Jakie to banalne.
Jakie oczywiste.
Te wszystkie mądrości ludowe, przysłowia, powiedzenia, wyświechtane truizmy.
Sami nie wiecie, co posiadacie.
Ciesz się życiem, póki możesz. I tym, co masz.
Chwytaj dzień.
Żyj chwilą.
I jeszcze taki, który sama wymyśliłam: trzeba brać, co dają!
To nie pierwszy raz, gdy tak zwane życie, zmusza mnie do weryfikacji różnych poglądów, celów i priorytetów.
Niektórzy pewnie debiutują w tym zakresie.
I dowiadują się, że tęsknią za zapachem gnojówki rozlewanej wiosną na polach.
Że tłok w autobusie bywa cudownie irytujący.
A zapach spoconego ciała po bieganiu, kusi co dnia.
I niech tam sobie pada ten deszcz.
Niech wiatr szarpie włosy.
A budzik znowu dzwoni o świcie.
Dzień jest potem tak ciasno upchany zajęciami! Do wyrzygania. Normalnie.
Cóż.
Ja tęsknię za tym, żeby móc dokonać wyboru: wyjść albo nie wyjść do parku.
Postanowić, na który film się wybrać.
Wahać się, czy polecieć do Barcelony w czerwcu czy we wrześniu?
Przejechać się po nic do którejś z galerii.
Rozpamiętuję z nostalgią pogawędki ze znajomą kasjerką w Carrefourze.
Spotkania z psem Lalką.
Gapienie się na tłumy ludzi nad Stawami Jana.
Chciałabym już znowu pojechać do Wnuka i ugotować mu spaghetti z sosem pomidorowym.
A potem po raz kolejny obejrzeć "Harrego Pottera i czarę ognia".
Takie tam, nudne, monotonne i naprawdę często irytująco powtarzalne życie.
Kurde i cholerka! Nigdy nie można nam dogodzić!!!!





