sobota, 30 listopada 2019

Żyć jak kot


Ile masz kota w sobie? - pyta Laurie Hawkes

Przedtem kilka kocich mądrości, od kotów i o kotach:

  • Na początku Bóg stworzył człowieka, ale widząc go tak ułomnym, dał mu kota. Warren Eckstei
  • Chcesz żyć jak kot? Bądź wolny niczym wiatr! I rób tylko to, co sam wybrałeś!
  • Studiowałem wielu filozofów i wiele kotów. Mądrość kotów jest nieskończenie większa. Hipolit Taine.
  • Zdobyć przyjaźń kota nie jest łatwo. To zwierzę filozoficzne. Theophile Gautier
  • Psy mają panów, koty mają służących. Dave Barry
  • Lubię koty. Zastanawiają się, a wnioski zachowują dla siebie. Jean-Marie Gourio
  • Nie masz kota, to on ma ciebie. Francoise Giraud
  • Gdyby koty mogły mówić, toby nie chciały. Nan Porter   
  • Kotu wystarczy być. Ten czasownik najlepiej mu odpowiada. Louis Nucera.

Oczywiście, że jestem kotem. 
Zawsze kotem.
Z potrzebą wolności.  Niezależności. Egoizmu.
Z niechęcią do konwersacji. 
Leniwym. Przebiegłym w dążeniu do wygody.
Lubię swój kąt na kanapie. 
Swój kubek. 
Swoją ciszę.
Jak mój kot.
 

Skoro mamy tylko jedno życie, dlaczego by nie spędzić go z kotem? Robert Stearns

środa, 23 października 2019

Ikar

Film o Mieczysławie Koszu tak mnie pochłonął, że dopiero po dwóch godzinach spojrzałam na zegarek. 

Dawid Ogrodnik nie gra, on po prostu jest postacią, którą pokazuje widzowi. Do tej roli schudł i nauczył się grać na fortepianie. 
Jest Koszem na różnych etapach życia. 
Życia krótkiego. 
Mieczysław Kosz zginął w wieku 29 lat.
Wypadł z balkonu. Niektórzy mówili, że wyskoczył. 

- On nie spadł - mówi w końcówce filmu jego przedziwny sąsiad - on pofrunął!

I taka wersja mi pasuje.

Podobno wcześniej wchodził na parapety - w filmie jest taka scena, gdy niewidomy  Kosz wychyla się za okno. 
Maca wokół rękami: i nic tam nie ma, tylko przestrzeń. tylko powietrze, tylko wolność i świat bez przeszkód na drodze.

Na co dzień przeszkód było mnóstwo, więcej ich  było niż nie było.
Tylko muzyka pozwalała mu żyć.
Bo kiedy grał, to po prostu żył. 
Grał tak, jak oddychał. Wszystko, co czuł, co słyszał, było muzyką.
Brak wzroku powodował, że wszystkie dźwięki rozrastały się w jego głowie ponad miarę. 
Można powiedzieć, że słyszał dzięki temu, że nie widział. 
Tak właśnie wytłumaczył mu to lekarz, gdy pojawiła się nagle szansa na odzyskanie częściowego widzenia w prawym oku.
Kosz na operację się nie zdecydował.

- Nie bój się, że polecisz! - mówi do wokalistki Zuzy - Świat cię poniesie! Muzyka cię poniesie!  Ja ciebie złapię!

Jego nie złapał nikt.

Przepiękny, poruszający do głębi film.


 

niedziela, 20 października 2019

7

7 lat. Ponad 2550 dni.
Nie ma dnia, żebym o Tobie nie myślała.
Nie tęskniła. 
Nie kochała Cię.
Forever

sobota, 31 sierpnia 2019

Chodzą parami

Tak mówi przysłowie.
Pieprzone nieszczęścia!

Dlaczego?
Jakieś teorie gier są na ten temat. 

Ja myślę, że to chodzi o zapach, zapach strachu i słabości.
Nieszczęścia, są jak głodne psy.
Jeszcze tylko jedno potknięcie, jeszcze jeden nieostrożny ruch i już leżysz i zwijasz się z bólu. 
Boli kręgosłup albo dusza.

I boisz się dalej, jeszcze bardziej. I bardziej.

Dramatycznie?
Tak, bo życie jest dramatyczne. 
A happy endy, to tylko w komediach.

Moje zaklęcie, że "wszystko będzie dobrze", wymaga gwałtownej reanimacji.

sobota, 3 sierpnia 2019

Słowa mają moc




- Powiedz mi jak mnie kochasz.
- Powiem.
- Więc?
- Kocham cię w słońcu. 
I przy blasku świec.
Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
W wielkim wietrze na szosie, 
i na koncercie.
W bzach i w brzozach, 
i w malinach, 
i w klonach.
I gdy śpisz. 
I gdy pracujesz skupiona.
I gdy jajko roztłukujesz ładnie -
nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
W taksówce. I w samochodzie. 
Bez wyjątku.
I na końcu ulicy. I na początku.
I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz.
W niebezpieczeństwie. I na karuzeli.
W morzu. W górach. W kaloszach. I boso. 
Dzisiaj. Wczoraj. 
I jutro. 
Dniem i nocą.
I wiosną, kiedy jaskółka przylata...
- A latem jak mnie kochasz?
- Jak treść lata.
- A jesienią, gdy chmurki i humorki?
- Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki.
- A gdy zima posrebrzy ramy okien?
- Zimą kocham cię jak wesoły ogień.
Blisko przy twoim sercu. Koło niego.
A za oknami śnieg. Wrony na śniegu.

Konstanty Ildefons Gałczyński

 
 
Słowa mają moc! 
Słowo daję, tak! - jak mawiał Tom Cullen w Bastionie Stephena Kinga. 
Tom Cullen nie był bardzo mądry i nie znał za wiele słów, ale te najważniejsze owszem. 
Dzięki tym ważnym słowom, Tom wytyczał proste ścieżki dla życia. Swojego i innych.

Ci, co znają dużo słów, mówią:
- Po co pytasz..?
- Przecież to wiadomo...
- Już ci to mówiłem...
- No tak, ja też..
- Nie słowa są ważne...

SŁOWA

WAŻNE!

Tak! Słowo daję!
 

czwartek, 1 sierpnia 2019

Warszawskie Dzieci

Podchorąży  Jerzy P., ps. Gryf, rocznik 1923


Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,
Za każdy kamień Twój, Stolico, damy krew!
Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,
Gdy padnie rozkaz Twój, poniesiem wrogom gniew!

Powstanie Warszawskie wybuchło 75 lat temu.
Oglądam stare zdjęcia. Są czarno-białe i nieruchome. Zamazane.
Ale przecież wtedy, 75 lat temu, chwilę po zrobieniu każdego z nich, życie toczyło się dalej.
Dwie dziewczyny siedzące pod murem, w bluzach  od munduru moro, jedna z białym kubkiem na kolanach. Obie mają ułożone włosy, zaczesane, spięte.
Ktoś uchwycił moment, gdy przysiadły na chwilę? Przyniosły meldunki? Zaraz wyruszą dalej?  Może tylko siedzą i gadają.
Albo mały chłopiec w za dużej, wojskowej czapce i z granatem zatkniętym za pasek. Jak miał   na imię? Kto go kochał? Zostawił w domu ulubionego psa?
Co się stało z kobietami, które przebiegają przez ulicę? Dobiegły do domu? Czy dosięgnęła je kula?
Czy te cztery harcerki z biało-czerwonymi opaskami na rękawach  mundurków przeżyły wojnę? Jedna ma takie same kitki, jakie ja nosiłam w jej wieku.

Ze wspomnień mojej Teściowej:
"Wczesną wiosną w 1944 r. wyjechaliśmy do Warszawy, Warszawa miała być bezpieczniejsza.(...)
Spotkałam się tu z Jurkiem (...), należał juz wtedy do AK (...) to spotkanie z Jurkiem było ostatnie w Warszawie. W sierpniu wybuchło powstanie. Jurek walczył na Starówce. Przeszedł kanałami do Śródmieścia""
"Powstanie trwało. Od nas widać było pożary, dochodziły odgłosy strzelaniny, czasem zupełnie bliskie. W takich sytuacjach lokowaliśmy się przy  ścianie pod oknem. To miejsce wydawało się najbezpieczniejsze. Po strzelaninie, z otwartej przestrzeni, wraz z drugim mężczyzną, wyniósł Ojciec rannego chłopca. Gdy raz szłam pod płotem, przeleciały mi koło uszu kule."
"Przyszedł dzień tragiczny. Przez okno widzieliśmy, jak Niemcy wchodzą do domów przed nami (...) Nie wiadomo było, co będzie z nami. Polecili na ustaloną godzinę zebrać się w określonym miejscu. I poszliśmy. Kolumna szła do obozu przejściowego."
"Bardzo źle się szło wąską miedzą. Wózek, w którym była Inka prowadziło się jednym bokiem. Ela niosła duże pudełko po marmoladzie, pełne ciastek. Kiedy je upiekłam?"

I to już nie są żadne domniemania ani przypuszczenia. Te przeżycia dotyczyły bliskich i znanych mi osób.

Jurek, brat mojej Teściowej, podchorąży Gryf, przeżył powstanie i wojnę. 
Przeżyły szczęśliwie obie małe dziewczynki, które potem zostały moimi szwagierkami.

Wielu nie przeżyło. 

16 tys. osób - według szacunków tylu powstańców straciło życie w walkach o stolicę.
Rannych zostało 25 tys., w tym 6,5 tys. ciężko rannych.
150-180 tys. - szacunkowo tyle ofiar cywilnych pochłonęło powstanie

czwartek, 25 lipca 2019

Kilka słów zadumy nad życiem...

Dzień był wiosenny.
Świeżo pomalowane ławki w miejskim parku zachęcały do odpoczynku.
Siedział w bocznej alejce i mrużąc oczy wypatrywał kogoś w perspektywie ulicy.
Nadeszła z przeciwnej strony. Zbliżyła się cicho i położyła mu ręce na oczach. Dotknął jej dłoni.
- Jesteś już! - uśmiechnął się.
- Skąd wiesz, że to ja?
- Poznaję twoje palce.
Pogładziła go czule po ramieniu.
- Kochany.
Usiadła obok niego.
Obserwowali przechodzących ludzi i wystawiali twarze do słońca. 
Milczeli. Doskonale rozmawia się bez słów.
W przeciwległej alejce, na takiej samej trawiastozielonej ławce, siedziała para. 
Chłopak miał miłą twarz i trochę, jak na ich gust, przydługie włosy. Ale wyglądał sympatycznie.
Dziewczyna, z jasną burzą puszystej grzywki, uśmiechała się. Był to chyba szczęśliwy uśmiech.
Popatrzyli na siebie porozumiewawczo. Znali tę dziewczynę.
A potem uśmiechnęli się do siebie z jakąś dziwną, smutną melancholią. Włożyli na twarze swoje zwykłe, szare maski zmęczenia i odeszli w głąb alejki.
Starsza siwa pani i starszy siwy pan z oczami ukrytymi za grubym szkłem okularów.
Odeszli w swoją codzienność.
Jasnowłosa dziewczyna, ich wnuczka, została na zielonej ławce z zakochanym w niej chłopakiem i szczęśliwym, uśmiechniętym, siedemnastoletnim obliczem. 

 Napisałam to w roku 1971. Miałam 17 lat.

 *

Wczoraj obejrzałam film pt. The Professor, z Johnnym Deppem w roli tytułowej. 
Jako profesor literatury angielskiej mówi do swoich najlepszych studentów:

- Słuchajcie! Świat potrzebuje takich, jak wy. Świat dałby się za was pochlastać!
Weźcie na siebie tę odpowiedzialność i trzymajcie się jej.
Bo wyrządzicie światu i sobie największą krzywdę!
Jesteście zbyt mądrzy, żeby to zmarnować.
Świętujcie każdą chwilę, każdy pieprzony oddech.. .
Pamiętajcie, że sami układamy historię naszego życia.

Profesor jest chory i wie, że niedługo umrze. 
Oni wszyscy też umrą, tylko jeszcze nie wiedzą, kiedy.
On im radzi tak żyć, żeby poczuć to życie do głębi...

*

Miałam 17 lat.
Chciałam zostać pisarką.
Nie zostałam. Może i dobrze wyszło.

Starałam się robić w życiu wszystko najlepiej, jak to możliwe.
Lub choćby wystarczająco dobrze...

Może to dosyć?...