piątek, 13 października 2017

Zajoby moje



Zajob:( wg SJP)
" mania na jakimś punkcie, obłęd, dziwactwo, wariactwo, świr"



Zajob ponadczasowy:





 Zajob pokrewny z powyższym:




Zajob smaczny:




Zajob niedawny:



Zajob nieustający:




Zajob oczywisty:




Zajob  nowy:



Zajob zdrowy (podobno): 



Zajob towarzyski (bardzo zdrowy):
 


Zajob wesoły:




Zajob stary, starszy, najstarszy:



Zajob kulturalny: 


Kurczę, nie wiadomo, w co ręce włożyć na tej emeryturze!!!!
 

poniedziałek, 11 września 2017

Mimozami jesień się zaczyna

Mimozami jesień się zaczyna,
Złotawa, krucha i miła,
To ty, to ty jesteś ta dziewczyna,
Która do mnie na ulicę wychodziła. 







To oczywiście nie jest mimoza, tylko nawłoć pospolita.
Dla niektórych, jak widać, także i dla Tuwima, mimoza polska.
Nawłoć tę, rozkosznie żółtą, sfotografowałam w sobotę na ulicy Nowe Górki, dokąd zaprowadziły mnie wszędobylskie kije.
Nowe Górki, to dalej ładny kawałek wsi, chociaż ciągle na terenie miasta. Ledwie pół godziny drogi od domu.
Mimozy i brzozy.

\

Dobrze się oddycha tą wiejską przestrzenią.
Ludzi niewielu, prawie wcale. 
Ktoś wieszał pranie w ogródku.
Starszy pan malował ogrodzenie.
Motocyklista bez kasku i w rozpiętej koszuli kursował wte i wewte po pylistej drodze.
Czarny kot z białą krawatką przebiegł mi drogę. 
- Cześć!- uśmiechnęłam się do niego, bo lubię koty.
Postawił ogon, jak świecę i odmaszerował.

Pola zaorane po żniwach.
Nad polami snujący się zapach ziemi, obornika, palonych liści i gdzieniegdzie, weekendowego  grilla.
Owoce dzikiej róży już  mocno czerwone i nabrzmiałe.
Niebo niebieskie.
Chwasty wzdłuż drogi poschnięte.
Liście z brzóz sypią się malowniczym, złotawym deszczem.
Idę, idę, idę. 
Psy szczekają.
Na ulicy Józefów straszy mnie dom dziwny, dom pusty.

Przyspieszam. Kto go tam wie.
Po siedmiu kilometrach jestem zgrzana i nogi mnie trochę bolą.
Ale nogi, to świetny środek lokomocji. 
A zapach potu i jego słony smak na skórze, działają na mnie, jak zastrzyk z endorfin.

Mimozami zwiędłość przypomina
Nieśmiertelnik żółty - październik,
To ty, to ty, moja jedyna,
Przychodziłaś wieczorem do cukierni...

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Pitek

Kolejny Kot nas opuścił.
Pitek Pituta herbu Agrest.
Kot z charakterem.
Pierwszy zwierzęcy towarzysz  Wnuka.
Lubił akrobacje na balkonie i  wygrzewanie się na słońcu.
Jak to kot.
Zdążyłam się z nim pożegnać.


W jakiejś dziecięcej części mojej duszy mieszka wiara w to, że ich zwierzęce puszystości hasają razem po ciepłej łące.


Pomyślnych łowów Kiciusie.

piątek, 11 sierpnia 2017

37

Dziś nie chodzę i nie zwiedzam.
A 37, to nie ilość kilometrów, które przeszłam.
Ani wiosen, które przeżyłam (chciałabym!!!)
Dziś siedzę w domu i piję.
Też wodę, bo gorąco.
Ale!...
Piję koniak. Choć właściwie brandy. 
Co z tego, że dopiero południe minęło. 
Piję, bo tak od trzydziestu siedmiu lat.
Bo 37 lat minęło od koniaczku pierwszego.
I pilibyśmy go razem dzisiaj, gdyby...
Moje zdrowie, Kochanie!



czwartek, 10 sierpnia 2017

Sobie chodzę i zwiedzam

Taką ładną piosenkę śpiewał kiedyś Mieczysław Fogg;

Mieszkam tu nad Wisłą tyle lat
Wiem, że nie jest najpiękniejszą z rzek,
Patrząc na nią, myślę sobie tak,
Co też człowiek o tej Wiśle wie?

Kto by zliczył te spojrzenia, pocałunki, łzy, westchnienia,
Kto by odgadł świadkiem ilu była zdrad,
Ile rymów od stuleci wyłowili z niej poeci,
Ja sam nie wiem, choć tu mieszkam tyle lat.



Mieszkam na tych Chojnach tyle lat...
Ponad połowę życia. 
Na wielu  ulicach nigdy nie byłam, a o niektórych w ogóle nie słyszałam. 
Co innego kochana B.
Mówię jej o różnych moich "odkryciach", a ona mi na to:
- A tak, wiem. Tam podopiecznego miałam.
Albo:
- Znam, znam, do  pewnej rodziny tam chodziłam.
I jeszcze:
- O, to jest niezła ulica! Co dom, to nadzór!
Wymyśliła, że będzie mi podrzucała nowe trasy do zwiedzania.

No, to chodzę. Patrzę. Podziwiam. 
Czasem przystaję i się zadziwiam. 
 Czasem fotkę pstryknę.
Oto ulica Wesoła.
Nazwa tak sobie adekwatna.  
Napis od razu daje do zrozumienia, kto rządzi. 












Na Bankowej ani jednego banku. Ze spraw finansowych tylko taką zauważyłam:



Na Czytelniczej żadnej biblioteki. Za to  dużo chwastów.
Oraz znak czasu - pies imieniem Lemon. 
Kiedyś byłby Morus albo Burek.


Torowa wcale nie prowadzi do torów. 
Przycupnęła tuż za murem wielkiego osiedla i tak na niej spokojnie, jakby czas się zatrzymał.
Pachną floksy w ogródkach, koty wylegują się na parapetach.  
Mały chłopiec pędzi na małym rowerku.
- Bolek, zaczekaj!- woła za nim dziadek.
Bolek??? To naprawdę inny kawałek świata.

Nazwami ulic kieruje nie wiadomo co (kto).
Że Rzgowska - wiadomo, prowadzi do Rzgowa.
Na Strażackiej jest straż pożarna, a Zamknięta nie ma wylotu.
Nie dziwi ulica Ukryta, bo prawie nie zwraca uwagi.



Nie dziwi mnie też Antenowa obok Dachowej i Jutrzenki w towarzystwie Przedświtu.
Ale dlaczego Warneńczyka w otoczeniu Kominowej i Kwartalnej? 
A Łokietka Władysława między Codzienną i Powszechną?
Sporo ulic nosi po prostu imiona "ludzkie", męskie i żeńskie:
Zygmunta, Natalii, Bronisławy, Grażyny, Ireny, Michała, Witolda, Henryka. 
Ciekawe, czy zacni ci ludzie zasłużyli się jakoś dla Chojen.
Dla wsi Chojny, konkretnie.


Pierwsze wzmianki pisane o wsi Chojny pochodzą z 1396 roku. W XIX wieku majątki szlacheckie zostały sprzedane i rozparcelowane na działki budowlane pod powstające robotnicze przedmieście „Nowe Chojny”. Z 1469 roku pochodzą pierwsze informacje o „Chojnach Dużych” i „Chojnach Małych”, kiedy to obie wsie miały wejść do parafii rzgowskiej.
Prawdopodobnie nazwa tego rejonu pochodzi od licznego drzewostanu sosen. 

W latach 1870–1890 nastąpił okres najintensywniejszej w dziejach Łodzi rozbudowy przemysłu. Terytorium miasta nie było przygotowane ani do racjonalnego wchłonięcia ogromnej rzeszy nowych mieszkańców, ani do właściwego zlokalizowania dużej liczby nowych fabryk (w 1908 roku 340-tysięczne miasto zajmowało ten sam obszar, na którym w 1840 roku zamieszkiwało zaledwie 13 tys. osób). 
Głód terenów budowlanych spowodował przełamanie granic administracyjnych miasta. Powstały pierwsze przedmieścia łódzkie: Bałuty i Chojny – dzielnice nędzy, chaotycznie i prymitywnie zabudowane, pozbawione jakichkolwiek urządzeń komunalnych. Rodziła się nowa struktura klasowa wywołująca nowe konflikty
 
No, to już wiadomo, dlaczego "Bałuty i Chojny, to naród spokojny"!!



Sporo uliczek dostało za patronów pisarzy, poetów, malarzy i zasłużonych działaczy. 
Nazwy te funkcjonują od dawna, bo niektóre zaznaczono już na planie miasta z 1930 roku.
Teraz ich nazwy nie bardzo dorastają, swoją raczej mierną urodą, do szacownych nazwisk.

Na koniec zapytowywuję: "a pamiętacie"
Pozwoliłam sobie skopiować to zdjęcie ze strony



wtorek, 8 sierpnia 2017

Sobie chodzę

Z kijami.
Dużo ludzi sobie chodzi. 
Większość po prostu spaceruje.
Jeżdżą na rowerach.
Na łyżworolkach i na deskach. Wypaśnych różnych, elektrycznych.
Dzieci pomykają na rowerkach biegowych i hulajnogach.
Grają w siatkówkę i w nogę.
Rzucają frisbee.  
Siwa pani drepcze na stepperze w parku. 
Ktoś tam gra w badmintona, chociaż wiatr.
W niedzielę, duża grupa w Parku Źródliska ćwiczyła tai-chi. 
Dużo osób biega. Albo truchta.
Ja chodzę. Lubię szybko, żeby się spocić.
Nikt się nie dziwi, nie ogląda, nie komentuje. 
I dobrze.
Czasem tylko ktoś zagada do mnie z pytaniem, czy te kije to pomagają? I na co?
A ja wiem?
Na czwarte piętro wchodzę bez zatrzymywania się  i bez zadyszki.
Ale kręgosłup znowu mnie boli.
Boli, gdy siedzę i gdy leżę. I jak stoję.
Kiedy chodzę, to nie boli. 
I głupie myśli zostają z tyłu.
No, to chodzę.
Moja przemądrzała aplikacja Endomondo doniosła, że w lipcu przeszłam 70,36 km, spaliłam 4278kcal i zajęło mi to wszystko 13 godzin. 
WOW!

środa, 19 lipca 2017

Misia bez Meli

Mela nie była chora na wściekliznę.
Dzisiaj dowiedziałam się o ostateczne wyniki badań.
Nie wiadomo, dlaczego umarła. W ogólnym rozrachunku, powody śmierci małej kotki nikogo nie obchodzą.
Mnie tak, ale nigdy się już nie dowiem.
Misia została sama.
Zadomowiła się, osadziła.
Nabrała ciałka.
Więcej śpi na zewnątrz. Do kanapy chowa się, gdy słyszy coś niepokojącego. Cudzy głos, dzwonek do drzwi.
Czasami ucieka w panice, gdy chcę ją wziąć na ręce.
Przesiaduje na dawnych miejscach Melki - na fotelu, na oknie, na biurku. Na obu łóżeczkach.
Czasami zagląda mi w oczy z niemym pytaniem. 
Co chciałaby wiedzieć?
- Wszystko będzie dobrze - mówię jej.
Podstawia mi brzuch do głaskania. Na chwilę.
Doceniam to.
Myślę, że obie jakoś tęsknimy.
Miśka wskakuje mi na kolana i mruczy.