niedziela, 12 marca 2023

Nasze twarze.

 

Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt,
Bo tego nie wiesz nawet sama Ty...

 

 

Jaka jestem naprawdę?

Jaki, jaka,  on, ona jest naprawdę?

Czy to prawdziwa twarz, czy tylko maska?

Może to tylko gra, udawanie?

 

Czyż nie zadajemy sobie tych pytań? 

Stojąc twarzą w twarz z kimś, albo stojąc przed lustrem ?

 

Internet odpowie na każde pytanie.

Zrób sobie Quiz - wszystkiego się dowiesz. 

Zrobiłam. Wynik:

Jesteś twardy! Nie dasz sobą pomiatać i zawsze masz swoje zdanie na każdy temat. Dasz sobie radę w każdej, nawet bardzo ciężkiej sytuacji. Jesteś wytrzymały i inni to w Tobie cenią. Ale uważaj! Nie przesadź z pewnością siebie. Pamiętaj, że inni też mają prawo do głosu!

 

Oczywiście, że się zgadza! 

Następnie zrobiłam test  jeszcze dwa razy, wybierając kompletnie przypadkowe odpowiedzi. Wyszło mi, że jestem godna zaufania i delikatna.

Oczywiście, że się zgadza!


W naszym "teatralnym" zespole oglądałyśmy krótki filmik z moją wypowiedzią do przedszkolaków. 

- Takiej cię nie  znałam- powiedziała W.- miałaś chyba tremę...

Ależ nie! Nie miałam tremy. Po prostu taka jestem, gdy mówię do przedszkolaków.

W piątek mówiłam do seniorów. Sama czułam, że jestem inna, nie taka "naprawdę". Cóż, nie za często przemawiam do seniorów. 

Ta moja twarz wcale mi się nie podobała. Choć przecie, skoro do seniorów mówię, to sama do siebie  mówię...

Czy naprawdę jestem w tej chwili, w domu, przed laptopem?

Czy rano, rozczochrana? Smutna? Ponura? Uśmiechnięta do pani przy kasie w Carrefourze?

Zagadująca uprzejmie sąsiadkę?

Tłumiąca złość?

Ironiczna?

Udająca ucieszoną? 

Tolerancyjna? Krytyczna? Szczera? 

Oportunistyczna? Zbuntowana?

 

Tak, tak. To cała ja!

 

Dawno temu, w chmurnych czasach zwątpienia i smutku, czasach rozpaczliwego poszukiwania sensu, koleżanka moja, którą ceniłam i podziwiałam za inteligencję, elokwencję i obycie, powiedziała:

- Wiesz, zazdroszczę ci tego spokoju, który masz w sobie...

 

Czy zakładając różne maski, oszukujemy świat?

Nie, to takie ubranie dla duszy. Na różne okazje. 

Jak dresy, albo smoking. Albo suknia ślubna.

 

Może chodzi o to, żeby to ubranie leżało dobrze na nas, było jak druga skóra, żeby było wygodnie i wtedy jest "naprawdę".

Inaczej jest tylko kabaret, albo maskarada.


 Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt,
To prawda niepotrzebna wcale mi...

 

 

 

Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt Bo tego nie wiesz nawet sama Ty W tańczących wokół szarych lustrach dni

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,boguslaw_mec,jej_portret.html

Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt Bo tego nie wiesz nawet sama Ty

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,boguslaw_mec,jej_portret.html

Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt Bo tego nie wiesz nawet sama Ty

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,boguslaw_mec,jej_portret.html
Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt Bo tego nie wiesz nawet sama Ty

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,boguslaw_mec,jej_portret.html

wtorek, 7 lutego 2023

Wpis dla Córki


Córka wyznała, że nie może się doczekać na nowy wpis tutaj.

Kusiło mnie, żeby odpisać "czekaj tatka latka". 

To moja buntownicza strona się odezwała, którą lubię, a o którą rzadko kto mnie podejrzewa. Ja ją dopuszczam chętnie do głosu, bo długo siedziała w ukryciu przed światem, no ale jeśli nie teraz, to kiedy? 

Jednak Córkę moją lubię zadowalać, więc chociaż Wena poszła się paść gdzie indziej, to wpis robię.

Bo jak nie ja, to kto?

Czas mija sobie samowolnie i samorządnie, nie zwlekając i nie opierdalając się, czasu nie tracąc na pierdoły, i na czekanie na nie wiadomo co.

Właśnie sobie uświadomiłam, że w tym roku stuknie lat 50 od chwili, gdy radośnie podążałam na maturę z polskiego,  a sąsiad  pan Chudzik, przed bramą stojący tym majowym rankiem, uśmiechnął się do mnie przyjaźnie  i na szczęście. 

A ja poszłam sobie, odziana w biel i czerń, tą trasą, która już za chwilę miała przestać być moją drogą do szkoły.

Słońce świeciło, mlecze gęsto żółciły trawę, miałam lat 19 i prawie trzy miesiące. 

Gdyby ktoś wtedy mnie zapytał, jak wyobrażam sobie siebie za lat pięćdziesiąt, to pewnie przyszłaby mi do głowy jakaś wizja rodem z Lema, albo Strugackich braci. 

W tamtym roku, roku matury rok 2023-ci nie istniał nawet w wyobraźni, chociaż tę miałam zawsze bogatą.

Wyzwaniem był rok dwutysięczny, o którym  bardzo młody jeszcze Jan Pietrzak  śpiewał:

Za trzydzieści parę lat, jak dobrze pójdzie, piękny będzie stary świat, wspaniali ludzie, pełny dobrobyt, nastrój świąteczny, nasze pomniki staną w krąg będzie przecież nowy rok - rok dwutysięczny.

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,jan_pietrzak,za_trzydziesci_pare_lat.html

Za trzydzieści parę lat,

jak dobrze pójdzie,

piękny będzie stary świat,

wspaniali ludzie,

pełny dobrobyt, nastrój świąteczny,

nasze pomniki staną w krąg,

będzie przecież wielki rok,

rok dwutysięczny!

Okej, była tam jeszcze druga zwrotka, pesymistyczna, ale trzymałam się tej jasnej strony. A, i  jeszcze Niemen  w ludzi dobrej woli wierzył, choć świat był dziwny już wtedy.

Tak więc to, że rok dwutysięczny nadejdzie, było dla mnie wtedy równie realne, jak wynalezienie wehikułu czasu.

Ale kurde, przyszedł i poszedł w siną dal. 

Nie wiem, z jaką datą powieszę sobie na ścianie ostatni kalendarz w życiu, więc jak nie teraz, to kiedy, ja się pytam? 

Mam się buntować?

Pozwalać sobie nic nie robić, albo robić wszystko, co tam mi się zechce?

Różowe rajstopy nosić?

Kota i Wnuka rozpieszczać?

Pisać albo i nie pisać?

A obrazek ilustracyjny ni z gruszki ni z pietruszki się wydaje, ale  coś znaczy, a co, to czas pokaże. 

Albo i nie.

Jak mawiał ulubiony i niezapomniany nasz Mąż i Ojciec - howgh!!

 




środa, 14 grudnia 2022

Co kto lubi

Śnieg spadł wcale nie w święta.

Spadł, kiedy chciał. 

Śnieg  jest wolnym duchem.

A wolność ja lubię ogromnie.

Lubię śnieg.

Lubię, gdy pada. 

Gdy pada cichutko, lekko, jakby piórka ze skrzydeł aniołów sfruwały na ziemię. Usypiająco.

Gdy wali wielkimi  płatami, trochę rozgniewany.

Lubię, gdy tańczą w powietrzu małe gwiazdki. Nie mogą się zdecydować, czy wolą wirować z wiatrem, czy położyć się i skrzyć.

Pamiętam taki wieczór lutowy. 

Był rok 1991, odwiedziłam Hamburg, będący  wtedy Wielkim Światem. Wracałam z dyskontu ALDI, o którym w dalekiej Polsce tylko się słyszało. Latarnie świeciły żółtym światłem. W tym świetle płatki śniegu wyglądały magicznie, bajkowo. Tak się też czułam.  Jak Gerda u Królowej Śniegu.

Lubię, gdy śnieg skrzypi pod nogami.

Lubię wydeptywać świeże ślady w białym puchu.

Lubię, gdy spada mi z gałęzi za kołnierz.

Uwielbiam, gdy wielkimi czapami leży na świerkach i jodłach.

Cieszę się, że zasłania wszystkie brzydoty, psie kupy, zgniłe liście, suche badyle. Ozdabia białą koronką balustrady, siatki parkanów, odrapane z farby poręcze balkonów.


Wiem, że niektórzy nie lubią śniegu. 

Nienawidzą!

Gospodarze domów, zwani drzewiej dozorcami. Bo muszą wstawać skoro świt i walczyć z mokrym, ciężkim badziewiem.

Kierowcy, bo ślisko na drogach osiemnastej kolejności piaskowania.

Piesi, łamiący nogi na oblodzonych chodnikach. A z nimi chirurdzy ortopedzi. I pielęgniarki na SOR-ach.

Ptaki, bo chowa im się jedzenie.

Z tego samego powodu - zwierzyna leśna.

Właściciele domów z podjazdem do odśnieżania.

Moja Córka - bo śnieg jest zimny i mokry.

Janek też nie lubił śniegu, bo nanosił się do domu na butach i potem pełno było błocka i piasku. Janek nienawidził piachu na podłodze.

 

Cóż, co kto lubi...

 

A śnieg i tak pada, kiedy chce.
 

środa, 30 listopada 2022

Rzutem na taśmę...

 ...wpis listopadowy.


Zaczął się Adwent.

Dziś imieniny Andrzeja. Andrzejki.

Nigdy nie wiedziałam,  kiedy się wróży. Było i tak, i siak. 

Wszechwiedząca Wikipedia donosi,że:

"Andrzejki – wieczór wróżb odprawianych w nocy z 29 na 30 listopada, w wigilię świętego Andrzeja, patrona Szkocji, Grecji i Rosji.

W Szkocji obchodzony 30 listopada dzień świętego Andrzeja jest świętem narodowym"

Oraz:

Andrzejki wywodzą się z pogańskiego święta. Ślady jego obchodów znajdują się w starożytnych tekstach, opisujących greckie święto związane z imieniem Andreas oraz ze słowami „andros” i „anes”, które łączy się z kultem boga miłości, płodności, jasnowidzenia i wróżb.


I wszystko jasne. No, prawie.

W szkole zabawy. 

Lanie wosku. Przez klucz.

Czyja obierka jabłka najdłuższa, temu długie życie...

Buty z prawych nóg, który pierwszy przez próg!

Przepowiednia spod kubeczka..

W nocy pod poduszkę kartki z imionami chłopców. 

Kto mnie pokocha?


Miałam lat 18 i taki jeden Andrzej powiedział mi kiedyś, że mam uroczy nosek (serio!!!!)

No, i cóż, wyciągnęłam tę karteczkę spod poduszki, z imieniem Andrzej... (!!!)

Koleżanka Bożena pierwsza wystawiła swojego kapcia za próg. 

I się spełniło.

A przez klucz wylałam kiedyś kształt  Australii. Że niby pojadę...

Niedawno zaglądałam do starych listów od stryjka, co na Antypody dawnymi czasy go zaniosło. 

Oto, co napisał:

W wolnym tłumaczeniu, "góra z górą się nie zobaczy, ale ludzie i woda od czasu do czasu się zejdą"

A rok był 1970.

No, i wykrakał. 

Zobaczyłam się z kuzynką moją i jej rodziną 49 lat później.  

Na ulicy Próchnika Adama. 

Wzruszenia, opowieści, uściski, śmiech przez łzy. 

Jakby nie było tych prawie 50-ciu lat i czternastu  tysięcy kilometrów!!!

Potem, przy pożegnaniu, obejmowałyśmy się długo, a ktoś za moimi plecami powiedział: "jak siostry"...

No, i tak.

A pierwsza świeca adwentowa, to Świeca Nadziei.

Już czas, żeby ją zapalić.


 

poniedziałek, 31 października 2022

Śniegu już nigdy nie będzie

To nie przepowiednia. To tytuł filmu Małgorzaty Szumowskiej.

Film obejrzałam pozawczoraj na Canal+

Canalem podzielił się ze mną Syn, żebym miała co oglądać, bo nie mam już telewizora.

*

Tu będzie dygresja (bo lubię dygresje) - niejedna.

Kto dygresji nie lubi, może od razu przejść do akapitu "Koniec dygresji" - mniej czytania, i w ogóle mało do czytania  będzie.


A zatem:

- telewizora postanowiłam się jakiś czas temu pozbyć, bo stał tylko i się kurzył, a mnie wkurzał (ciekawe, jakie to podobne słowa są).

Jako osoba świadoma (no, może półświadoma) ekologicznie, nie chciałam wystawiać zacnego Philipsa przed śmietnik. Znalazłam w okolicy dwa punkty odbioru, oba wszak daleko od szlaków komunikacyjnych. Jeden z nich oferował odbiór z domu za 50 zł.

Skorzystałam zatem z niezawodnego OLX i już następnego dnia miły pan telewizor zabrał. Za darmo. Nic mu nie musiałam zapłacić za tę usługę. Ba! Zapytał, czy on jest mi coś winien!

Nie był.

 

Kto nie ma telewizora, nie płaci za jego "manie".

Na stronie Poczty Polskiej łatwo można dokonać "zmiany danych", rach - ciach i gotowe. 

A figa! 

Wszechmądry automat  usilnie informował mnie, że "niepoprawne imię, nazwisko lub numer PESEL"

Sprawdzałam i sprawdzałam. 

Po kilkunastu próbach  sama zwątpiłam w to, jak ja się właściwie nazywam.

Dział Obsługi Klienta pouczył  mnie, że mogę załatwić sprawę, w "najbliższej placówce pocztowej"

Cóż było robić. Jak powiedział Poeta, "cóż było robić? Paweł ani pisnął ".  Poszedł na pocztę, gdy czapkę nacisnął. 

 

Pani na mojej poczcie przemiła.

Bez zwłoki wstukała wszystkie potrzebne dane i upewniła się radośnie:

- Telewizor zarejestrowany na pana Andrzeja P.? 

*

Dygresja od dygresji - 

- dziesięć lat temu, po śmierci A. przerejestrowałam abonament na siebie, dostałam nowy numer identyfikacyjny klienta i nowy numer konta do wpłat.

Których to wpłat dokonywałam sumiennie i regularnie. 

*

Więc zacukałam się na tej poczcie.

Bo płaciłam za nie mój telewizor. A może mogłabym w ogóle nie  płacić? 

Miła pani, Alina miała na imię, się uśmiechnęła tylko.

Bez komentarza.

Teraz płacę tylko za radio. Siedem pięćdziesiąt.

*

Koniec dygresji 


"Śniegu już nigdy nie będzie"

Film nieoczywisty, jak sen. 

Trochę realu, trochę magii.

"Pochodzący ze wschodu Żenia zatrudnia się jako masażysta na luksusowym podmiejskim osiedlu. W niedługim czasie zostaje powiernikiem swoich klientów. "


Tyle napisać o tym filmie, to nic nie napisać.

Rzeczony Żenia faktycznie puka do wielu drzwi. 

W swoim codziennym image`u jest do bólu przyziemny, powiedziałabym: socrealistyczny.

Wystarczy, że Żenia zaczyna liczyć  "raz, dwa,  три, четыре, пять"...

To się kojarzy, nieprawdaż?

Śmiejcie się, śmiejcie, a  może sami z siebie się śmiejecie...

Bo Żenia pstryka palcami, o tak! PSTRYK! i już nie wiadomo, gdzie noc, gdzie świt...

Wszystkimi językami Żenia mówi, wszystko wie i wszystko widzi...

Magia i metafizyka. Sen i jawa, I zjawa. I bezsenność.

A potem PSTRYK! I znowu rzeczywistość skrzeczy.

Tu Rzym, tu Krym.

Tu bajka, tu światła gasną.


Kto lubi, żeby było po kolei, od A do Z, przez be i ce i de, żeby było normalnie i logicznie,  temu się ten film pewnie nie spodoba.

Ja też nie byłam pewna,  czy jestem na TAK.

Ale kiedy się skończył, został mi powidok. 

Jak po śnie, którego się nie pamięta dokładnie, ale chciałoby się przyśnić po raz kolejny.

*

Śnieg w końcu spadł, ale nie dam głowy, że był prawdziwy.


 


piątek, 30 września 2022

Kamishibai

 

Słowo, którego nie mogłam zapamiętać.

"Kamishibai (jap. 紙芝居 kami-shibai; kami – papier, shibai – teatr, przedstawienie, dramat, sztuka) – teatr ilustracji, teatr obrazkowy, dosłownie: papierowy teatr. Jest to tradycyjna japońska sztuka opowiadania historii za pomocą ilustracji wykonanych na kartonowych planszach, wsuwanych do małej, płaskiej, drewnianej, otwartej częściowo skrzynki, pełniącej rolę sceny/ekranu o nazwie butai (scena)"

 

Stałam się "opowiadaczem" z  kamishibai przez przypadek. 

Jedna pani drugiej pani...

Pewna seniorka ze stowarzyszenia AktywniPlus miała pomysł. Zrealizowała go dzięki zadaniu publicznemu pod nazwą  "Mikrogranty dla seniorów 2022",   finansowanemu ze środków Miasta Łodzi.

Kiedyś  mnie poznała.  

Kiedyś wysłuchała historyjki o pomponie, którą z pewnej nieoczekiwanej okazji napisałam.

No, to zadzwoniła i zaproponowała współpracę.

No, to się zgodziłam.

 

Zadanie pozornie proste. 

Pójść do dzieci  ze szkoły przyszpitalnej, opowiedzieć im historyjkę i zachęcić do malowania. 

Kiedyś to mój chleb powszedni. 

Luz, blues. A w niebie same dziury...

 

Szpital pełen korytarzy i zakrętów.  

Na twarzach maseczki. Gorąco. 

Na tablicach i szklanych drzwiach prowadzących na oddziały napisy, jak tytuły z ksiąg medycznych - chirurgia, urologia dziecięca i transplantologia,   ortopedia i traumatologia, kardiochirurgia...


Wiedziałam, że idę do szpitala, i że będą tam chore dzieci.

Przyszły.

Niektóre z rodzicami, niektóre z pielęgniarką.

Stanęłam przed nimi ze swoim teatrzykiem, a one patrzyły.

Pięcioletni Jasiek z workiem na mocz dyndajacym mu wokół kolan.

Oskar z porażeniem mózgowym.

Maciek z prawą ręką w gipsie.

Zuzia, o wielkich  smutnych oczach sarny, cienka, jak patyczek, z sondą przyczepioną do nosa.

Julka z wenflonem. Zosia nadpobudliwa.  Hubert autystyczny. 

Maks na wózku, z blizną na wygolonej głowie.

Mała Martynka. Duża Lena.

 

Stanęłam przed nimi i język mi się poplątał. Moje wszystkie pomysły  na poznawanie imion o kant... potłuc. 

Na co im pomoże moja historyjka o wesołym pomponie?

Ręce mi się trzęsły i głos. 


Wszyscy namalowali swoje obrazki!




Wychodzili uśmiechnięci.

Maciek ze złamaną ręką zapytał, czy przyjdziemy jutro. 

Lena przyszła kolejny raz nazajutrz, "bo chciała"

Matki dziękowały.


W środę już mi się nie trząsł głos.

Opowiedziałam historyjkę o piłce, którą baaaardzo dawno temu  wymyśliłam dla małego Mateusza. 

Maciek lewą ręka namalował mecz piłkarski!!!


 

Piłka cały czas w grze!

 


środa, 28 września 2022

Pamiętasz, była jesień...

 

No, i przyszła, i jest. 

Jesień, oczywiście.

Chodzę po parku i dookoła pałętają się piosenki.

Wiersze. 

Teksty.  

Moje i cudze.

I te kasztany, i te liście, co złociście...

 


Mimozy, chryzantemy, zwiędłe róże

.

"Jesienne róże szepczą cicho o rozstaniuJesienne róże mówią nam o pożegnaniu"


 

A tu jarzębina czerwona. 

 

"Jarzębino czerwona, biednemu sercu radź.." la, la, la...

 

 


"Ach ten dzień, w kolorze śliwkowym

berberysu i głogu ma smak."

 

Tak śpiewał nam Długosz Leszek, kiedy pierwsza nasza wspólna jesień rozpościerała się za oknami.


A ja:

Lato gorące i słodkie, 
jak konfitury z malin.
 
Słońce złotymi kroplami  
kapie w serca.  
 
Twoje ramiona pachną żywicą. 
Moje dłonie chłodne, jak zieleń. 
 
 Przez las, szumiący ocean, 
w żółtym wózku,  
jak w świetlistej kwadrydze 
toczymy nasze szczęście...  
 
A jutro, już będzie jesień.


No właśnie.

 



"W złotym słońcu złote włosy, w złotym słońcu złoty liść,
Kasztan się pod nogi toczy, jak tu dobrze z Tobą iść"



Kasztan pod nogi spadł.

Podniosłam.

Idę sama.

Kiedyś dostałam kasztan ciepły od Twojej dłoni...