Powinien się nazywać Pa!Wrzesień. Albo chociaż Powrzesień.
Kto wie, co to są do licha paździerze?
Ja niby wiem, ale takiej definicji i tak bym nie wymyśliła:
"paździerze to zdrewniałe części łodyg roślin włóknistych (głównie lnu lub konopi), które odpadają podczas ich międlenia i trzepania, czyli oddzielania włókna."
Międlenie to i trzepanie odbywało się drzewiej właśnie w tej porze roku - i urodził się październik. Słowo służące w innych językach cywilizowanych do opluwania się.
Swoją drogą, przeważające tam octobry, octubry i oktjabry też nijak się mają do realiów, gdyż jak wiadomo w kalendarzu gregoriańskim jest to miesiąc dziesiąty!
Bardzo ładnie wywinęli się z tego nazewnictwa Czesi - ich říjen oznacza okres godowy jeleni, które oczywiście wtedy ryczą.
A u Chorwatów, ciekawostka, dziesiąty miesiąc, to listopad. No i uniknęli łamania języka.
Czego to się człowiek nie dowie, przy okazji pisania bloga!
Ale miało być nie o tym.
To znaczy o październiku, ale nie o etymologii.
Nie znam żadnego przysłowia o październiku, co by się fajnie rymowało, więc wymyślam:
W październiku dat bez liku!
Ano właśnie. Bogaty ten miesiąc w naszych rodzinach w rocznice, uroczystości i inne "ku pamięci" wydarzenia.
Najsłodsze dziecko mojego osiemnastoletniego życia - Mała Kopa Agunia, zaczyna ten maraton. Potem rodziła się Ania. I Maciek. Bożenka i jej wnuczka Zuzanka. Sabinka 15-tego, a Marcel 20-tego. I Tadeusz. Po nim Wiesia Seweryna. A także Łukasz Cytryna.
Dzień po dniu imieniny Sabinki i Tadzia.
Urszule i Jadwigi zbierają życzenia, a znałam tych Ulek i Jadziek sporo.
Świętują nauczyciele. Kiedyś też żołnierze.
1-szego października rozpoczynaliśmy przez lata rok akademicki. Tradycja trwa.
No i śluby. W roku 1936, w 1946, po długiej przerwie w 1971.
I, niedawno całkiem, w 2024.
Jest też data najsmutniejsza. Pamiętam, to było w sobotę...
Ile jeszcze październik może pomieścić?
Rzut oka w rok 1980.
A 23-go października 1971 roku, w sobotę, był duży wiatr.
Może to był wiatr historii?


