sobota, 29 września 2018

Proszę czekać, będzie podróż...

Wróciłam. 

Kiedy patrzę hen, za siebie...
Wydaje się, że podróż, to nieustanne czekanie.

Żeby tramwaj/pociąg  wreszcie nadjechał/ruszył.
Żeby kolejny pociąg/autobus  nadjechał/odjechał.
Żeby pojawiła się informacja o tym, przez którą bramkę będą wypuszczać.
Żeby bramkę otworzyli.
Żeby kolejka do bramki ruszyła z miejsca.
Żeby samolot wystartował. 
A kolejny pociąg przyjechał.
I odjechał.
I jeszcze jeden pociąg.
I tramwaj.
I autobus.

No, ale w końcu się dociera!

Znajomy (już!) dworzec, znajomy (!) placyk, znajomy wykusz z oświetlonym oknem, na pierwszym piętrze.


Mała M. czekała z zupą.
Pieczarkową.
Piernik Kot czmychnął. Ale tylko na chwilę.

I mogłam wreszcie odpocząć, w Barcelonie, na ulicy 
Carrer del Cinca.

(Cinca, to rzeka w Hiszpanii.)

I! Uwaga! Relacje będą następować!

środa, 19 września 2018

Reisecośtam


 Czyli postscriptum do dnia wczorajszego.

 













Reisefieber mam. 
Jak cholera.
Uczynne Google oznajmia, że przypadłość ta dotyka wielu, także zaprawionych w podróżowaniu.
Nic nie gada konstruktywnego o sposobach na  tę reise - sraczkę (lub odwrotną przypadłość)
Upić się?
Przespać? 
Diabeł kusi - a może nie jechać wcale...???

Kapuściński Ryszard - "Podróże z Herodotem":
 
 „Podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca. Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej”

 No, jeżeli Mistrz tak twierdził, to wierzę.

Poniżej znajduje się zbiorcza lista wszystkich synonimów do słowa reisefieber.
Wszystko prawda. Nawet przejęcie, onieśmielenie i sztywność.

Może jakoś przetrwam.

Trzymajta kciuki.

poniedziałek, 17 września 2018

Lecę, lecę, lotu, lotu...

A właściwie latu, latu.
Latu lecę powiedzieć "żegnaj na rok", znad brzegu Morza Śródziemnego, a dokładnie  tego kawałka, który się nazywa Morze Balearskie.
Lato wszak, kończy się nieubłaganie.
I zawsze mi się zdaje, że było za szybkie, za krótkie, za mało go, i w ogóle szkoda!
Polecę na południe, bo tam może trochę dłużej zabawia.

Pomacham na pożegnanie długim dniom. Pomacham lękliwym zmierzchom, które w lipcu skradają się po cichutku i sierpniowemu słońcu, co kładzie długie cienie pod wieczór.

Do widzenia sandałki i słomkowe kapelusiki.
Do zobaczenia jaskółki i jerzyki.
Adios pola złote i pachnące słońcem pomidory.
Baj, baj firanki poruszane letnim wietrzykiem.
Cześć i czołem wam ogródki piwne.
 
Pa, pa maliny, jeżyny, jagody i  wisienki.
Pa, pa Laa -Laa
Pa, pa, Po.
Pa, pa Tinky -Winky...
A nie, to inna bajka!!

Pa, Lato!
Wrócę jesienią.
 

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Się NIE wyrzuca

Fundacja Uśmiech wywiesiła kartki o zbiórce rzeczy - ubrań, obuwia, zabawek, sprzętu domowego.
Kartki wiszą od kilku dni.
Zbiórka dziś, o 9.00
Wystawiłam swój wór i poszłam zaspokoić ciekawość. 
Przeleciałam z kijami ze dwa kilometry, oblukałam około 40-stu domostw. 
Bloków i posesji prywatnych.

Znalazłam DWA wystawione worki.
Kiedy się ucieszyłam na widok drugiego, okazało się, że to... mój własny!

Te wszystkie domy, to kilkaset osób, albo nawet więcej.
I nikt nie ma rzeczy zbędnych.

Przed wieloma klatkami piętrzyły się wory ze śmieciami, do zabrania przez MPO.

To bardzo ciekawe moje doświadczenie.


No, i mamy to!


To znaczy, ja mam!
Dziś 30 dzień Minsgame, czyli gry o przestrzeń!
Co oznacza, że wyrzuciłam/sprzedałam/oddałam/wydaliłam 465 przedmiotów /rzeczy.

Dziś wisienką na torcie, a właściwie wielkim arbuzem jest stepper, który przestawiany spod fotela pod łóżko i z powrotem od jakichś 15 lat, zakurzył się kurzem grubym, jak dywan.


 
Sprzedawanie szło najsłabiej:))) Zarobiłam około 19 zł:):):):)

Wysłałam trzy paczki w trzy strony Polski.
Do Szczecina, w Żywieckie, do Zagnańska.
Dwie czekają na swoją kolej - w  skierniewickie i  do Koszalina .

Część rzeczy zasili konto Fundacji Uśmiech, która jutro akurat robi zbiórkę osiedlową.

W dniu 29-tym trochę spanikowałam, że już niczego więcej nie znajdę.
A tu proszę!

Jeszcze mi dużo zostało!!

To działa, jak kula śniegowa!

I rację ma Córka, kiedy wygłasza mądrość:
"To, co dla ciebie jest zbędną rzeczą, dla kogoś innego może okazać się niezbędne" 

The game is on

sobota, 18 sierpnia 2018

Tatoo to tu

Fundnęłam sobie tatoo.
To znaczy Dzieci mi fundnęły:)
Córka z ekscytacją.
Syn z pobłażaniem.

Wnuk się przyglądał.
Chyba się rozczarował, bo był ciekaw, czy będę  krzyczała /piszczała /płakała /sykała z bólu.
Pod koniec zabiegu prawie zasnęłam
Usypiał mnie szum maszynki do tatuażu.

Trochę bolało, ale bardziej, gdy wieczorem odrywałam sobie plaster.

Pan Tatuator Kamil przesympatyczny.
Miejsce, pod dachem ze szkła, w klimacie artystycznej bohemy.

Mała  M. spytała Syna:
- No, i jak się czujesz z wytatuowaną mamą?
Syn się zdziwił pytaniem.
- Może robić co chce, nawet sobie kolczyk w nosie założyć!

W nosie nie założę.



'"ten kosz (tfu, ten kot) to wszystko moje"

Ten kot kojarzy mi się ze wszystkim, co moje.
I ze wszystkimi.
Których kocham.

Dzięki za Fundę!!!

czwartek, 9 sierpnia 2018

Kupię, sprzedam, pozamiatam...



...oraz oddam za darmo.
Ponieważ, jako się rzekło  podjęłam grę w pozbywanie się rzeczy ( dziś dzień 19-sty!), zaczęłam kombinować, jakby to robić ekologicznie.
I znalazłam (długo nie szukałam!) OLX.

Na stronie OLX jest prawie wszystko.
Można sprzedać, można  kupić, można zamienić. 
Można oferować pracę.
I można, oczywiście, oddać za darmo.

Można dostać darmo psa, kota,  koguta, kozę, świnki wietnamskie oraz kury nioski

Można kupić samochód, działkę, buty używane, cielaka, paździerze konopne i siano w belach.

Można zamówić organizację wesela i wynająć wodzireja.

Można zapisać się na kurs tańca oraz medycyny estetycznej.

Zamieściłam i ja  kilka ogłoszeń, i rozpętało się tornado.
Ludzie chcą mieć za darmo przeróżne rzeczy.
Oczywiście ciuchy. 
Oczywiście - książki. Nawet te trochę uszkodzone.
Nawet te bardzo stare, które zalegały na moich półkach od trzydziestu lat.
Dwie książki o teatrze mają pojechać do Szczecina!
Dwie malutkie książeczki o cerkwiach znalazły amatorów koło Żywca.

Szklaneczki trzy, każda z innej bajki.
Dziecięce  koło dmuchane.
Stare puszki po herbacie.
Stare, używane segregatory na kartki.
O stare krawaty walczyło kilka osób, jeden pan chciał mnie nawet przekupić.
Dziś stare, metalowe breloczki znalazły w ciągu pół godziny pięciu amatorów. 
Bluzeczkę różową, rozmiar S, wzięła Pani o rozmiarze 44, bo "taka śliczna"

Umawiam się.
Rozdaję.
Rezerwuję.
Odpisuję.


Dziwię się.

Niektórzy przychodzą pieszo, jedna pani przyjechała na rowerze, jeden pan aż dwoma autobusami ze Śródmieścia. 

Niektórzy piszą bardzo ładnie, uprzejmie.
Inni bez dbałości o formy - i gramatyczne i towarzyskie.

Ja się dziwię, a Kochana B. mówi mi:
- Ty nie znasz życia! Ludzie mają bardzo różne sytuacje bytowe.

Ona to wie.
Ludzie zostają bez pracy, bez mieszkania, opuszczają Domy Dziecka, więzienia, dostają mieszkania socjalne...
Przydaje im się wszystko. 

Niektórzy dodatkowo dziękują w kolejnej korespondencji.
Inni zaglądają po raz wtóry i znowu wymieniamy wiadomości. 

Dziś ktoś napisał:

"czy ma Pani, prócz tych rzeczy z ogłoszenia do wydania jakieś tzw. „przydasie”, bambetle, szpargały, drobnicę.
Niepotrzebne już rzeczy z szuflad, szafek, balkonu czy piwnicy?
Jakiekolwiek nieużywane rzeczy generalnie. Chętnie przygarnę"


Świat jest pełen niespodzianek i  nieoczekiwanych spotkań.

Przede mną jeszcze trochę oczyszczania przestrzeni życiowej. 
Zostało 275 przedmiotów do wydania.