środa, 12 sierpnia 2026

Relacje

Jakiś czas temu przeczytałam książkę "Rok magicznego myślenia" autorstwa Joan Didion. Sięgnęłam po nią, bo fragment zapowiadający brzmiał:

 "Siadasz do kolacji i życie, jakie znasz, się kończy. Ta książka to przejmująca opowieść o żałobie. (...) 

Precyzyjna, ale jednocześnie wrażliwa i czuła narracja dotyka uniwersalnego znaczenia tych doświadczeń, sprawiając, że „Rok magicznego myślenia" jest wymieniany pośród stu najważniejszych książek, które trzeba przeczytać w życiu." 

Nigdy wcześniej nie słyszałam o Joan Didion, chociaż opisywana jest jako  wybitna amerykańska dziennikarka, eseistka, powieściopisarka i scenarzystka. Współtworzyła z mężem Johnem Gregorym Dunne’em scenariusze do kilku filmów, całkiem znanych, z takimi gwiazdami jak Al Pacino, Barbra Streisand, Robert De Niro, Robert Redford, Michelle Pfeiffer...

 

Przeczytałam "Rok magicznego myślenia" i w jakiś szczególny sposób poczułam więź z Joan Didion. 

Dziwne, zważywszy na różnicę wieku, statusu społecznego, odległości, różnicę kulturową i wszystkie inne, wydawałoby się, same różnice. 

Ale, jak widać, "z jednej tkaniny wszyscy jesteśmy..."

Czytam teraz "Notatki dla Johna".

Joan Didion przez półtora roku uczęszczała na psychoterapię. Po każdej sesji sporządzała notatki, które w założeniu były przeznaczone dla męża.

"Notowała rozmowy o alkoholizmie, adopcji, depresji i lęku, o napięciach rodzinnych i poczuciu winy, o zawiłościach relacji z córką, Quintaną" 

Książka nie jest łatwa w odbiorze, ze względu na formę. Dużo tam zdań typu "powiedziałam, że powiedziała, że myśli, że ja myślę..."

Mimo to rozumiem dobrze Joan Didion.

 

Chcemy być dobrymi matkami. 

Chcemy dobrze wychować swoje córki.

Skąd wiemy, jak to jest "dobrze"?

Z ogólnie  przyjętych norm i wzorców. Nauczyciele o tym mówią. Książki o wychowaniu. Eksperci od relacji społecznych. Programy telewizyjne. Familijne filmy. Bajki o dwóch złych siostrach i jednej dobrej sierotce.

Ludzie nam to mówią. Obcy i znajomi. 

"Niech pani coś jej powie..."

Pediatrzy, psycholodzy i pedagodzy.  

Czasem mówi nam o tym teściowa.

Wierzymy im albo nie.

No, i matka. 

Bo: "wszyscy nosimy w swoich głowach drobne fragmenty naszych matek i ojców"

Można by, parafrazując Ewangelię, rzec - na początku była matka.

Nie chcę być, jak moja matka.

Jestem, jak moja matka.

Miotam się między buntem, a poczuciem winy.

Matki chcą jak najlepiej, Dla córek.

Córki chcą być sobą. 

Matki wiedzą lepiej, już przeżyły swoje,  doświadczyły, wycierpiały.

Córki chcą być wolne. Cierpieć po swojemu.

Lęk przed nadopiekuńczością graniczy z lękiem przed nadmiernym zdystansowaniem. Czy, jeśli pozwolimy im odfrunąć, nie  poczują się odrzucone i samotne?

Dzieci nie muszą zasługiwać na miłość  matek.

Czy matki muszą zasłużyć na miłość  córek? Czasami miałam wrażenie, że tak i się starałam. Niepotrzebnie. 

Czy byłam, jestem dobrą matką? Wystarczająco dobrą?

Jestem córką swojej matki. Nie chciałam być, jak ona. Kocham ją.

 

Dawno temu, moja Córka powiedziała, łykając łzy:

- Mamo, nie jesteś mną, a ja nie jestem tobą... 

 

Córeczko, to jedna z najważniejszych rzeczy, jakie usłyszałam w życiu.  

 

P.S.

Właśnie wysłuchałam autobiograficznej opowieści  Jennette McCurdy, podobno jednej z najsłynniejszych dziecięcych aktorek amerykańskich. Opowieść nosi tytuł "Cieszę się, że moja mama umarła"

to przejmująca opowieść o wychodzeniu z zaburzeń odżywiania, uzależnień i toksycznej relacji z przemocową matką, a także o mozolnym odzyskiwaniu kontroli nad własnym życiem."

Jennette nie buntowała się, gdy była dzieckiem.

 "Pragnęła  za wszelką cenę zadowolić najważniejszą osobę w swoim życiu"

Po latach walki z poczuciem winy, zdecydowała się na psychoterapię i walkę o siebie. Wtedy dopiero mogła ucieszyć się, że jej mama umarła.

4 komentarze:

PAPROCH pisze...

Nie pamiętam tej sytuacji, gdy to powiedziałam.
Ale to zawsze jest prawda.
Jeszcze bardziej to rozumiem, będąc matką. Moje dziecko nie jest mną, ja nie jestem nim.
Choć myślę sobie, że ta relacja między matką a córką jest jeszcze trudniejsza, niż między matką a synem. Mam rację?

mamuśka pisze...

Tak. Zdecydowanie. Ale uważam, że posiadanie córki wzbogaca

PAPROCH pisze...

Hmm. No syna też wszak.

mamuśka pisze...

Inaczej