poniedziałek, 27 czerwca 2022

Do czego zobowiązuje kultura

 

Rano w ulubionym sklepie na C.

Zachciało mi się truskawek.

Przy stoisku trzy osoby, Pani z Mężem, Mąż od Pani  i Pani Sama.

Jacyś wzburzeni wszyscy. 

- Do nikogo nie można mieć zaufania!- wzburzała się Pani z  Mężem do Pani Samej, która przytakiwała, jakby lękliwie.

- Zgadza się! - zawtórował donośnie Pan od Żony - Nikomu, od samej góry do dołu!

Zaczęłam wybierać truskawki do swojego woreczka.

- No, i znowu to samo!- zakrzyknęła na ten widok Pani nieSama. 

Na podstawie jej wzburzenia wywnioskowałam, że poprzedni wątek rozmowy dotyczył, podważających zaufanie do ludzi odszczepieńców, wybierających truskawki na podstawie ich wygładu.

- Wybiera pani te ładniejsze, a te mniejsze zostaną! I inni mają kupić te gorsze po tej samej cenie? Po to szufelka jest, żeby szufelką nabierać, jak leci, a nie wybierać...!

- Może sklep obniży cenę, albo po prostu nikt ich nie kupi. Nie ma przepisu, że nie wolno wybierać większych..- broniłam się.

- To nie chodzi o przepisy, tylko o kulturę!  Dorosła kobieta, dojrzała, aż się dziwię..!

Cóż. Zważyłam swoje 30 dekagramów wybranych truskawek, pozostawiając Panią z Mężem i jej Męża w zdziwieniu oraz oburzeniu.

Pani Sama obok mnie cichutko nakładała szufelką truskawki do foliówki, ale jakoś tak niemrawo. 

Kiedy odjechałam kawałek wózkiem, obejrzałam się. Państwo Oburzeni oddalali się. Bez truskawek. 

Pani Sama wróciła cichaczem do stoiska. PO CO?

 

Nie uważam się za mało kulturalną. 

Posądzenie mnie  o to,  było przykre. Zajmowało mi myśli. Właściwe riposty i odpowiednie refleksje zawsze nawiedzają mnie z opóźnieniem. 

Czy zwracanie głośnych uwag obcym osobom i zarzucanie im braku kultury, jest aby kulturalne?

Jednak już sama nie wiem.

Wszak słyszałam dostatecznie często, że dziewczynki "się tak nie zachowują".

A kobiety coś tam "powinny", i w ogóle "kulturalny człowiek powinien wiedzieć"

Dzięki temu, grzeczne, kulturalne dziewczynki, które wiedzą co i jak, "idą do nieba".

 

Niegrzeczne  mają tylko ładne truskawki.


wtorek, 10 maja 2022

Uważność

 

- Czy Pani gra na fortepianie, Hrabino?

- Nie wiem, nigdy nie próbowałam.


Otóż.

Próbujemy niektórych rzeczy, bez świadomości, że właśnie TO robimy.


Uważność zawsze była mi bliska. 

Jak moje piegi na nosie, które widuję, gdy przyglądam się sobie w lustrze BEZ okularów. Kto jest krótkowidzem, wie o czym mowa. 

Fizyka oczywiście tłumaczy to bardzo prosto, ale dla mnie to trochę jak magiczna broń. Jedna z MOCY:)


Mały Książę mówił, że dobrze widzi się tylko sercem.

A Mickiewicz, wiadomo:  „Czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko” 


Ja: dobrze widzi się z bliska, bez szkiełka okularów.

Kiedy oglądam coś z bliska, wszystko inne znika z pola widzenia.


Szczególnie dobrze uprawia mi się uważność na moich kijowych spacerach. 

Głównie uważna jestem na florę. 


I widzę właśnie, że rumiane pączki jabłoni przekształciły się już w białe jedwabie płatków.

Jabłoń rajska mami jeszcze piękniej, pomalowana na karminowo, jakby ze wstydu za wrobienie Ewy w wiadomy grzech (swoją drogą, nie wiem, dlaczego te nikczemnie małe i kwaśne  jabłuszka miałyby skusić kogokolwiek)


Dzika róża przystroiła się w żywo zielone, mięsiste listki, jakby chciała być elegancka bardzo, gdy pojawią się jej cudownie pachnące sukieneczki kwiatów.

Na Fajnej Łące jeszcze nic szczególnie fajnego nie wyrosło, poza licznymi i wszędzie tak samo fajnymi mleczami.


Fauna reprezentowana jest licznie przez ptactwo.

Kaczki krzyżówki, których kaczory mają piękne, opalizujące główki, kaczki czernice, gołębie przeróżne, mewy szybujące nisko nad zielonkawą wodą, wyglądające w locie, jak dwa przecinki rysowane przez dzieci.

W gęstym sitowiu wypatruję łyskę ze stadkiem pierzastych młodych łysiątek.


Liczne kopce ziemi na trawnikach wskazują na obecność jegomościów w czarnych fraczkach.

Homo sapiens występuje głównie pod postacią damską. obarczoną potomstwem płci wszelakiej.

Panowie pomykają na rowerach.


Idę zatem i jestem uważna.

Wiatr chłodzi mój prawy policzek.

Z nieodległej wieży kościelnej dobiega dźwięk dzwonów.

Czuję mulistą woń stawu.

Bluzka przykleja  mi się do spoconych pleców.


Przypomina mi się inny maj.

Gnębiona przez liczne somatyczne objawy, w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie co mi jest właściwie, pełna złych przeczuć i myśli, czekałam na przystanku na tramwaj.  Wracałam z kolejnych badań.

Chodniki parowały po niedawnym deszczu, wydzielając charakterystyczny zapach mokrego piachu i betonu.




Zatrzymałam wzrok na zielonych liściach krzewu, na każdym skrzyła się w słońcu kropla wody.

"Jeszcze żyję - pomyślałam wtedy - teraz jest właśnie ta chwila, w której żyję. Jest piękna"


Od tamtego maja minęło ponad dwadzieścia lat.


"Mindfulness "to stan świadomości będący wynikiem intencjonalnego i nieoceniającego kierowania uwagi na to, czego doświadczamy w chwili obecnej".

 Czyżbym robiła coś, o czym nie wiem, że to potrafię.


W każdym razie wciąż jestem obecna.

sobota, 7 maja 2022

Od maja do maja

 

 

Taki to miesiąc szczególny, taki ważny, taki nasycony wspomnieniami, obrazami, tyle emocji niósł zawsze, że trudno prawie je znieść.

Te święta czerwono-białe, zapach narcyzów, konwalii, deszcze płatków z tawuły, Wyścigi Pokoju, matury, Dni Matek Wszystkich, imieniny liczne, śluby wbrew przesądom.

Tulipany na straganach. 

Pochody.

Coraz bliżej wakacje. Coraz bliżej akacje.

Te dni majowe, gdy  jeszcze nie znałam Najważniejszych Osób w moim życiu.

I te, w których już poznałam szczęście.

Te motyle w brzuchu, długie wieczory, nocne taksówki, kolor zielony wszędzie...

 

Gdy słyszę pytania;

-czy to jest miłość?

-po czym poznać, że kocham?

-skąd mam wiedzieć, że  to właśnie ten? albo ta?

  ...to sama nie wiem, co sobie odpowiedzieć.

 

Zakochałam się, gdy trwał maj.

Nie wiem, skąd o tym wiedziałam. 

Gdy zwierzyłam się w pracy koleżance Teresce z tego faktu, oczekiwałam, że przyjmie to z entuzjazmem. Bo Tereska była entuzjastycznie nastawiona do życia. 

Ale ona spojrzała na mnie z troską i rezerwą.

Gdy powiedziałam A., że "chyba go kocham" - przestraszył się!

Mama usiłowała mnie zniechęcić.

 

Ale dlaczego, dlaczego??

No, właśnie. 

Może po tym można poznać, że to miłość prawdziwa?

 

“Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje. Biblia 1 List do Koryntian 

Ale nie jest tam napisane, że też trudna jest i bywa chimeryczna. 
Że czasem boli. 
A po drugiej stronie ma złość i żal. I rozczarowania. I smutek.

Nie można się jej pozbyć, odwrócić plecami, odejść i zapomnieć - bo faktycznie nigdy nie ustaje. 

W maju płaczę często.
Wszystkie jabłonie, wszystkie tulipany, wszystkie wieczory wonne, wszystkie wczesne poranki przypominają mi o cieple czyichś ust...

Znowu jest maj, Miły.

środa, 27 kwietnia 2022

Czyj to nos?

 

Córka nie lubi bajek. 

No, chyba że są MOJE:)

Zatem proszę bardzo, sprawdzam! 

Stara, ale jara bajeczka o Nosie. 

Przy okazji: czyj to NOS?


BAJKA O NOSIE.

Za górami, za lasami ...

Tak zaczynają się bajki. 

Ale to, o czym jest ta bajeczka dzieje się znacznie bliżej, tuż, tuż. Ta bajeczka opowiada bowiem o...nosie.

Nos był najpierw noseczkiem. 

Nic o sobie nie wiedział. Jedyne, co robił, to wdychał miłe, chłodne powietrze. 

Potem zaczął się uczyć różnych innych czynności.

Najpierw poznał zapachy. 

Słodkiego mleka, kwiatów konwalii, jabłek, dymu z komina, mokrej sierści psa...

Zapachy bywały miłe i nieprzyjemne. Od nieprzyjemnych skóra na nosku marszczyła się śmiesznie. Wtedy okazało się, że można zrobić coś... takiego...! a...psik! co nazywa się kichaniem.

Najbardziej nieprzyjemny był katar. 

Usadawiał się w nosie i nie chciał się wyprowadzić. Nos musiał mocno i często dmuchać, czasem aż czerwieniał z wysiłku.

Czerwieniał też od zimna i od gorąca - to nie było miłe uczucie.

Pewnego dnia nos odkrył, że jest...jeden. 

Każde oko miało parę, były dwie ręce, dwie nogi, dwa policzki, dwa ucha, nie mówiąc już o zębach i włosach, których było bez liku! Nos nie wiedział, czy się cieszyć czy martwić? Nie miał pary!

Jeszcze trochę później doszedł do wniosku, że nie jest zbyt atrakcyjny. 

Jakiś taki dziurawy, trochę garbaty, często zaczerwieniony...

Przez to zastanawianie się nad swoimi wadami robił się coraz smutniejszy. Często mówili o nim, że jest „spuszczony na kwintę” albo, że ma w sobie „muchy”. Było tak do czasu, aż... spotkał się „nos w nos” z innym, perkatym, piegowatym noskiem.

„Ach, jaki jesteś piękny!” powiedziały sobie równocześnie. „Jaki inny niż ja!”

Dopiero po chwili zrozumiały o co chodzi i zaczęły się śmiać tak okropnie, że aż się usmarkały. 

To oczywiście rozbawiło je jeszcze bardziej...

Od tego czasu nos myślał o sobie :

"Jestem garbatym, porządnym nosem. 

Jedynym w swoim rodzaju. 

Lubię swoje dwie dziurki. 

Lubię wąchać, kichać i oddychać zimnym powietrzem, które mnie maluje na czerwono. 

Lubię spotykać inne nosy i podziwiać ich różnorodność. 

I cieszę się, ze nie ma nas dwóch takich samych...”

 

A to ci Nochal!

 

wtorek, 26 kwietnia 2022

O, duchu ów!

Moja energia plasowała się dziś w rejonach stanów najniższych.

Pełzała  gdzieś w zakamarkach, prawie niewidoczna.

Ani ciało, ani duch, ani psyche nie miały ochoty się podnieść. 

Grawitacja księżycowa.

 

Napisała K.- "Idę na spacer" 

Tu przydałoby się dużo wykrzykników. Takich:!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

K. nie  chadzała na SPACERY!

 

"Coś się kończy, coś zaczyna" - powiedział Pompon, w napisanej przeze mnie niedawno bajeczce.

W przyrodzie musi być równowaga.

 

Moja uśpiona ambicja uniosła głowę i pokazała gest Kozakiewicza mojej gnuśności.

Pokonałam opór duszy, ciała i Koty, która domagała się jedzenia (Kota zawsze, gdy wstaję z miejsca, jest przekonana, że idę jej dać jeść).

Ubrałam się w com tam miała, rezygnując z poszukiwania strojów "adekwatnych" - i tak pomaszerowałam z kijami, odziana w fioletowe rajstopy, pasiaste skarpetki błękitne, wystające  z brudnych trzewików trekingowych i tak zwany kurtkopłaszcz (wytwór wyobraźni Córki).

Po ośmiuset metrach moja energia  przybrała na wadze.

Zaczęłam kijowy mindfulness.

Wdech, wydech, lewa, prawa, krok za krokiem.

Idę, idę, idę. Idę, bo żyję, żyję bo idę. Nie muszę leżeć, nie muszę siedzieć. Stać też nie muszę. 

 

Na zakręcie powitał mnie wielki baner.

 

 

 

Życie, jak wiadomo, pełne jest paradoksów i niespodzianek.

 

 

 

 

 

 

Mój duch się wyraźnie ożywił.

 

W trakcie drugiego kilometra zadzwoniła A.

- Nie podzieliłabyś się swoją bajeczką z szerszym kręgiem? 

Ale, że ja? No, nie wiem... Może? Ale, jak? No, nie wiem...

- To ty się zastanów, a ja popytam i może dowiem się, jak.


- Eee...- pomyślałam wątpiąco ( i mało błyskotliwie).

Wtedy przypomniało mi się, co jeszcze powiedział Pompon:

"niektóre rzeczy są niemożliwe, a niektóre możliwe".

 

Dla kogo ja właściwie napisałam tę bajeczkę?


 

czwartek, 21 kwietnia 2022

Takiego wspaniałego Syna urodziłam...




Dziś jest ten dzień właśnie. 

Ten dzień, w którym trochę już dawno temu, urodziłam Syna.

Którego...

od pierwszych moich łez radości,

od pierwszego jego krzyku,

przez wszystkie karmienia,

pierwsze kroki,

pierwsze wypowiedziane "r",

pierwsze zęby wyrwane,

wietrzne ospy,

przez wszystkie pasje, zachwyty, wariactwa, podróże, przyjaźnie i miłości,

przez lęki - jak na przykład ten przed motylami i wiatrem,


przez niepokoje i niepewności,

przez egzaminy maturalne i magisterskie,

przez wyjazdy i powroty,

aż do do teraz, gdy taki wielki, gotuje dla mnie spaghetti ze szpinakiem,

gdy mówi mi, że mu zazdroszczą takiej mamy, 

i gdy kupuje mi, tak sobie bez okazji, nowy laptop,

aż do dzisiaj,  gdy razem świętujemy jego urodziny 

kocham tak mocno, jak tylko potrafię.


Szczęścia, Synku!

 

piątek, 8 kwietnia 2022

Wiosna, pani B!

 

Znowu jest.

Już z miesiąc temu błysnęła mi w oczy żółtym dziobem kosa. 

Potem wiąz za moim oknem  uwolnił czerwonawe kwiatki.

Następnie krzaki forsycji zamieniły się w puchate, wielkie kurczaki.

Malutkie pączki tawuły wystrzeliły na zielono w ciągu jednej nocy, jak  miniaturowe bomby.

Znajome bielutkie przebiśniegi przekwitły, ustępując miejsca niebieskim przylaszczkom.

Lada szelest, jak mawia ulubiona Dyrekcja, rozpanoszą się magnolie i tarniny. 

I jabłonki, i czereśnie, i śliwy, i grusze.

Już prawie, hiacynty i szafirki. 

Potem delikatne narcyzy,  jak wiotkie panienki.

Tulipany w dzbany.

Żonkile za chwilę.

No i te, konwalie. Na Dzień  Matki...

*** 

Przy wigilijnym opłatku kiedyś, składaliśmy sobie życzenia, "i obyśmy się w tym samym składzie za rok spotkali".

A potem pustych  miejsc przy stole coraz więcej...


Od kilku lat, odurzona zapachem bzów, jaśminów i czeremchy, witając się z czerwcową akacją myślę: "ach, chcę  dożyć do następnej wiosny"!

Dożyć wiosny, to jak zobaczyć Neapol. Wiosną!


Po wiośnie już tylko lato...