wtorek, 18 lipca 2023

Ulica P.

Ulica P. dawniej nazywała się Zakątna. 

Prawie jak Pokątna. 

Ta Pokątna za pubem Dziurawy Kocioł. Ta, na której czary, mary, potwory i zaraz za nią ulica Śmiertelnego Nokturnu.

Na ulicy Zakątnej mieszkała kiedyś nasza ciotka Józia ze swoim bratem, a wujkiem naszym Bronkiem.  

Jak przez mgłę, ale jednak pamiętam wizytę w ich domu na tej Zakątnej, pokątnej ulicy.

Wąski, ciemny pokój, z wysokim jak w wieży oknem wychodzącym na podwórko-studnię.

W tej ciasnej klitce musiało zmieścić się wszystko, a może nawet i więcej. 

Wielkie łóżko z górą puchatych poduszek, poukładanych jedna na drugiej, prawie jak w bajce o królewnie na ziarnku grochu.

Stół z krzesłami, stolik z radiem, stołek z miską, zlew z kranem, piec z fajerkami, doniczki z kwiatami, ramki z obrazami świętymi. No, i ich dwoje rzecz jasna.  Ciekawe, czy spali w jednym łóżku. Zresztą przez długi czas byłam przekonana, że są małżeństwem. 

Taka to była ulica.

Teraz nazywa się P. 

 

Los, a raczej rozkopane od A do Z  miasto, zmusiły mnie niedawno do pójścia ulicą P. od jej zarania do ujścia.

(Miasto rozkopane jest raczej od E do W, czyli ze wschodu na zachód, a ja musiałam dostać się z N do S)

Więc poszłam.

 

Ostatni raz wędrowałam ulicą P. w Dzień Świętych Wszystkich, towarzystwo miałam zacne, a zapadający szybko zmrok  krył w swoich objęciach mury, bramy, dachy i wszystko , co cichociemne.

Malowniczo świeciły niektóre okienka, nieliczne lampy okalały blaskiem korony drzew, a przy końcu ulicy P. powitał nas woonerf (wow!), całkiem jeszcze nowiutki, może ledwo trzyletni.

Ławeczki stylizowane, zaciszne (nomen omen) zakątki wśród krzewów, roślinki i płotki. Całość opromieniona magicznym światłem zwieszających się lamp.  Księżyc nad głowami. 

(To ostatnie to licentia poetica, bo nie pamiętam, czy księżyc ów był)

 O woonerfie poczytałam sobie na stronie UMŁ:

(pogrubienia moje, dla lepszego dramatyzmu)

"Jednym ze zwycięskich wniosków z budżetu obywatelskiego w poprzednich latach była przebudowa ul. P. na otoczenie bardziej przyjazne mieszkańcom.

Przeznaczony do przebudowy odcinek liczy ponad 300 metrów. W ten sposób stanie się najdłuższym woonerfem w Łodzi. 

- Po zakończeniu inwestycji będzie to strefa, po której mieszkańcy Łodzi będą mogli poruszać się całą szerokością. To będzie teren publiczny łączący funkcje ulicy, deptaka, parkingu i miejsca spotkań. Będzie to również strefa uspokojonego ruchu z priorytetem dla pieszych i rowerzystów. Zadbaliśmy też o podwyższenie bezpieczeństwa.

 Po kompletnym zrealizowaniu inwestycji na całym odcinku nawierzchnia zyska ozdobną kostkę, pojawią się nowe meble miejskie, czyli ławki, stojaki rowerowe, kosze. Będzie też blisko 60 miejsc parkingowych i nowe oświetlenie. Zieleń wzbogaci się o krzewy i byliny.

Łodzianie pokochali rozwiązanie, które wycisza ruch samochodowy, wprowadza więcej zieleni i zachęca do spotkań oraz spędzania czasu na świeżym powietrzu w bezpiecznej przestrzeni.

 - Wiemy, że ta okolica nie cieszyła się dobrą opinią wśród łodzian, ale chcemy to zmienić. Liczymy, że mieszkańcy docenią to, co tutaj robimy, a nawet samodzielnie zaczną dbać o tę okolicę - przekonuje Piotr W. z Zarządu Inwestycji Miejskich."


A zatem do meritum: poszłam. 

Woonerf. 

Meble miejskie  -  obecne. 

Stojaki rowerowe - puste.

Oświetlenie na miejscu - nie aktywne, bo słońce odwala robotę i wyciąga na tzw. światło dzienne wszystko, co noc zakrywa

Zieleń - owszem, mocno wzbogacona, nawet miejscami nadmiernie rozrośnięta

Mieszkańcy "zachęceni do spotkań oraz spędzania czasu na świeżym powietrzu w bezpiecznej przestrzeni" - bardzo obecni. Licznie zasiadają na ławeczkach (obficie obesranych przez gołębie i inną faunę latającą), bezpiecznie prężą muskuły okryte białymi niegdyś podkoszulkami na ramiączkach, w rękach dzierżą piwo, a z ust  sfruwają swobodnie "k...y j....e" i "p.......ne ch..e"

Po obu stronach woonerfu zabudowania, po lewej widzimy proszę państwa "nową inwestycję mieszkaniową", czyli dość wypasione apartamentowce z zakodowanymi wejściami, po prawej "starą zabudowę czynszową"

Zabudowa straszy łuszczącym się tynkiem, zapomnianymi sklepikami za rdzewiejącą roletą, licznymi i wielokulturowymi napisami na ścianach wszystkich. ŁKS rządzi.

Z bram zalatuje moczem i stęchlizną.

Na chodnikach pety, puszki po piwie, rozdeptane resztki zapiekanki z pobliskiej Żabki.

Nieświeży pan siedzi na kamiennych schodkach i odprowadza mnie wzrokiem. Bo, co ja tu robię?  Ja tam obca jestem.

Nie ma czarów, zostały mary, potwory i śmiertelna beznadzieja. 

Nie zauważam nikogo, kto pasowałby do  "143 komfortowych mieszkań o przemyślanych rozkładach. Wolisz 2, 3, a może 4 pokoje?"


Mija mnie para pchająca dwa wózki z dwoma maleństwami, jednym większym maleństwem i drugim mniejszym.

On mizernej postury, z twarzą naznaczoną życiem.

Ona, bardzo młoda, z perspektywą wielu jeszcze maleństw przed sobą.

Raczej nie zamieszkują apartamentowców.

Ale...

Może się mylę?

Może ich dzieci będą się wychowywać w  salonach z aneksem kuchennym, wśród wygodnych zestawów wypoczynkowych, na przeszklonych tarasach z widokiem na woonerf?

Albo dzieci ich dzieci...

Może wśród żyjących tam mugoli ukrywają się jacyś czarodzieje i książęta. Choćby i półkrwi?

Może dorzucą do mar i potworów czary i niewidy?

Ulicę P. wieńczy piękny, neogotycki  Kościół Środowisk Twórczych.

Niektórzy wierzą też w inne siły.

I w cuda.

Kto wie, czy ulica kapitana P. nie stanie się kiedyś nawet ulicą wyższej rangi.

P.S. Ja i tak jestem z Bałut...


niedziela, 2 lipca 2023

Znowu tam...



...byłam.

Po 41 latach  po raz drugi w Kołobrzegu.

Logistyka wyjazdu okazała się dość prosta. 

Mieszkanie wysprzątane, koty umówione na opiekę, bilety wykupione, trasa obkumana, plecak spakowany.

Plus kije w futerale. Jak wędka albo karabin.

Dworzec Łódź-Chojny o godzinie 6.48 opromieniony letnim,  rannym słońcem.

Na peronie pasażerowie w liczbie trzech.

Na dworcu dwie kasy, czynnych zero.

Dużo drzwi. Większość zamknięta.

Sporo ławek. Wszystkie wolne.

Najwięcej tablic z nakazami, zakazami i informacjami. 


Pociąg przyjeżdża i odjeżdża z opóźnieniem.

Które się może zwiększyć albo zmniejszyć. 

Pozostaje stabilne .

Jedziemy, jedziemy. 

Jaka piękna Polska cała...

Sobie czytam, sobie rozwiązuję, sobie rozmyślam.

Aż tu nagle! W Kaliszu! Wsiada Anioł!

Anioł ma białe giezło, białe skrzydła anielskie, włosy blond i anielską twarz.  Oczy przepasane białą koronką. Ciekawe, czego nie chce widzieć.

Aniołowi towarzyszy gwardia osób wcale nie anielskich, w ubraniach dziurawych, z włosami jak płomień albo i piekło. 

Gitarę mają, na której nie grają nic. 

Idę do miejsca z napisem WC i po drodze podglądam Anioła. Może mi się przyśnił? Nie! Siedzi wśród gawiedzi i dalej nic nie widzi. 

Wokół Anioła jest normalnie raczej. Gawiedź je kanapki, pije wodę Żywiec i głośno gada. O pierdołach.

Nie mogę przestać myśleć o Aniele.

Wypatruję go na poszczególnych stacjach, zastanawiając się, dokąd jedzie. Pleszew? Jarocin? Chocicza? Może Środa? 

- Oni do Poznania jadą - komentuje ktoś z tłumu, który coraz większy nad moją głową i Anioła mi zasłania - Na paradę równości.

W Poznaniu faktycznie roi się od zielonowłosych i tęczowych. Przebranych i nieubranych. Różowe Dredy w towarzystwie czarnych Emo. Niosą plakaty, kwiaty i dzieci.

Anioła brak.

Biegnę na peron dziesiąty. Schodami w górę, schodami w dół. 


 

W lewo. W prawo na zewnątrz. Znowu w dół,  a może w górę, kto by spamiętał te schody.

Jadę w wagonie jedenastym. 

 


Myślę ciągle o Aniele.

Czy on tylko dla mnie tam był? 

Nie wiem, ale dojeżdżam szczęśliwie i wpadam w obszerne ramiona Syna. Czeka przy wyjściu. 

A razem z nim  czeka na mnie 10 wspaniałych dni urlopu.

Czasami  w coś wierzę. 

Ostatnio w Anioły.


 

środa, 14 czerwca 2023

Dziecko w nas

Czy to ja?

Czy to ja byłam Basią?

Czy to ja byłam panią P.?

Psychologiem? Żoną? Matką?

I kochanką?

Czy ja już wtedy byłam potencjalną babcią, emerytką,  wdową? 

Siwą panią z bolącym kręgosłupem? 

Właścicielką niewłasnych zębów?

Gdyby stanąć w tamtym miejscu i w tamtym momencie   czasoprzestrzeni, wszystko zdawałoby się możliwe. Mogłam wybrać każdą z dróg i iść w którymkolwiek kierunku. 

Tak się mówi młodym ludziom: wszystko przed tobą! Woła cię świat! Rozwijaj skrzydła!

A oni wierzą na ogół. 

Skrzydła mają różne, tak jak włosy. 

Cienkie, gęste, proste jak druty, albo skręcone w sprężynki. 

Albo im te włosy rosną szybko, albo szybko wypadają. Oklapnięte, przetłuszczające się, falujące na wietrze, miękkie, na jeża obcięte.

Czasem pomaga szampon pokrzywowy, albo nacieranie naftą, maska z żółtek, mycie w piwie, łykanie drożdży.

Szczotkowanie, suszenie pod włos, czesanie z włosem. 

Cuda wianki...

A to wszystko i tak psu na budę.

"Taka Pani uroda".

A co ze skrzydłami?

"Ta nasza młodość ten szczęsny czasTa para skrzydeł zwiniętych w nas"

Prawie zawsze płaczę przy tej piosence, bo już było wszystko, minęło, nie wróci, skrzydła się rozwinęły, albo nie i już szans żadnych nie ma na  zmianę trasy lotu.

Patrzę na te zdjęcia, na których jest nadzieja, są perspektywy, marzenia i plany. Wiara.

A wszystkie Brat mi zrobił, więc jest tam też ukryta miłość braterska. Czułość.  Lubienie.

Lato i zima.

Pamiętam dobrze energię i klimat tamtych chwil. To, co było poza kadrem.

Co było przedtem i potem.

Kolory, nawet zapachy.  Ciepło lipcowego, popołudniowego słońca na plecach.


Patrzę na mój profil uchwycony na tle naszego okna, w mieszkaniu na trzecim piętrze. W kamienicy, która stała na terenie dawnego getta. W której się urodziłam.

Pamiętam, że nie chciałam się fotografować, na czole wyrastał mi wielki pryszcz. 

Zgodziłam się dla Brata.

Teraz patrzę na to zdjęcie i myślę, że to właśnie ja. Ja cała, przyszła, potencjalna, ponadczasowa, zawsze prawdziwa w tym kadrze, ja, która zostałam w sobie do dziś.

Ile jest dziecka w nas?

Kocham wszystkie te dziewczynki we mnie.

 

Gdybyście sie zastanawiali, co ja właściwie chciałam powiedzieć, i dlaczego napisałam ten post, to nie odpowiem.

Czasem pisze się samo, tak jak samo się  błyska.




czwartek, 18 maja 2023

Śmierdzi kupą


Ano, śmierdzi kupą.

A co, fiołkami ma woniać ? (tu: cytat z moich ukochanych Pancernych, i psa, i Marusi, i Honoraty i  nawet felczera Zubryka, co mdlał od huków bomb; serial nad seriale!)

Zatem - śmierdzi kupą.

A nawet dwiema. 

Zagościł u nas na dłużej Piernik. Kot rezydent.

Wiki: Z zasady kuwet powinno być w domu tyle ile kotów, plus jedna.(!!!!!!!! Ludzie!!!!)

Dwa koty, dwie kuwety, dwie kupy.

Dwa w jednym. Jedno w dwóch. Co kto woli. 

Jak Clean & Clear. Albo Head & Shoulders,

(Plus kibel, oczywiście, ale o tym już było)

 

Sprzątu, sprzątu, dwie kuwety. 

Dwie kupy, dwa siku.

 

Wiadomo, wszystkie stworzenia  duże i małe, i kudłate i łaciate, te co skaczą i fruwają, co ciamkają, chłepczą, gryzą, przeżuwają, ssą (albo i ssią), wszystkie potem trawią i wydalają.

Kupę i siku. Razy dwa. (Albo i trzy.)


- Piernik nie jest wybredny -  zarekomendował Właściciel - każdy żwirek mu pasuje.

Tak było. Było.

Jak powiedziała Anna J., Specjalistka od Kotów,  "kto nie pozna lepszego świata, ten nie wie, że on istnieje"

Piernik już wie.

A co to za cudny żwirek? Taki istnieje? Chcę go! 

Serio? - Miśka patrzy okrągłymi oczkami - to moja kuweta.

Sprzątu, sprzątu i remontu. 

Przemeblowuję pomieszczenie, dwie kuwety obok siebie, może się pomylą?

Pani żartuje?

Piernik jest uprzejmy, sprawdza. Proponuje kompromis - ta będzie na siku, ta na kupę, ok? 

Miśka zgadza się sprawdzić. Ma inne zdanie na ten temat.

Piernik robi siku. Trochę nie trafia. Facet.

Drapu, drapu. Robimy pozory. Nic nie widać, może Człowieka nie poczuje?

Śmierdzi sikiem.

Sprzątu, sprzątu.

Śmierdzi kupą. 

Sprzątu, sprzątu.

Gapią się oba.

- Jak myślisz, po co ona zbiera te kupy? Nie  wiadomo. 

- Ale dobra jest nasza Człowieczka. Dajmy jej więcej 

- Dobra. Ty pierwsza...

-Się ROBI!


Śmierdzi kupą.

Fiołkami ma woniać?



piątek, 28 kwietnia 2023

Teatrzyk "Seniorek" ma zaszczyt...


No, to była premiera!

 

Sukcesu nic nie zapowiadało, a jednak!

Tydzień temu, w środę, W. oznajmiła, że umówiła się z grupą przedszkolaków na przedstawienie.

Aha!.

Sytuacja przedstawiała się następująco: za mała scenka ( trzeba skombinować większą), brak ostatecznej dekoracji, braki kadrowe, brak dostatecznej ilości prób.

- Damy radę! - powiedziałam ja (!), która do optymistek nie należę.

Umówiłyśmy się na dwa dni prób intensywnych.

We wtorek nie odbyła się żadna, bo nowa scenka wymagała montażu, co przebiegło falami przez montaż, olśnienie, demontaż, montaż powtórny, skaleczony palec, zepsuty pistolet do zszywek, liczne wchodzenie na krzesła, przekleństwa lżejsze i grubsze, oraz wzajemne wytykanie "a nie mówiłam?"

Została środa na próby "do oporu". 

Okazało się, że możemy zacząć dopiero o 13.00-stej, bo wcześniej policja okupuje "scenę" występem o oszustach czyhających na staruszków.

Stan na godzinę 13.00-stą:

- scena stoi, dekoracja stoi (choć trzeba ją było poratować drutem do robótek ręcznych- patent mój i Teresy)

- brakuje trzech osób do trzech ról, w związku z czym W. wcieliła się w nie wszystkie, prawie jako ten na górze...

- pani T. musi szybko wyjść do lekarza

- przerobiony w ostatniej chwili scenariusz " żeby było lepiej" , zemścił się i wyszło gorzej

- No to jeszcze raz próbujemy- zarządziła W.

Wtedy pojawiła się pani M., która chciała pomóc, a okazała się   Destrukcyjnym Czynnikiem Zewnętrznym.

Jej uwagi na temat organizacji sceny, animacji kukiełkami oraz tempa akcji sprawiły, że Teresa straciła pamięć krótkotrwałą i plotła bzdury. Potem biedna lamentowała, że "mówiłam, żeby mi nie dawać nic do zapamiętania, tylko role czytane"

Mówiła, fakt.

Mądry Polak... i tak dalej.

Na to weszła Administracja i oświadczyła, że trzeba zamykać. 

Bo godzina 15.00 wybiła na zegarze.

W. z nadzieją podszytą paniką zaproponowała, żeby jeszcze jedną "szybciutką próbę z robić..!!" 

Jak wiadomo jednak, pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł.

Powiedziałam NIE! I chyba to było stanowczo powiedziane, bo  moje "nie" było kwestią ostatnią.

 JEDYNYM spokojnym na  tych "deskach" był mój Brat, który zgodził się nas poratować ( a nie mówiłam, że niezawodny?) i pełnić funkcje akustyka. Oraz wygłosić trzy kwestie Dziadka, co ostatecznie okazało się strzałem w  dziesiątkę.


Wreszcie! Wybiła ! Godzina!

Konkretnie, to 10.30. Wczoraj.

Prawie niemożliwe, ale wszystko poszło świetnie!

Teresa się śmiała, ja improwizowałam i się wygłupiałam, dzieci śpiewały, Seniorki rozdawały cukierki.

Nawet  pani B. przyszła (choć się zarzekała, że jej nie będzie), żeby miauczeć jako ten kot Leniuch.

Pani T. (weszła w swoją rolę z oporami, tremą i właściwie  z łapanki wśród Seniorów) zadzwoniła do swojej córki, do Kanady (swoja drogą, ciekawe, o której wyrwała ja ze snu!), żeby opowiedzieć o występie i odczytać kawałek roli.

Brat, jak cicho przyszedł, tak dyskretnie wyszedł, nie doczekawszy na słowa  zachwytu nad jego głosem!

 

Chcieć, to móc!

 

 

Jak ktoś chce pooglądać i ma Facebooka, to może:


https://www.facebook.com/aktywninaplus

https://www.facebook.com/miedzypokoleniowo

 

Pozdrowionka!

niedziela, 16 kwietnia 2023

Mój Brat

Mój Brat ma dzisiaj urodziny.


Mój Brat, który był kiedyś małym Jureczkiem, a potem został Starszym Bratem.

A teraz jest Starszym Panem. 

Mama byłaby z niego dumna i powiedziałaby mu o tym.

Tata też byłby dumny, ale nic by nie powiedział, tylko go uściskał mocno.

 

Mój Brat może być zadowolony z siebie.  

Swoje elektryczne technikum (mama biadoliła, że to niebezpieczny zawód) skończył z najlepszymi ocenami.

Jako drugi w całej naszej rodzinie, zarówno tej po mieczu jak i po kądzieli, zdobył wyższe wykształcenie.

Przez wiele lat  zdobywał uznanie, szacunek i sympatię jako wicedyrektor szkoły. Lubili go i nauczyciele  i uczniowie.

 

Zdobył kobietę, w której się zakochał.

Razem z nią wychował i wykształcił dwie wspaniałe córki.

Wnuki go uwielbiają.  A on jest z nich dumny. 

Kiedy się spotykamy wszyscy razem, jest głośno, wesoło i radośnie. Obcy ludzie mówią: "Nie spotkaliśmy jeszcze takiej rodziny"

 

Mój Brat ma świetne poczucie humoru, zna wiele dowcipów i umie mnie rozbawić. 

Prawie wszystko potrafi naprawić.

Przeczytał wszystkie książki R. Mroza i zna wiersze Leśmiana.

Jeżeli komuś na czymś zależy, mój Brat  to dla niego zdobędzie.

 

Wczoraj pojechał ze mną na XI turniej krzyżówek hetmańskich i, chociaż był to jego turniejowy debiut, zostawił w tyle jedenastu zacnych uczestników.

Mój Brat ma dzisiaj urodziny, a ja Go kocham.

 




 


niedziela, 12 marca 2023

Nasze twarze.

 

Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt,
Bo tego nie wiesz nawet sama Ty...

 

 

Jaka jestem naprawdę?

Jaki, jaka,  on, ona jest naprawdę?

Czy to prawdziwa twarz, czy tylko maska?

Może to tylko gra, udawanie?

 

Czyż nie zadajemy sobie tych pytań? 

Stojąc twarzą w twarz z kimś, albo stojąc przed lustrem ?

 

Internet odpowie na każde pytanie.

Zrób sobie Quiz - wszystkiego się dowiesz. 

Zrobiłam. Wynik:

Jesteś twardy! Nie dasz sobą pomiatać i zawsze masz swoje zdanie na każdy temat. Dasz sobie radę w każdej, nawet bardzo ciężkiej sytuacji. Jesteś wytrzymały i inni to w Tobie cenią. Ale uważaj! Nie przesadź z pewnością siebie. Pamiętaj, że inni też mają prawo do głosu!

 

Oczywiście, że się zgadza! 

Następnie zrobiłam test  jeszcze dwa razy, wybierając kompletnie przypadkowe odpowiedzi. Wyszło mi, że jestem godna zaufania i delikatna.

Oczywiście, że się zgadza!


W naszym "teatralnym" zespole oglądałyśmy krótki filmik z moją wypowiedzią do przedszkolaków. 

- Takiej cię nie  znałam- powiedziała W.- miałaś chyba tremę...

Ależ nie! Nie miałam tremy. Po prostu taka jestem, gdy mówię do przedszkolaków.

W piątek mówiłam do seniorów. Sama czułam, że jestem inna, nie taka "naprawdę". Cóż, nie za często przemawiam do seniorów. 

Ta moja twarz wcale mi się nie podobała. Choć przecie, skoro do seniorów mówię, to sama do siebie  mówię...

Czy naprawdę jestem w tej chwili, w domu, przed laptopem?

Czy rano, rozczochrana? Smutna? Ponura? Uśmiechnięta do pani przy kasie w Carrefourze?

Zagadująca uprzejmie sąsiadkę?

Tłumiąca złość?

Ironiczna?

Udająca ucieszoną? 

Tolerancyjna? Krytyczna? Szczera? 

Oportunistyczna? Zbuntowana?

 

Tak, tak. To cała ja!

 

Dawno temu, w chmurnych czasach zwątpienia i smutku, czasach rozpaczliwego poszukiwania sensu, koleżanka moja, którą ceniłam i podziwiałam za inteligencję, elokwencję i obycie, powiedziała:

- Wiesz, zazdroszczę ci tego spokoju, który masz w sobie...

 

Czy zakładając różne maski, oszukujemy świat?

Nie, to takie ubranie dla duszy. Na różne okazje. 

Jak dresy, albo smoking. Albo suknia ślubna.

 

Może chodzi o to, żeby to ubranie leżało dobrze na nas, było jak druga skóra, żeby było wygodnie i wtedy jest "naprawdę".

Inaczej jest tylko kabaret, albo maskarada.


 Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt,
To prawda niepotrzebna wcale mi...

 

 

 

Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt Bo tego nie wiesz nawet sama Ty W tańczących wokół szarych lustrach dni

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,boguslaw_mec,jej_portret.html

Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt Bo tego nie wiesz nawet sama Ty

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,boguslaw_mec,jej_portret.html

Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt Bo tego nie wiesz nawet sama Ty

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,boguslaw_mec,jej_portret.html
Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt Bo tego nie wiesz nawet sama Ty

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,boguslaw_mec,jej_portret.html