poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Pitek

Kolejny Kot nas opuścił.
Pitek Pituta herbu Agrest.
Kot z charakterem.
Pierwszy zwierzęcy towarzysz  Wnuka.
Lubił akrobacje na balkonie i  wygrzewanie się na słońcu.
Jak to kot.
Zdążyłam się z nim pożegnać.


W jakiejś dziecięcej części mojej duszy mieszka wiara w to, że ich zwierzęce puszystości hasają razem po ciepłej łące.


Pomyślnych łowów Kiciusie.

piątek, 11 sierpnia 2017

37

Dziś nie chodzę i nie zwiedzam.
A 37, to nie ilość kilometrów, które przeszłam.
Ani wiosen, które przeżyłam (chciałabym!!!)
Dziś siedzę w domu i piję.
Też wodę, bo gorąco.
Ale!...
Piję koniak. Choć właściwie brandy. 
Co z tego, że dopiero południe minęło. 
Piję, bo tak od trzydziestu siedmiu lat.
Bo 37 lat minęło od koniaczku pierwszego.
I pilibyśmy go razem dzisiaj, gdyby...
Moje zdrowie, Kochanie!



czwartek, 10 sierpnia 2017

Sobie chodzę i zwiedzam

Taką ładną piosenkę śpiewał kiedyś Mieczysław Fogg;

Mieszkam tu nad Wisłą tyle lat
Wiem, że nie jest najpiękniejszą z rzek,
Patrząc na nią, myślę sobie tak,
Co też człowiek o tej Wiśle wie?

Kto by zliczył te spojrzenia, pocałunki, łzy, westchnienia,
Kto by odgadł świadkiem ilu była zdrad,
Ile rymów od stuleci wyłowili z niej poeci,
Ja sam nie wiem, choć tu mieszkam tyle lat.



Mieszkam na tych Chojnach tyle lat...
Ponad połowę życia. 
Na wielu  ulicach nigdy nie byłam, a o niektórych w ogóle nie słyszałam. 
Co innego kochana B.
Mówię jej o różnych moich "odkryciach", a ona mi na to:
- A tak, wiem. Tam podopiecznego miałam.
Albo:
- Znam, znam, do  pewnej rodziny tam chodziłam.
I jeszcze:
- O, to jest niezła ulica! Co dom, to nadzór!
Wymyśliła, że będzie mi podrzucała nowe trasy do zwiedzania.

No, to chodzę. Patrzę. Podziwiam. 
Czasem przystaję i się zadziwiam. 
 Czasem fotkę pstryknę.
Oto ulica Wesoła.
Nazwa tak sobie adekwatna.  
Napis od razu daje do zrozumienia, kto rządzi. 












Na Bankowej ani jednego banku. Ze spraw finansowych tylko taką zauważyłam:



Na Czytelniczej żadnej biblioteki. Za to  dużo chwastów.
Oraz znak czasu - pies imieniem Lemon. 
Kiedyś byłby Morus albo Burek.


Torowa wcale nie prowadzi do torów. 
Przycupnęła tuż za murem wielkiego osiedla i tak na niej spokojnie, jakby czas się zatrzymał.
Pachną floksy w ogródkach, koty wylegują się na parapetach.  
Mały chłopiec pędzi na małym rowerku.
- Bolek, zaczekaj!- woła za nim dziadek.
Bolek??? To naprawdę inny kawałek świata.

Nazwami ulic kieruje nie wiadomo co (kto).
Że Rzgowska - wiadomo, prowadzi do Rzgowa.
Na Strażackiej jest straż pożarna, a Zamknięta nie ma wylotu.
Nie dziwi ulica Ukryta, bo prawie nie zwraca uwagi.



Nie dziwi mnie też Antenowa obok Dachowej i Jutrzenki w towarzystwie Przedświtu.
Ale dlaczego Warneńczyka w otoczeniu Kominowej i Kwartalnej? 
A Łokietka Władysława między Codzienną i Powszechną?
Sporo ulic nosi po prostu imiona "ludzkie", męskie i żeńskie:
Zygmunta, Natalii, Bronisławy, Grażyny, Ireny, Michała, Witolda, Henryka. 
Ciekawe, czy zacni ci ludzie zasłużyli się jakoś dla Chojen.
Dla wsi Chojny, konkretnie.


Pierwsze wzmianki pisane o wsi Chojny pochodzą z 1396 roku. W XIX wieku majątki szlacheckie zostały sprzedane i rozparcelowane na działki budowlane pod powstające robotnicze przedmieście „Nowe Chojny”. Z 1469 roku pochodzą pierwsze informacje o „Chojnach Dużych” i „Chojnach Małych”, kiedy to obie wsie miały wejść do parafii rzgowskiej.
Prawdopodobnie nazwa tego rejonu pochodzi od licznego drzewostanu sosen. 

W latach 1870–1890 nastąpił okres najintensywniejszej w dziejach Łodzi rozbudowy przemysłu. Terytorium miasta nie było przygotowane ani do racjonalnego wchłonięcia ogromnej rzeszy nowych mieszkańców, ani do właściwego zlokalizowania dużej liczby nowych fabryk (w 1908 roku 340-tysięczne miasto zajmowało ten sam obszar, na którym w 1840 roku zamieszkiwało zaledwie 13 tys. osób). 
Głód terenów budowlanych spowodował przełamanie granic administracyjnych miasta. Powstały pierwsze przedmieścia łódzkie: Bałuty i Chojny – dzielnice nędzy, chaotycznie i prymitywnie zabudowane, pozbawione jakichkolwiek urządzeń komunalnych. Rodziła się nowa struktura klasowa wywołująca nowe konflikty
 
No, to już wiadomo, dlaczego "Bałuty i Chojny, to naród spokojny"!!



Sporo uliczek dostało za patronów pisarzy, poetów, malarzy i zasłużonych działaczy. 
Nazwy te funkcjonują od dawna, bo niektóre zaznaczono już na planie miasta z 1930 roku.
Teraz ich nazwy nie bardzo dorastają, swoją raczej mierną urodą, do szacownych nazwisk.

Na koniec zapytowywuję: "a pamiętacie"
Pozwoliłam sobie skopiować to zdjęcie ze strony



wtorek, 8 sierpnia 2017

Sobie chodzę

Z kijami.
Dużo ludzi sobie chodzi. 
Większość po prostu spaceruje.
Jeżdżą na rowerach.
Na łyżworolkach i na deskach. Wypaśnych różnych, elektrycznych.
Dzieci pomykają na rowerkach biegowych i hulajnogach.
Grają w siatkówkę i w nogę.
Rzucają frisbee.  
Siwa pani drepcze na stepperze w parku. 
Ktoś tam gra w badmintona, chociaż wiatr.
W niedzielę, duża grupa w Parku Źródliska ćwiczyła tai-chi. 
Dużo osób biega. Albo truchta.
Ja chodzę. Lubię szybko, żeby się spocić.
Nikt się nie dziwi, nie ogląda, nie komentuje. 
I dobrze.
Czasem tylko ktoś zagada do mnie z pytaniem, czy te kije to pomagają? I na co?
A ja wiem?
Na czwarte piętro wchodzę bez zatrzymywania się  i bez zadyszki.
Ale kręgosłup znowu mnie boli.
Boli, gdy siedzę i gdy leżę. I jak stoję.
Kiedy chodzę, to nie boli. 
I głupie myśli zostają z tyłu.
No, to chodzę.
Moja przemądrzała aplikacja Endomondo doniosła, że w lipcu przeszłam 70,36 km, spaliłam 4278kcal i zajęło mi to wszystko 13 godzin. 
WOW!

środa, 19 lipca 2017

Misia bez Meli

Mela nie była chora na wściekliznę.
Dzisiaj dowiedziałam się o ostateczne wyniki badań.
Nie wiadomo, dlaczego umarła. W ogólnym rozrachunku, powody śmierci małej kotki nikogo nie obchodzą.
Mnie tak, ale nigdy się już nie dowiem.
Misia została sama.
Zadomowiła się, osadziła.
Nabrała ciałka.
Więcej śpi na zewnątrz. Do kanapy chowa się, gdy słyszy coś niepokojącego. Cudzy głos, dzwonek do drzwi.
Czasami ucieka w panice, gdy chcę ją wziąć na ręce.
Przesiaduje na dawnych miejscach Melki - na fotelu, na oknie, na biurku. Na obu łóżeczkach.
Czasami zagląda mi w oczy z niemym pytaniem. 
Co chciałaby wiedzieć?
- Wszystko będzie dobrze - mówię jej.
Podstawia mi brzuch do głaskania. Na chwilę.
Doceniam to.
Myślę, że obie jakoś tęsknimy.
Miśka wskakuje mi na kolana i mruczy.


niedziela, 18 czerwca 2017

Tak, jak rok temu



Melka umarła dzisiaj.
Odeszła nagle.
Tak, jak rok temu Kicia.
Może nie powinnam już mieć kotów:(:(
 

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Duch Melania

Miśka pojawia się wesoło, otwarcie. 
Jeżeli nawet cicho nadchodzi, to już z daleka mruczy, albo pomiaukuje.
Skacze odważnie z oparcia kanapy i łup o ziemię.
Galopuje po mieszkaniu, tupiąc głośno. 
Robi nagłe zwroty, podskakuje za ćmą wysoko na ścianę, szybę, kłapie zębami.
Turla długopis po podłodze.
Szura stolikiem, wygrzebując spod niego ulubioną, zieloną, myszkę.
Przesuwa miskę z mięskiem.
Z szurgotem korzysta ze swojej drapaczki.
Miśka nie kryje się ze swoją "miśkowatością" 

Mela pojawia się, jak królik z kapelusza.
Wychodzi bezszelestnie z sofy, przemyka pod ścianami, jak cichociemny.
Była na oknie. Już jest na laptopie. Na krześle. W donicy z kwiatkami. 
Nie hałasuje. Nie miauczy. Nie stuka pazurkami. UFO!
Wychodzę z kuchni i myślę sobie : "ciekawe, gdzie jest Melka?".
Wracam do kuchni - a kuku! siedzi na parapecie, nieruchoma i zagadkowa, jak sfinks.
- Cześć! - mówię do niej. Nie odpowiada. 
Bursztynowe oczy wyglądają, jak obwiedzione eyelinerem. Nie mruga.
Za chwilę już jej nie ma. Pręgowany ogon znika pod zieloną narzutą. 
- Wyjdź Melka!- mówię po jakimś czasie do kanapy.- Kolacja!
Melka nie wychodzi. Zaglądam. Pusto. 
Zawracam do kuchni. Oo!
Przycupnięta na środku przedpokoju, śledzi uważnie moje ruchy.
Gdy tylko robię krok, smyrga pod stół.
Da się skusić śmietanką, albo świeżą wołowinką.
Znika w momencie, gdy na dwie sekundy odwracam się, żeby wytrzeć ręce.
Miśka obżera się w najlepsze.
- Gdzie Melka ?- pytam ją.
Macha tylko lekceważąco ogonem. 
Zadowolona, że więcej dla niej zostało.

Melka, czujna w jakimś kącie, czeka, żeby znowu zmaterializować się, niczym Jedi.
Niech moc będzie z nami!