lodzi? Pozdrawiam serdecznie."

 

Nadawca, a właściwie nadawczyni, nie znana mi. 

Więc odpowiadam :" Tak. Znamy się? " 

Chociaż widzę przecież, że nie znam, nie przypominam, nie kojarzę....

Odpowiada:


 

niedziela, 19 października 2025

Jesień do przeżycia

 

Jesień na świecie.

O jesieni już tu było. Nie raz.

Mogło być nawet siedemnaście razy, bo tyle jesieni już tu jestem. 

Siedemnaście mgnień jesieni, jak "Siedemnaście mgnień wiosny" .

 

Nawiasem: kto pamięta Stirliza, ten już  w jesieni życia... 


 

Każdej, pięknej zielono-wonnej wiosny myślę sobie - DOŻYŁAM!!!  

Dożyć kolejnej wiosny, to taki cel rocznotrwały. 

 

A tu jesień! 

Idę sobie po złotych, szeleszczących  i pachnących w ten szczególny sposób liściach, wdycham i wydycham, idę, tup tup, kije tuk tuk, a kasztany pacają o ziemię.

To czemu nie czekać na jesień kolejną?

Dożyć kolejnego października  i listopada. 

Do licha, pięknie jest! 

A to jestem ja jesienią w 1998 roku. Syn mi zrobił tę fotkę.


piątek, 10 października 2025

Telefony, telefony...

 

 

Telefony w mojej głowie...

No, niestety, nie pamiętam numerów żadnych, poza własnym. 

Zadzwonić do siebie samej?

Wszystkie inne numery pamięta mój telefon.

W mojej głowie tylko myśli uporczywe: 

-Powinnam zadzwonić do...

-Muszę zadzwonić do niej.

-Dawno do nich nie dzwoniłam.

 

Powinnam zadzwonić. Do niej. Do niego.   

Nie dzwonię.

Może jutro. Jutro nie, we wtorki pracuje do późna. Pojutrze.

Pojutrze zapominam.

Po niedzieli zadzwonię.

Niedziela mija.  

Nie dzwonię.

Coraz trudniej. Coraz głupiej. Niezręczniej.

Z dnia na dzień. 

Z tygodnia na tydzień.

Miesiąc mija, jesień, rok...

 

Jak zadzwonić po roku?

-Cześć, co słychać? 

 Czy może:

-Cześć, żyjesz jeszcze?

 

Telefony w mojej głowie...

Brzęczą. Ponaglają. Gryzą. Wyrzuty. Sumienia.

Aż ktoś mi  powiedział:

-To działa w obie strony. 

Och! 

 

wtorek, 23 września 2025

Prawda



Na drodze do Prawdy, maj 2011

Wysłuchałam książki Mariusza Szczygła "Projekt prawda".
Książka nie najnowsza, ale jakoś nie było mi z nią po drodze do tej pory. Chociaż pisarstwo  Mariusza Szczygła bardzo mi się podoba.
 
Zatem wysłuchałam. 
Piszą o niej "książka kolaż" . Książka w książce. Jak pestka w śliwce.
Bohater "książki środkowej" powiada:

"Przyszło mi do głowy, że każdy rozsądny człowiek powinien dążyć do prawdy, starać się odkryć w swoim życiu jedną, bodaj najmniejszą prawdę. W przeciwnym razie życie jego wydawać się może zmarnowane”.
 
Mariusz Szczygieł szuka prawdy w świecie.
W Nowym Jorku, w Pradze, w Grudziądzu, w pociągu, w taksówce, w sklepie, na spacerze...
Prawdy są duże i małe. I najmniejsze.
 
Niektórzy posiadają kilka prawd, a inni twierdzą, że żadna nie istnieje.
 
Prawdy różne: o zdrowiu, o miłości, o uważności, o minimalizmie,  o życiu w ogóle. Prawda o pracy. O różnorodności. 
Prawdy młodych. I starych. 
Prawdy przechodniów.
Prawdy pisarzy. I ich czytelników.
Prawdy podróżujących.
Prawda o śmierci.
 
Nie sposób nie zastanowić się nad własną prawdą. 
Myślę.
Myślę, że prawdy zmieniają się  z upływem lat. Jak nasze twarze. 
 
Kiedy tak sobie szukam tej prawdy,  wszechobecny Facebook podsuwa mi twarz z sugestią: "osoby, które możesz znać".
Skąd ten Facebook wie? Bo znam! 
 
To Wiktor!
Ten sam, który jako czternastolatek został wepchnięty przez swoją mamę do mojego gabinetu. 
Jego mina mówiła: "Jestem tu po raz pierwszy i ostatni". 
Jego mama powiedziała: "w pani ostatnia nadzieja, z nikim nie chce rozmawiać"
 
Na razie faktycznie nie chciał. 
Przychodził przez cztery lata.
Przed rozstaniem napisał do mnie list i podziękował.
 
A teraz patrzę, a to Wiktor!
Czytam: psycholog, studiował...studiuje... szkoli się...
 
Pisze: Pomagam lepiej rozumieć siebie i budować życie w zgodzie ze sobą
 
Pisze: Uzyskałem tytuł magistra psychologii na Uniwersytecie SWPS. Obecnie kontynuuję szkolenie na psychoterapeutę w nurcie poznawczo-behawioralnym 
 
Pisze: Od kiedy pamiętam interesowałem się psychologią. 
 
Na stronie jego gabinetu dyplomy i certyfikaty. Entuzjastyczne opinie pacjentów. 
 
WOW!!!
 
No i wtedy właśnie przypomniała mi się moja stara prawda.
Dawno temu, gdy byłam młoda i trochę piękniejsza,  ktoś zapytał mnie, dlaczego wybrałam psychologię. Odpowiedziałam temu komuś, a może sama sobie, że chcę pomagać ludziom. Że warto, choćby jednej osobie podać dłoń. 
W następnych latach ta prawda wydawała mi się naiwna.
A tu? Proszę!!
 
Prawdy nie są naiwne.
Prawdy są prawdziwe.
Prawdy się zmieniają.
 
A dzisiaj?
Moja prawda: 
ŻYJĘ.
TERAZ. 
 
 

niedziela, 7 września 2025

Reubke

 

Julius Reubke, 1834-1858

 

Dziś pierwsza niedziela miesiąca. Po długiej przerwie wybrałam się na koncert organowy do kościoła św.Mateusza. 

Dawno nie byłam. 

Trochę zapomniałam. 

Jak to jest.

Kościół zbudowany około sto lat temu w stylu neoromańskim ma szczególną atmosferę - grube mury, wąskie okna, ciężkie ciemne drewno ławek. Chłód. 

Pod kopułą gigantyczny żyrandol. 

Wysoko, z tyłu, naprzeciwko ołtarza - organy. 

W programie Bach, Mendelssohn i Julius Reubke.

Bach- cóż, bez komentarza. Bach, to Bach. Preludium i fuga e-moll.

Kiedy słucham Bacha, zawsze oczami wyobraźni widzę tego grubawego pana w przekrzywionej peruce, bębniącego w zapamiętaniu w klawisze organów. A jego liczne potomstwo pląsa dookoła.

Felix Mendelssohn-Bartholdy - mistrz. Sonata A-dur.

No, i ten Reubke. Niemiec.

Pani Aleksandra Bęben, która zawsze prowadzi koncerty i której uwielbiam słuchać, opowiada o młodym Juliusie, o jego talencie i o tym, że Sonata c-moll na temat Psalmu 94 to jego największe dzieło, skomponowane rok przed śmiercią. 

Julius Reubke zmarł w wieku 24 lat! Na gruźlicę.

Pani Aleksandra mówi, że  sonata trwa prawie pół godziny. Zastanawiam się, czy nie wyjść. 

Zostaję. 

Julius Reubke i grający na organach Radosław Kuliberda wstrząsają mną, jak już dawno  nic. Kiedy wychodzę z kościoła, ledwo dyszę. Czuję się tak, jakbym przebiegła jakiś bardzo długi dystans, a potem wpadła pod strumień silnej i gwałtownej ulewy. 

Najpierw zdyszana  do granic, potem obmyta do nagiej skóry.

Uf! 

Jak można skomponować coś takiego, będąc tak młodym? 

I tak chorym.

Julius Reubke rozłożył mnie na łopatki. 

 

 

czwartek, 4 września 2025

Gorsze dni

 

Czasami.

Się zdarzają.

Nagle.

Przyczyny nieznane. 

Rano.

Budzę się zmęczona. 

Przede mną nużąca proza dnia.

Nie mam. Siły. Ochoty.

WIEM przegrywa z CZUJĘ.

Wiem, że kiedyś to minie.  Będzie lepiej.

No i co z tego?

Czuję niechęć, NIECHĘĆ, do wszystkich biorących się w garść.

Dających radę.

Podnoszących się. 

Idących do przodu. Walczących. Zwycięzców. 

Niechęć, wynikającą z poczucia winy. Niedorastania. 

Mówię sobie: wstań, rusz się, ogarnij, to pomaga. 

Mówię sobie: możesz chodzić, pamiętasz swoje imię, kotów imiona, wyjść możesz, jesteś wolna, zdolna jesteś, kochają cię, słońce świeci. 

ŻYJ!- mówię.

Za chwilę...