Tak sobie rozmyślałam ostatnio o fenomenie pamięci ludzkiej.
Pamiętamy różne ważne momenty z życia. Śluby - własne i bliskich nam osób, narodziny dzieci, śmierć ukochanych, najmilszy prezent gwiazdkowy, smak naleśników smażonych przez mamę...
Pamiętamy dzięki emocjom, które towarzyszyły tym wydarzeniom, albo dzięki zdjęciom.
Mijają lata i nagle okazuje się, że jest ich już bardzo dużo za nami.
Jak to? Dopiero co zdawałam maturę!
Przecież pamiętam naszą pierwszą randkę, jakby to było wczoraj!
No, może przedwczoraj.
Wczoraj Córka zdawała egzamin dyplomowy. Pojechałam na Uniwersytet prosto ze szpitala od Męża, kupiłam czekoladki, jej ulubione, miałam na sobie czerwony płaszcz i brązowy szal, a ona była ubrana w krótką spódniczkę i białą bluzkę. Po korytarzu spacerowali nerwowo inni zdający, a obok w sekretariacie siedziały "panie z dziekanatu", takie same jak wszystkie panie ze wszystkich dziekanatów...
A dzisiaj jest już ponad 20 lat później.
20 lat z rozbłyskami wspomnień ważnych chwil.
A przedtem ze 40 lat skurczonych do kilku wydarzeń.
Pomiędzy - szara mgła codzienności.
Tak więc siedzę i rozmyślam o tym niezwykłym zjawisku.
A potem sobie przypominam. A właściwie tylko zerkam w bok.
Z lewej strony mojego biurka stoi sobie spisana w kilku zeszytach przeszłość.
Zaglądam i znajduję taką perełkę.
Przeczytaj Bracie.
A ciąg dalszy nastąpi.


.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz