Konkretnie Anioła Gabriela. Jakby kto wątpił.
Kiedy tak na niego patrzę, to raczej Aniołek Gabrielek. Czyli Gabryś.
Pod koniec roku zagra główną rolę w teatrzyku naszym, co się nazywa Seniorek.
To nie pierwszy anioł mojej produkcji.
A kiedy się rozglądam, widzę, że otacza mnie sporo różnych aniołów. Mniejszych i większych. Ładniejszych i brzydszych (o ile anioły mogą być brzydkie).
Wiem, mogą być też anioły upadłe, o tych nie mówimy. Ani nie myślimy.
Bardzo lubię swojego grubego, rudego anioła, którego przywieźliśmy dawno temu z Krościenka.
Wygląda na przyzwoitego.
Chociaż, zasadniczo, w anioły wierzę mniej więcej tak samo, jak w krasnoludki i Smoka Wawelskiego.
Kiedyś wierzyłam w Anioła Stróża, tego, co to czuwa nad parą dzieci przechodzących przez strumyk. Był jakiś bardziej wiarygodny i przystępny, niż reszta świętych. Poza tym był ładny. A może ładna. Z długimi lokami i w pastelowych sukniach.
Nie pamiętam, kiedy wierzyć przestałam.
Przegląd od AI
Anielica przywieziona przez Męża z Krakowa
A to całkiem szczególny anioł zrobiony na terapii zajęciowej w Ośrodku Dziennego Pobytu
Anioł niosący światło
I ten, gaszący płomień.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz