sobota, 25 sierpnia 2012

W dół
















Pamiętam taką wycieczkę, długą, całodniową.
Rano wyruszyliśmy na szlak. Była niedziela i autobusy jeździły rzadko. Miły pan Jan z Milówki podwiózł nas swoją taksówką do Żabnicy i ruszyliśmy w górę, w kierunku Rysianki i Hali Lipowskiej.
Szło się tak sobie, trochę nudno, trochę uciążliwie. Po wertepach, przez las. Ścieżki się wiły, kręciły, prowadziły poprzez zwalone pieńki, błotniste ślady po deszczu, ciurkające strumyki.
Dzieci marudziły, chciały jeść, albo pić, albo żeby wolniej iść, albo że za gorąco...
Szłam i myślałam, że mam dosyć tego włażenia ciągle do góry, że już chciałabym wracać. A do domu ciągle było daleko.
Na Rysiance wiało i było pełno ludzi. Mąż zarządził, że idziemy dalej, bez zatrzymywania się w schronisku.
Cholera! Ciągle tylko dalej i dalej!
Na Hali Lipowskiej zjedliśmy wreszcie obiad. Byłam zadowolona. Zostało już tylko schodzenie.
Prawie zaraz za schroniskiem przywitała nas Redykalna Hala i to była nagroda za trudy.
Bezkresne widoki na pasmo Beskidów, różne odcieni zieleni, żółci i błękitu.
Przed nami wijąca się, leciutko opadająca w dół, ścieżka szlaku.
Ho, ho, tak w Polskę iść!!!
No tak, tylko że jeszcze trzy godziny mieliśmy schodzić...
Pod koniec dnia, kiedy słońce ładnie chyliło się ku zachodowi (romantycznie bardzo!), na nogach sztywnych jak kołki, zwlekałam się w kierunku Rajczy, która uparcie cały czas była w dole.
Zatrzymaliśmy się na chwilę, na skraju olbrzymiego, jagodowego pola. Nagle naszła mnie ochota, żeby się położyć i zostać tam, gdzie jestem. Zatrzymać się w tej drodze, która nie dość, że była uciążliwa i męcząca, to jeszcze zbliżała nas do końca.
Końca wycieczki, końca dnia, końca urlopu.
No cóż, to było już dawno. Bardzo dawno, 16 lat temu. Z jakiegoś powodu ta chwila często wraca do mnie.
Teraz też chciałabym się zatrzymać i położyć na skraju jagodowego pola.

P.S. Dla niezorientowanych: adres drugiego bloga- http://hipoteczna.blogspot.com/

wtorek, 7 sierpnia 2012

Pozytywnie


Chcę wyjechać na wieś,
Gdzie się zatrzymał w polu czas.
Chcę w nieruchomym stawie
Zobaczyć swoją twarz.
Chcę wyjechać na wieś,
Dojrzałe wiśnie z drzewa rwać







Poszłam sobie z Córką na kawę. I bajgla. Pychota.
Przy okazji kupiłam Córce sweterek. Szary.
Sąsiad Córki do żony swej: "Emila, może chodźmy też z mamą Kasi na kawę..."
Nic z tego. Tylko Córka ma takie fory.

Wnuczek tapla się z ochotą w basenie. Wymyka się z rąk ojca i krzyczy "siam!"
Zapytany, czy chce mieć siostrę , odpowiada "tak!"
- A ile chcesz mieć sióstr?
- Sieść.
- A braci?
- Sieść.
O, matko!!!

Pójdzie od września do żłobka. I jego koleżanka Natalka, także.
- Tymuś, z kim będziesz chodził do żłobka? (chciałam sprawdzić, czy wieści o Natalce są mu znane)
- Z Babom.
Ooooo!

Wpada do mieszkania i krzyczy od progu:"ato!!"
Wie, że na dziadka w tej kwestii może liczyć. Zawsze ma jakieś auto w pogotowiu.
- Najpierw idź, umyj ręce.-mówi Dziadek.
Maszeruje potulnie do łazienki. Z Dziadkiem nigdy się nie sprzecza.
Potem dotyka paluszkiem dziadkowych książek na półce. "To nie"- przestrzega sam siebie i żadnej nie wyciąga.

-Ciako!! -woła. Daję mu ułamany kawałek herbatnika.
-Blie!- odsuwa ze wstrętem. Ciastko musi mieć nie tylko treść, ale i formę.

Mąż obudził się rano i oświadczył, że zachciało mu się przegrzebków. I budyniu czekoladowego.

A ja "chcę wyjechać na wieś..."

wtorek, 31 lipca 2012

Żyć...

...pełnią życia! Co to znaczy?
Takie pytanie mnie nawiedza co jakiś czas, szczególnie, gdy uświadamiam sobie swoją "łamażność".
Nie żyję pełnią życia, nie czując wiatru na twarzy przy jeździe rowerem, nie poddając się łagodnemu unoszeniu wody, nie szusując po górskich stokach.
Nie znam smaku zdobywania Kilimandżaro, wędrowania po szlakach Europy (z pieniędzmi, lub bez nich), nie starłam sobie pięt na żadnej pielgrzymce.
Nie wciągnęła mnie pasja podróżowania.
Nie daję ciału przyjemności w postaci masaży, kąpieli błotnych, muzykoterapii, nawet nie chodzę do kosmetyczki. Bla, bla, bla... i tak dalej.
Wpisałam do naszej ulubionej wyszukiwarki Google hasło "co to znaczy, żyć pełnią życia? I wiecie , co? Wyskoczyła informacja, że odnaleziono 4,460,000 wyników! !!!!
Na jednym z forum ktoś napisał, że dla niektórych celem i oznaką życia w pełni jest nieustanne wirownie wszystkiego wokół, jak na karuzeli. Tak rozumiana "pełnia życia" była oczywiście oceniona negatywnie.
Wtedy przypomniał mi się mój wnuk, kręcący się w kółko, jeszcze i jeszcze.
I ten zawrót głowy w ogóle go nie przerażał. Wręcz przeciwnie, rozśmieszał do rozpuku. Aż do zrobienia "bam!" prosto w ramiona wielkiego, pluszowego Psa.
Może nie będzie się bał jeździć na rowerze i z niego spadać, albo przewracać się na łyżwach. W końcu, to tylko zwykła grawitacja.
Życie jest nieskończenie obfite w doznania.
Dla każdego coś innego.


"Żyć w pełni, to ciągle przebywać na ziemi niczyjej, doświadczać każdego momentu jako całkiem świeżego i nowego.
Życie bowiem, oznacza gotowość do ciągłego umierania.
Każdego dnia, kiedy się budzimy, możemy zacząć żyć w pełni, nie szukając przyjemności i nie unikając bólu. Nie odtwarzając starego siebie, ilekroć rozpadniemy się na kawałki.
Możemy porzucić chęć bycia doskonałym i dzięki temu przeżywać każdy moment jak najpełniej "


David Dalber (12.02.2006)

P.S.
Nie mam pojęcia, kim jest David Dalber. Ale ma rację.

niedziela, 29 lipca 2012

Łamaga













Jazda na drzewie







Nie umiem jeździć na rowerze.
Naprawdę? Niemożliwe! Wszyscy to potrafią!
Nie pływam.
Ojej! Szkoda!
Nie jeżdżę na nartach. Ani na łyżwach. Nie mam prawa jazdy.
Nie żegluję.
Nie trenuję tai-chi.
Nie chodzę na aerobik ani na siłownię.

Istna łamaga.
Wstydzę się tego. Właściwie nikomu nie opowiadam.
W tym ekshibicjonistycznym pędzie do użalania się nad sobą wyznaję publicznie.
Może mi ulży.
Może ktoś powie, że to nic. Że to wszystko nieważne.
Że można żyć, jak łamaga i tak też jest dobrze.

Niby wiem. Co z tego. Samowiedza nie jest samoterapią.

piątek, 27 lipca 2012

*****





















Czy ma Pani:

Gorszy nastrój ?-

Bardzo Często

Napady płaczu lub płaczliwość ?

Bardzo Często

Odczucie smutku lub przygnębienia ?

Bardzo Często

Problemy z podejmowaniem decyzji ?

Bardzo Często

Poczucie przemęczenia ?

Bardzo Często

Problemy z zasypianiem

Bardzo Często

.........................................................................................

Ma Pani problem pani Barbaro, niech pani zasięgnie porady psychiatry.

Nie, to tylko Życie tak boli....


A w moim drugim blogu właśnie zaczyna się ta piękna Historia!!!

sobota, 21 lipca 2012

Dwa światy
















Coś piszę, a potem znowu nie piszę.
Skreślam. Kasuję.
Jakbym śniła i nie mogła się obudzić.
Jakbym szła po dwóch torach.
Jakbym żyła w dwóch życiach.
Jedno dotykalne, widzialne i odczuwalne.
Dźwigam, piorę, wieszam, sprzątam. Prasuję. Zmywam.
Woda jest mokra i gorąca. Albo zimna.
Koty chcą jeść. Kuweta do sprzątnięcia.
Malują schody. Farba śmierdzi.
Piekę ciasto. Myję włosy. Obcinam paznokcie.
Znowu zmywam. Myję ręce. Krem w dłonie...
.........................................................................................................................................................
Obok, nienazwane, niewidzialne, niedotykalne, toczy się ...
Nie wiem, dokąd. Nie wiem, którędy. Nie wiem, jak szybko.
Jak pachnie, jak wygląda?
Nic nie wiem, prócz tego, że jest.
Mgła.

sobota, 14 lipca 2012

Tyle wiemy o sobie...






Dawno temu
w Nowym Targu








...ile nas sprawdzono.
Te słowa z wiersza Szymborskiej prześladowały mnie lata całe.
Zadawałam sobie pytanie: a ja? Co ja?
Jeśli mnie nikt nie sprawdził?
Nie postawił przed wyborem.
?
Jaka jestem naprawdę?
Czy nie zawiodę? Innych? Siebie?

I wiecie co?
To naprawdę brak pokory wobec życia. To objaw pychy, zadawanie takich pytań.
Życie, Los, Przeznaczenie, czy też inna Karma, zadbają same o to, żeby otrzymać odpowiedzi.
Każdemu według potrzeb.
Dla każdego starczy.
Do wyboru do koloru.
Full service!!!