wtorek, 15 września 2026

Syndrom O'Hary

 

Była sobie taka Scarlett O'Hara, kto czytał książkę, albo oglądał film, ten wie.

(Ja nie oglądałam, ani nie czytałam, ale też wiem)

Kiedy życie dawało jej w kość, rzeczona Scarlett mawiała  "pomyślę o tym jutro"

Ponieważ ani nie czytałam, ani nie oglądałam, to nie wiem, czy "jutro" przynosiło rozwiązania i czy Scarlett nie wychodziła na tym powiedzeniu, jak przysłowiowy Zabłocki na przysłowiowym mydle.

Podejrzewam, że nie skoro udało jej się przeżyć przez prawie 1500 stron książki, poślubić trzech mężczyzn w ciągu niespełna 11 lat i każdemu z nich urodzić dziecko. 

Jak widać, jej strategia życiowa działała. 

Dlatego ostatnio ulubionym moim powiedzeniem jest "zrobię to jutro"

Wiem, że samo jutro się nie zrobi, ale może przestanie być ważne, okaże się nikomu niepotrzebne albo da się przełożyć na pojutrze.

I jest to drastyczne zaprzeczenie wpajanej nam przez pracowite matki zasady: " co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj"

Mądra (bo sztuczna?) inteligencja powiada wprawdzie:

 Działanie z wyprzedzeniem: Ogranicza stres związany z nagromadzeniem zadań na ostatnią chwilę.

 Oraz :

 Spokój psychiczny: Pozwala zyskać poczucie kontroli nad własnym czasem.

Taaa...

A jutro znowu " co masz zrobić jutro..."

 Jest tylko DZISIAJ.

 

Co ja właściwie chciałam powiedzieć?

Jutro się zastanowię. 

P.S.

Wiem, że notoryczne odkładanie na później, to  prokrastynacja, ale nie podoba mi się to słowo. Prawie tak samo, jak "obstrukcja"



 

2 komentarze:

PAPROCH pisze...

Ja też ani nie czytałam, ani nie oglądałam, a wiem :-D
Czasem tak robię. A czasem odwrotnie. Jak mi akurat pasuje.
Lecz faktem pozostaje, że jest tylko DZIŚ. Jutro może już nie być. I wtedy to wszystko, co odłożone, staje się nieistotne.

mamuśka pisze...

A jeśli dziś się narobiłaś, a jutra nie będzie, to nie odpoczniesz